sobota, 28 grudnia 2013

(17) „-Nie mów nic...po prostu mnie przytul i nie zostawiaj samej..”

(17)


„-Nie mów nic...po prostu mnie przytul i nie zostawiaj samej..”






 Cassie leżała bezwładnie na łóżku, już nawet nie płakała, po prostu leżała i tępo wpatrywała się w sufit.

Jej poukładane dotychczas życie runęło teraz w gruzach.


Pierwszy raz w życiu nie miała w zanadrzu planu B.


Nie wiedziała co ma teraz zrobić, jak żyć.


Blondyn był dla niej wszystkim, a teraz tego wszystkiego nie ma.


Zrozumiała że przez własną głupotę i upór straciła największy Skarb jaki miała.


Na szafce nocnej stało ich wspólne zdjęcie, dziewczyna wzięła je do ręki i palcem przejechała po sylwetce chłopaka.


-Dlaczego byłam taka głupia? Dlaczego wybrałam prace zamiast Ciebie? Dlaczego Ty nie poczekałeś, tylko od razu uciekłeś w ramiona innej...dlaczego?-dziewczyna zadawała pytania lecz odpowiadała jej tylko głucha cisza.


-Dlaczego Chris?-po policzkach blondynki popłynęły niekontrolowane łzy.


 


***


 


Zapach parzonej kawy obudził blondyna.


Chłopak przetarł zaspane oczy po czym wstał z łóżka i ruszył w stronę kuchni.


Przy stole siedziała brunetka, która popijając kawę czytała gazetę.


-Chyba nie powinnaś pić kawy-powiedział a dziewczyna podskoczyła.


-Jezu Chris, wystraszyłeś mnie-powiedziała łapiąc się za serce.


-Nie chciałem-powiedział po czym delikatnie uśmiechnął się do niej.-A Ty chyba nie powinnaś pić kawy?-spytał i spojrzał na nią srodze.


-Oj Chris, od jednej kawy nic dziecku nie będzie-odpowiedziała dziewczyna po czym upiła trochę cieczy z kubka.


-A ja myślę że jednak będzie-powiedział blondyn po czym podszedł do Niej i zabrał jej kubek z ręki.


-Ej. Co Ty robisz?-spytała zła


-Dbam o nasze dziecko-odpwoiedział spokojnie po czym podszedł do zlewu i wylał całą zawartość kubka.-A tak poza tym to o której wczoraj wróciłaś?


-Późno, spałeś już.


-Myślę że nie powinnaś teraz tak późno wracać, musisz dbać o siebie-powiedział z wyrzutem


-Co?! To teraz już nic nie będzie mi wolno robić? -spytała wkurzona


-Słońce tu chodzi o Ciebie i o nasze dziecko-blondyn podszedł do dziewczyny i kucnął przed nią.


-Masz rację Skarbie.Przepraszam-brunetka przytuliła się do niego, robiąc grymas złości i niezadowolenia za jego plecami.


 


 


Gdy blondyn wyszedł do pracy wściekła brunetka chwyciła za telefon i wybrała doskonale znany jej numer.


-Stęskniłaś się już za mną?-usłyszała na wstępie


-Misiek musisz się pospieszyć. Ja tak dłużej nie wytrzymam! On jest taki słodki że aż rzygać mi się chce. Poza tym zabronił mi np. pić kawy rozumiesz?


-Kiciu już niedługo i znowu będziemy razem. Zaufaj mi proszę.


-No ok, ale żeby to nie trwało zbyt długo, bo nie wytrzymam dłużej tej gry.


-Obiecuję że już niedługo. A teraz postaraj się i bądź miła dla tego frajera. Pa-powiedział mężczyzna po czym rozłączył się.


 


***


 


Tymczasem w wielkim biurze służb bezpieczeństwa, po jednym z pokoi chodził w tą i z powrotem zdenerwowany i zły sam na siebie brunet.


W jego głowie ciągle była Cassie.


Mimo że należał do twardych facetów to jednak ta jedna kobieta potrafiła sprawić że jego sercem miotały różne uczucia.


To Ona przecież była jego pierwszą miłością.


To z nią chciał spędzić resztę swojego życia.


To dla Jej szczęścia pozwolił Jej odejść i być z Chrisem a samemu zostać tylko jej przyjacielem.


Był wściekły na siebie że zamiast ją pocieszyć i wspierać to dodatkowo sprawił jej przykrość.


-Cholera-przeklął pod nosem kopiąc krzesło które stało obok biurka.


Stanął na chwilę, i przejechał dłońmi po twarzy.


Po chwili namysłu chwycił swoją kurtkę i wyszedł z pomieszczenia.


-Kelly ja wychodzę, jakby ktoś pytał o mnie powiedz że pojechałem coś załatwić-powiedział do sekretarki która siedziała za biurkiem.


Dziewczyna zdążyła tylko kiwnąć głową a jego już nie było.


Zbiegł szybko po schodach po czym wyszedł z budynku.


Rozejrzał się na boki, po czym ubrał kurtkę i ruszył przed siebie.


Po 20 minutowym spacerze znalazł się pod celem swojej podróży.


Wszedł do tego samego budynku które odwiedził już rano.


Przy recepcji stała ta sama dziewczyna z którą już dzisiaj rozmawiał.


-Jest Chris?-spytał


-Tak jest-powiedziała a chłopak bez zastanowienia ruszył w stronę sali treningowej


-Ale on jest teraz zajęty-dziewczyna krzyknęła za nim lecz on nie zważając na jej słowa, szedł dalej przed siebie.


Pchnął duże drzwi.


Na sali grała dość szybka muzyka, na środku sali stało kilka osób które z lepszym lub gorszym skutkiem powtarzały kroki które pokazywał im blondyn stojący przed nimi.


Brunet podszedł do odtwarzacza muzyki po czym wyłączył go.


Wszystkie oczy skierowały się w jego stronę.


-Ogłaszam dla państwa małą przerwę, proszę opuścić sale-powiedział a ludzie zdezorientowani popatrzyli na swojego trenera.


Chris dobrze wiedział że ta przerwa może nie być dla niego zbyt miła, dlatego kazał swoim uczniom opuścić sale.


Ludzie po chwili opuścili sale na której został tylko Chris i Tom.


-Co Cię do mnie sprowadza?-spytał Chris patrząc jak brunet zbliża się w jego stronę.


-Nie wiesz?-spytał brunet łapiąc Chrisa za koszulkę i przyciskając do lustrzanej ściany którą blondyn miał za sobą.


-Jak mogłeś Jej to zrobić!?-wysyczał ze złością


Blondyn odepchnął go rękami.


-To chyba nie Twoja sprawa co?


-Właśnie że moja. Moja przyjaciółka cierpi przez takiego frajera jak Ty!


-To nie ja zniszczyłem nasz związek tylko Ona!


-Nie rozśmieszaj mnie, przecież to Ty wskoczyłeś do łóżka jakiejś zdziry!


-Nie mów tak o Angelice-blondyn nie wytrzymał i chciał uderzyć Toma, brunet jednak złapał jego pieść i wykręcił mu rękę.


-Jak dla mnie jesteś śmieciem, miałeś wspaniałą kobietę i tak ją zraniłeś. Jesteś dupkiem przez którego Ona teraz cierpi a jej serce umiera-brunet puścił go.


-O proszę jak Ty się o nią martwisz. Kto jak kto ale Ty powinieneś się cieszyć że nasz związek się rozpadł. Od zawsze chciałeś być z Cassie, nie mogłeś znieść że zostawiła Cię dla mnie. Teraz masz drogę wolną. Ona jest teraz cała twoja.


-Wiesz gdybyś ją znał naprawdę wiedziałbyś że Ona kocha tylko Ciebie, i gdyby mogła oddałaby życie za Ciebie. Nie zasługujesz na nią i nigdy nie zasługiwałeś-brunet spojrzał w oczy blondyna po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali trzaskając drzwiami.


 


Blondyn z nerwów uderzył pięścią w lustro które na szczęście nie rozbiło się.


Zjechał bezsilnie na podłogę, dłonie zacisnął w pięści, pod powiekami czuł pieczenie łez które bezczelnie chciały wydostać się na zewnątrz.


Ta cała sytuacja też była dla niego ciężka.


Pogubił się w tym wszystkim.


Czuł że znalazł się w labiryncie własnych uczuć i nie umie znaleźć wyjścia z niego.


Zacisnął mocno powieki nie pozwalając wydostać się łzą.


Mimo wszystko dalej kochał swoją żonę i bolało go to że ona teraz cierpi. Miał wyrzuty sumienia że Ona dowiedziała się o jego kochance w taki sposób.


Wiedział że ją skrzywdził odchodząc, lecz usprawiedliwiał się tym że to wszystko jej wina, że to przez jej ciągłą prace i nieobecność oddalili się od siebie. Przestali bić tym samym rytmem serc co kiedyś.


Blondyn schował twarz w dłonie w myślach powtarzał sobie że musi być teraz silny, i myśleć tylko i wyłącznie o swoim dziecku. Teraz ono jest tu najważniejsze i mimo wszystko musi mu stworzyć kochającą rodzinę.


 


 


Brunet po wyjściu ze szkoły tańca złapał taksówkę i udał się nią pod dom swojej przyjaciółki.


Wiedział że ona teraz potrzebuję wsparcia i kogoś kto pomoże jej podnieść się z tego upadku.


Gdy kierowca zatrzymał się pod wyznaczonym adresem brunet zapłacił mu po czym wysiadł z pojazdu. Stał chwilę na chodniku wpatrując się dom. Wiedział że rano nabroił i nie był pewien czy dziewczyna będzie chciała w ogóle z nim rozmawiać.


Wziął kilka głębokich wdechów po czym wszedł na posesje domu i podszedł do drzwi.


Nacisnął dzwonek od drzwi i czekał.


 


Blondynka nagle usłyszała dźwięk dzwonka, który rozniósł się po całym domu.


Nie ruszyło ją to specjalnie.


Nie miała teraz najmniejszej ochoty z kimkolwiek się widzieć. Nie chciała na nikogo patrzeć i z nikim rozmawiać. Jakby mogła to najchętniej zniknęła by z tego świata.


Dzwonek znowu zadzwonił a ona ani myślała by pójść otworzyć.


 


Brunet dobrze wiedział że Cassie jest w domu.


Bez namysłu złapał za klamkę i wszedł do środka.


Od razu udał się na górę, po cichu i bez pukania wszedł do sypialni.


Na łóżku leżała blondynka, wyglądał jak wrak człowieka.


Włosy związane w niedbałego koka, oczy podkrążone i czerwone.


-Cassie-powiedział po cichu i wszedł głębiej


Blondynka spojrzała na niego pustym wzrokiem.


-Co Ty tu...-brunet jej przerwał


-Przyszedłem Cię przeprosić-chłopak podszedł bliżej i usiadł na skraju łóżka-zachowałem się jak totalny idiota. Żałuję tych słów które wypowiedziałem, przepraszam Cię Cassie-brunet spojrzał na dziewczynę.


Blondynka podniosła się do pozycji siedzącej.


-Przeprosiny przyjęte. Coś jeszcze?-spytała oschle


Brunet zawahał się na chwilę. Sam nie wiedział co ma teraz zrobić.


Jakich słów użyć.


Po chwili ciszy przybliżył się do dziewczyny i bez słowa przytulił ją mocno do siebie.


Ku jego zdziwieniu blondynka wcale się nie wyrywała, wręcz przeciwnie wtuliła się w niego mocno.


Trwali tak w uścisku aż blondynka delikatnie oderwała się od chłopaka.


Oboje spojrzeli sobie w oczy.


-Cassie...ja...ja nawet nie wiem co mam Ci powiedzieć...


-Nie mów nic...po prostu mnie przytul i nie zostawiaj samej..


Tom bez zastanowienia ponownie przytulił do siebie blondynkę.


Pozwolił wypłakać się Jej na Jego ramieniu.


Nie mówił nic...


Czasem słowa są zbędne, wystarczy po prostu czyjaś obecność i poczucie że nie jesteśmy sami...


Czasem wystarczy po prostu być...


 


 


 


Cdn...


 

Jejku chyba cierpię na brak weny.

Tyle czasu męczyłam się z tym odcinkiem...

 

Jak tam święta moje kochane?

U mnie standard, dużo jedzonka i lenistwo przed Tv :D

 

A tak przy okazji to chciałabym wam już złożyć życzenia noworoczne.

Kochane!

Przede wszystkim dużo dużo zdrowia bo ono jest najważniejsze,

Miłości,

Uśmiechu,

Radości,

dużo weny i oby ten Nowy Rok był dla was lepszy od poprzedniego! ;***

 

 

 

niedziela, 8 grudnia 2013

(16) „ Ona zapłaci mi za to...”

(16)


Ona zapłaci mi za to...”


 



Zielonooki blondyn wszedł do mieszkania, które dzielił teraz z kobietą którą myślał że kocha.


Walizkę postawił w przedpokoju, ściągnął buty a kurtkę odwiesił na wieszak.


W mieszkaniu panowała idealna cisza.


Trochę się zaniepokoił bo Angelika nie mówiła mu nic że Jej nie będzie.


Wszedł do kuchni i zauważył że na lodówce jest przywieszona kartka.


Kochanie wyszłam do koleżanki. Będę późno. Nie czekaj na mnie. Buziaki:* A;*”


Jemu to było nawet na rękę że jej nie ma.


Podszedł do szafki i wyciągnął z niej butelkę whiskey, nalał sobie pełną szklankę i udał się na balkon.


Usiadł na krześle i wpatrując się w niebo, które tej nocy było brzydkie i zachmurzone popijał swój trunek.


Po pierwszym łyku skrzywił usta, lecz następne nie powodowały już tego odruchu.


Chris cały czas miał przed oczami widok Jego ukochanej która błagała żeby został, Jej załzawione oczy i głos pełen bólu sprawiał że Jego serce również pękało na milion kawałeczków.


Myślał nawet o tym żeby wrócić do Niej, bo nie przestał Jej kochać, lecz to wszystko zabrnęło już zdecydowanie za daleko.


Teraz gdy jest już dziecko, nie ma odwrotu.


Teraz musi myśleć o matce Jego dziecka i o tym małym potomku o którym zawsze marzył.


Gdy szklanka była już pusta, blondyn wstał i powolnym ruchem udał się do sypialni.


Usiadł na łóżku po czym ściągnął z siebie spodnie i koszulkę.


Położył się, okrywając kołdrą.


Zamknął oczy i pomału udawał się w krainę snów.


 


***


 


Tymczasem domniemana kochanka Chrisa świetnie bawiła się w towarzystwie swojego faceta.


-Kotku ile to jeszcze ma trwać? Nie wytrzymam długo z tym ciapą ?-zamruczała mu do ucha


-Skarbię już niedługo. Obiecuję Ci to. Już niedługo Pani Cassandra Watrin Scott dowie się co to jest stracić bliską osobę. Dowie się jaka kara spotyka osoby które zadzierają z naszą rodziną.


-Twój ojciec byłby z Ciebie dumny Miśku.


-Właśnie byłby, przez tą wywłokę już go nie ma, ale Ona zapłaci mi za to i to surowo.- powiedział wysoki brunet po czym wbił się w usta brunetki


 


***


 


Blondynka przebudziła się z okropnym bólem głowy.


Z wielkim trudem otworzyła oczy.


Nie miała ochoty wstawać, nie miała ochoty żyć.


Lecz nie było Jej to dane, ponieważ Jej brzuch domagał się jedzenia i to bardzo boleśnie.


Pomału zwlekła się z łóżka i w kompletnej rozsypce zaczęła schodzić na dół.


Nagle poczuła aromat kawy.


Weszła do kuchni i zobaczyła Toma stojącego przy kuchence.


-Co Ty tu robisz?-spytała zachrypniętym głosem.


-O dzień dobry śpiąca królewno-brunet przywitał ją promiennym uśmiechem


-Proszę to dla Ciebie-podał jej kubek z kawą


Blondynka wzięła kubek po czym dalej wpatrywała się w bruneta z lekki zdziwieniem.


-Co Ty tu robisz Tom?-ponowiła swoje pytanie


-Siadaj i wcinaj-brunet znowu zignorował jej pytanie, podając na stół talerz z jajecznicą.


-Nie jestem głodna-powiedziała a w tym samym momencie zaburczało jej w brzuchu.


-Yhmmm właśnie słyszę-odpowiedział brunet po czym podszedł do dziewczyny i jak małe dziecko zaprowadził ją do stolika. Wetknął jej widelec w rękę-Jedz!-rozkazał


Dziewczyna spojrzała tylko na niego po czym zaczęła pomału jeść.


Brunet także nałożył sobie swojego specjału i zajął miejsce naprzeciwko dziewczyny.


Kątem oka ciągle obserwował blondynkę która wyglądała jak wrak człowieka.


-Dziękuję-powiedziała dziewczyna wstając od stołu.


Wzięła talerz i położyła go w zlewie.


Kiedy się odwróciła Tom stał blisko niej.


Spojrzała mu w oczy a ten bez słowa przytulił ją.


-Dziękuję Ci Tom że jesteś-wyszeptała


Brunet oderwał się delikatnie od Niej po czym wziął jej podbródek w dłonie i spojrzał jej w oczy.


-Cassie nie dziękuj. Dobrze wiesz że Cie kocham i nie mogę patrzeć jak cierpisz-powiedział po czym chciał Ją pocałować.


-Tom! Przestań!-blondynka odepchnęła go od siebie.


-Jeśli jesteś tu tylko po to żeby znowu mącić mi w głowie że powinniśmy wrócić do siebie to sobie daruj!-krzyknęła po czym chciała go wyminąć lecz ten złapał ją za rękę.


-Ty naprawdę nie widzisz że ja Cię kocham! Nigdy nie zrobiłbym Ci takiego świństwa jak ten Twój blondynek, ale oczywiście ty masz to gdzieś.!-wykrzyczał


-Wyjdź.


-Cassie ja..-dopiero teraz brunet opamiętał się i dotarło do niego co powiedział


-Wyjdź Tom i zostaw mnie do cholery samą!-krzyknęła po czym wyrwała swoją rękę z uścisku i pobiegła do sypialni.


Rzuciła się na łóżko a kolejna fala łez zaczęła spływać po jej rumianych policzkach.


 


 


Brunet był zły na siebie.


Wziął swoją kurtkę po czym opuścił dom blondynki.


-Yyyy..kompletny idiota!-krzyknął i z całej siły kopnął kamień który leżał na drodze.


Tak bardzo zależało mu na tej kruchej istocie. Kochał ją.


Nie mógł przeboleć że ona wybrała tego blondyna który namącił jej w głowie a teraz tak ją zranił i zostawił.


Nogi poniosły go pod szkołę którą prowadził ten laluś.


Bez zastanowienia wszedł do budynku.


-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-spytała go uśmiechnięta recepcjonistka


-Jest Chris?-spytał


-Niestety Pana Watrina jeszcze nie ma. Przekazać coś?-spytała ze sztucznym uśmiechem


-Nie dziękuję-powiedział po czym wyszedł.


-Masz szczęście Watrin że Cię nie było-wyszeptał po czym ruszył w stronę swojego domu.


 


 


 


 


 


Cdn.


 


Wiem krótko i dawno nie pisałam.


Przepraszam...


 


Pozdrawiam was moje kochane;*


Nawet nie wiecie jaką radość sprawiają mi wasze komentarze;*