poniedziałek, 22 września 2014

(30) „ spowiedź”

(30)


„ spowiedź”


 

 

Mimo wiosny która panowała na zewnątrz było jeszcze dosyć chłodno. Blondynka założyła na siebie kurtkę i owinęła się szalikiem. Musiała teraz bardzo dbać o siebie w końcu była odpowiedzialna już nie tylko za siebie.

-Mamo wychodzę!- krzyknęła i nie czekając na odpowiedź wyszła z domu. Miała dzisiaj kolejną wizytę u lekarza. Dzisiaj miała poznać płeć dziecka. Czuła w sobie coś dziwnego, była to ekscytacja pomieszana z lekkim lękiem. Najbardziej chciała żeby dziecko po prostu było zdrowe. Jego płeć była mało ważna. Pogoda była przecudna. Słońce świeciło a na niebie nie było ani jednej chmurki. Wszystkie rośliny budziły się do życia. Blondynka przymknęła oczy delektując się promieniami które delikatnie łaskotały ją w nos. Po chwili stała przed małą przychodnią. Nacisnęła na klamkę i weszła do środka.

-A więc Pani Cassandro, tu są rączki, tutaj widać główkę...-lekarz pokazywał blondynce wszystko na dużym monitorze. Blondynka była zafascynowana tym. Jej serce rozpierała niewiarygodna radość. Nigdy nie myślała że matka w ciąży może czuć taką radość i miłość do istoty której jeszcze tak naprawdę nie ma na świecie.- A tutaj jest męski narząd- lekarz uśmiechnął się a blondynka spojrzała na niego

-Chłopczyk- blondynka wyszeptała ze łzami w oczach.

 

Szczęśliwa wracała do domu. W portfelu miała pierwsze zdjęcie swojego synka. Kiedy mijała sklep z asortymentem dziecięcym nie mogła się powstrzymać i weszła do niego. W oczy od razu rzucił się jej ogrom tych wszystkich rzeczy. Wszystko było posegregowane według kolorów. Blondynka podeszła do działu z odzieżą niebieską. Wszystko było takie piękne. Miała ochotę wykupić pół sklepu dla swojego synka. Kiedy przeglądała kolejne śpioszki usłyszała głos który był jej dobrze znany. Odwróciła się w tamtą stronę, jej oczom ukazał się wysoki brunet którego znała. Jej serce zabiło szybciej a w oczach pojawił się strach. Odwróciła się po czym ruszyła w stronę drzwi, kiedy miała już nacisnąć na klamkę- Cassie?- zamarła

-Cassie to ja Jay- blondynka odwróciła się w stronę chłopaka.

-Cześć Jay- sztucznie się uśmiechnęła

-Jaka niespodzianka..jaki ten świat mały.

-Tak..

-Nie spodziewałem się Ciebie tutaj w tym mieście i to jaszcze w takim sklepie. Gratuluję- powiedział mierząc ją wzrokiem

-A no widzisz..dziękuję- dziewczyna nadal sztucznie się uśmiechała. Spotkanie Jaya było rzeczą która była jej teraz najmniej potrzebna.

-A Chris gdzie? Chciałbym się przywitać z nim. Dawno się nie widzieliśmy- zaczął rozglądać się po sklepie.

- Yyy Chris jest..w domu... Tak Chris jest w domu- blondynka nie wiedziała za bardzo co ma mu powiedzieć.

-Tutaj? Przeprowadziliście się?- brunet był zdziwiony

-Nie. Chris jest w Nowym Jorku.

Brunet miał zadać już kolejne pytanie kiedy obok nich pojawiła się wysoka zgrabna brunetka. Włosy miała krótko ścięte co podkreślało jej długą szyje, kolor ubrań pięknie komponował się z jej niebieskimi oczami. Wyglądała jak modelka prosto z wybiegu lub jakiegoś magazynu. Spod jej płaszcza wystawał delikatnie zaokrąglony brzuszek.

-Kochanie jak myślisz to czy to?- dziewczyna pokazała brzoskwiniowe i beżowe śpioszki.

-Weź oba jeśli ci się podobają.- brunet posłał swojej ukochanej uśmiech. - A kochanie poznaj Cassie żonę Chrisa o którym ci opowiadałem, Cassie to jest moja narzeczona Nicola.

-Miło Cię poznać. Jay dużo o was opowiadał- dziewczyna uścisnęła dłoń blondynki.

-Mi ciebie również- blondynka delikatnie się uśmiechnęła. - Wiecie przepraszam was ale się spieszę . Miło było cię poznać Nicole. Pa Jay- dziewczyna nie czekając na reakcję pary po prostu wyszła ze sklepu. Była zła że to właśnie Jaya spotkała. Miała tylko nadzieję że ten nie wygada się Chrisowi że ją widział. Nie miała najmniejszej ochoty by ten ją znalazł. Nie rozumiała tylko dlaczego Chris nie podpisał papierów rozwodowych, przecież i tak był z Anną, to wszystko było dziwne. Przecież powinno mu zależeć żeby się rozwieść i założyć spokojnie nową rodzinę. Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk telefony.

-Cześć piękna- usłyszała na co od razu się uśmiechnęła.

-Hej przystojniaku- blondynka zaśmiała się.

-Co u Ciebie? Gdzie jesteś?

-Właśnie wracam od lekarza, i tak wszystko w porządku- blondynka uprzedziła pytanie chłopaka.

-To się cieszę.

-Będziesz dzisiaj u mnie?- dziewczyna zadała pytanie.

-Oj niestety, nie dam rady muszę coś załatwić.

-Chodzi o pracę?

-Ymm..tak dokładnie tak. Wiesz Cassie muszę już kończyć. Trzymaj się i buziaki- brunet nie czekając na jej odpowiedź rozłączył się.

-Dziwne..- blondynka schowała telefon do torebki po czym obejrzała się za siebie czy przypadkiem Jay za nią nie idzie. Miała złe przeczucia co do tego spotkania.

***


Jay z Nicolą dokończyli zakupy po czym wrócili do domu. Chłopak cały czas był zamyślony.

-Kochanie co cię męczy- dziewczyna przytuliła się do jego pleców.

-Chodzi o Cassie i Chrisa- chłopak odwróci się twarzą do swojej ukochanej.- Zanm ich trochę i to było dziwne. Cassie nigdy się tak nie zachowywała, była zawsze uprzejma i otwarta a dzisiaj było coś nie tak. No i Chris..ona tu a on w Nowym Jorku. Coś mi tu nie pasuje.

-Może zadzwoń do niego? - dziewczyna przytuliła się do jego torsu.

- Chris nie powie mi nic przez telefon, znam go..lepiej będzie jak pogadam z nim na żywo- brunetka spojrzała na niego.

-Masz rację- uśmiechnęła się- W końcu i tak będziemy w Nowym Jorku, a naszą dobrą wiadomość możemy przekazać mu osobiście.

-Dokładnie tak- brunet pocałował ją w czoło po czym przytulił do siebie.

***


Skołowany blondyn wracał z pracy. Był wykończony fizycznie, ale to wykończenie psychiczne bardziej dawało mu się we znaki. Tęsknił za Cassie, ale najgorsza była ta niepewność i jedna wielka niewiadoma która z dnia na dzień coraz bardziej go wykańczała. Gdy wszedł do domu torbę rzucił w kąt i poszedł wziąć prysznic. Miał nadzieję że to chociaż na chwilę pozwoli mu uwolnić się od tych wszystkich myśli. Kiedy skończył, z zamrażarki wyciągnął gotowe danie do mikrofali. Nie miał ochoty ani głowy do gotowania lub nawet do wyjścia gdzieś by coś zjeść. Nastawił mikrofalę na 5 minut a z lodówki wyciągnął piwo. Otworzył je po czym jednym duszkiem wypił pół butelki. Przyjemna gorycz rozeszła się po jego ciele. Ręką dotknął swojej brody na której był już mały zarost. Kiedy mikrofala zaczęła piszczeć wyjął z niej jedzenie, które popijał piwem. Po posiłku położył się na kanapie i włączył telewizor na jakimś głupkowatym programie. Był tak zmęczony że usnął na kanapie z włączonym telewizorem, nie słyszał nawet że jego telefon który znajdował się w torbie dzwonił.

***


Anna siedziała na balkonie. W jednej ręce trzymała drinka który dodawał jej odwagi a w drugiej telefon. W końcu odważyła się wyznać Chrisowi prawdę, wiedziała że musi tak postąpić. Zdawała sobie sprawę że blondyn znienawidzi ją, ale sama sobie na to zasłużyła. Rozbiła ich małżeństwo, skrzywdziła ich. Była głupią idiotką która po prostu pragnęła miłości. To Chris bowiem był jej pierwszym chłopakiem, to z nim przeżyła wspaniałe chwile. Chciała żeby to wróciło, żeby blondyn znów był z nią. Dopiero teraz zrozumiała że Chris już jej nie kocha, że owszem byli ze sobą ale to nie ona jest miłością jego życia..on znalazł ją w kimś innym, a ona przez swoją głupotę dała omotać się Tomowi który wykorzystując dobrą chwilę zakradł się i zniszczył wszystko co oni budowali przez kilka lat. Najgorsze że ona mu w tym pomogła. Pomogła skrzywdzić Chrisa którego tak kocha. Upiła drinka po czym wybrała numer blondyna i nacisnęła zieloną słuchawkę.

-Jeden sygnał

-Drugi

-Trzeci

-Piąty

-Niestety nie mogę w tej chwili rozmawiać. Po usłyszeniu tego dźwięku... proszę zostaw swoją wiadomość.

Blondynka przygryzła dolną wargę. - Cześć Chris, nie odbierasz a ja muszę powiedzieć ci coś ważnego. To nie może czekać. Słuchaj, pewnie mnie znienawidzisz i wcale ci się nie dziwię..eh..ale zrozumiałam swój błąd i postanowiłam wyznać ci prawdę...Twoje problemy z Cassie i rozwód którego ona żąda to..- dziewczyna głośno przełknęła ślinę- to wszystko moja wina...Chris to przeze mnie to wszystko. Zostałam opętana przez Toma...on też jest w to zamieszany..oboje jesteśmy nic nie wartymi śmieciami- z oczu blondynki zaczęły spływać łzy. Wzięła kolejny łyk drinka- kiedy Tom był z Cassie ja byłam u Ciebie pewnego wieczoru..pamiętasz? Wtedy dosypałam Ci tabletki nasenne do picia..Chris dostałam je od Toma...później zadzwoniłam po takiego chłopaka któremu zapłacił Tom, on pomógł mi cię przenieść do łóżka. Rozebrałam ciebie i siebie..i zrobiłam nam kilka zdjęć które później wysłałam Cassie......Chris- blondynce załamał się głos.- Chris..ja cię przepraszam...tak strasznie przepraszam...zrozumiałam że ty mnie już nie kochasz a to Cassie jest miłością twojego życia.- wzięła głęboki wdech- A ja to zniszczyłam...Chris ja nie wiem gdzie jest Cassie ale musisz ją odnaleźć..ona myśli że ty ją zdradziłeś, dlatego uciekła, dlatego przysłała ci te papiery rozwodowe. Wiem że mi nie wybaczysz..ale Chris pamiętaj ja po prostu cię kocham..-dziewczyna nacisnęła czerwoną słuchawkę po czym rzuciła telefonem o ziemię. Z oczu zaczęły spływać jej coraz więcej łez. Zaczęła szlochać. Była zła na siebie. Mocno ścisnęła szklankę w której nie było już trunku cisnęła nią o ścianę. Małe kawałeczki szkła rozprysły się na wszystkie strony. Nogi podkurczyła pod siebie chowając twarz w kolanach. Mimo wszystko czuła że taka spowiedź była jej potrzebna.

***


Chris obudził się z potwornym bólem pleców. Przetarł twarz rękami po czym rozejrzał się dookoła. No tak zasnął na kanapie. Telewizor wciąż grał. Wyłączył go po czym odruchowo spojrzał na zegarek.

-O cholera! Jestem spóźniony!- Wstał i pobiegł do sypialni. Ubrał się szybko. Przy wyjściu chwycił swoją torbę i pobiegł na zajęcia. Cały dzień znowu spędził na sali. Zmęczony wrócił do domu. Wyjął swój telefon na którego nie patrzył od wczoraj. Zauważył że ma jakąś wiadomość na poczcie. Usiadł na kanapie po czym włączył wiadomość. Słuchał każdego kolejnego zdania z coraz bardziej otwartymi ustami. Nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Jego umysł nie mógł pojąć i przyjąć tego wszystkiego. Zrobiło mu się niedobrze. Kiedy wiadomość się skończyła siedział jeszcze chwilę w bezruchu. Powinien się cieszyć przecież zagadka w pewnym stopniu została rozwiązana, ale nie był na to przygotowany. Nie spodziewał się czegoś takiego...takiego świństwa. Po Tomie mógł spodziewać się wszystkiego ale po Annie, miał ją za przyjaciółkę. Postanowił to wyjaśnić. Ubrał na siebie kurtkę, do kieszeni włożył telefon po czym pospiesznie wyszedł z domu.

 

W tym samym czasie.

Blondynka spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy i z małą walizką wyszła z mieszkania zmykając drzwi. Musiała wyjechać. Wiedziała że Chris na pewno do niej przyjdzie kiedy odsłucha wiadomość a ona nie ma odwagi żeby po tym wszystkim spojrzeć mu w oczy, do tego dochodził jeszcze Tom który miał przyjechać. Z nim też nie chciała się widzieć. Musiała zniknąć na jakiś czas. Chwyciła swoją walizkę po czy zaczęła z nią schodzić, nie spodziewanie czyjaś dłoń ją zatrzymała. Blondynka odwróciła się.

-Wybierasz się gdzieś?

 

Cdn..

Jejku to już 30 rozdział! Dużo jak na mnie xD

Dziękuję za komentarze ! To dzięki wam mam chęć do pisania :*** <3

 

poniedziałek, 15 września 2014

(29) „Chce wycofać się z tego..”

(29)


„Chce wycofać się z tego..”


 

 

Minęło kilka miesięcy Chris dwoił i troił się żeby odnaleźć Cassie. Dzwonił i wysyłał wiadomości do jej rodziców niestety okazało się że zmienili oni adres i tym samym swój nr telefonu. Telefon blondynki również milczał. Blondyn był bardzo zdeterminowany i postanowił nie poddawać się, jego ostatnią nadzieją był prywatny detektyw.

-Odnajdę Cię, nie pozwolę Ci odejść- blondyn przetarł palcami po fotografii swojej ukochanej.

***


-Trzymaj.- Tom podał Cassie talerz z kanapkami

-Zwariowałeś! Tyle kanapek..i tak wyglądam już jak hipopotam.

-Ale za to jaki słodki hipcio- zaczął się śmiać, jego radość została przerwana kiedy dostał w twarz plasterkiem ogórka. Spojrzał groźnie w stronę dziewczyny która pokazała mu szereg białych zębów.

-Masz szczęście że jesteś w ciąży bo w przeciwnym razie porozmawialibyśmy inaczej- pogroził jej palcem.

-Pff..nie strasz mnie bo się Ciebie nie boję- blondynka wystawiła mu język po czym zaczęła konsumować swoje kanapki.

-To co ruszamy? - Spytał Tom kiedy blondynka odłożyła pusty talerzyk na stolik.

-Mus to mus- blondynka z małą trudnością wstała z fotela.

Ubrała na siebie kurtkę po czym razem z brunetem ruszyła do szkoły rodzenia.

***


-Panie Watrin- mężczyzna spojrzał na niego spod swoich okularów- powiem szczerze że to zadanie nie będzie należało do łatwych ale..

-Ale- blondyn niecierpliwił się

-Ale zrobię wszystko by odnaleźć pańską żonę. Jak się domyślam nie podpisał pan papierów rozwodowych?

-Oczywiście że nie.

-Dobrze..a więc poproszę o zdjęcie i dane pańskiej żony.

-Oczywiście. Proszę- blondyn podał mężczyźnie kopertę z danymi oraz ze zdjęciem Cassie.

-Na dzisiaj to wszystko, odezwę się do pana jak coś znajdę.

-Dobrze. Dziękuję i do widzenia- blondyn uścisnął jego dłoń po czym wyszedł z biura.

Na dworze przywita go chłodny wiatr. Zapiął swoją kurtkę po samą szyję a ręce włożył do kieszeni spodni. Było już dosyć ciemno a drogę oświetlały tylko przydrożne latarnie. Nie spieszyło mu się. Myśl o tym że musi wrócić do pustego domu w którym nie ma Jej przytłaczała go. Zawsze wyobrażał sobie inaczej swoje życie. Marzył o dużej rodzinie o domu na obrzeżach miasta i o żonie która zawsze będzie czekać na niego gdy wróci z pracy. Chciał zestarzeć się z Cassie i zawsze przy niej być, w tych dobrych jak i złych chwilach. Nigdy nie spodziewał się tego że będzie musiał przechodzić przez coś takiego. Myślał że to w zespole miał szalone i nieprzewidywalne życie, po odejściu miał nadzieję na spokojne życie przeciętnego człowieka..niestety życie pisze nam własny scenariusz. Jego rozmyślania przerwało dopiero to że był już pod swoim domem. Wszedł na posesję kiedy zauważył że na schodach ktoś siedzi. Jego serce przyspieszyło a w brzuchu czół uścisk.

-Cassie?- podszedł bliżej niestety na schodach siedział ktoś inny.

-Cześć Chris- blondynka wstała

-Anna.. co tu tu robisz?

-Przyszłam Cię przeprosić..to co zrobiłam i powiedziałam jakiś czas temu było nie na miejscu, zrozumiałam że nie powinnam tak robić- blondynka spuściła głowę.

-Masz rację nie powinnaś..dobrze wiesz że ja kocham Cassie i nie poddam się dopóki jej nie znajdę.

-Rozumiem Chris i jeszcze raz przepraszam- blondynka ze spuszczonym wzrokiem zaczęła iść w stronę wyjścia.

-Ann..

-Tak? -blondynka odwróciła się

-Chcesz wejść na herbatę ?

-Z chęcią- blondynka uśmiechnęła się leciutko.

Blondyn podał kubek z gorącym napojem dziewczynie po czym usiadł naprzeciwko niej.

-Wiadomo coś? - dziewczyna zadała pytanie.

-Nic. Szukam jej wszędzie ale na darmo. Dzwoniłem do jej rodziców ale okazało się że zmienili nr telefonu i przeprowadzili się i nikt nie wie gdzie. Byłem też u Toma ale nie ma go w mieszkaniu a w biurze też nic nie wiedzą.

-Ehh..to nie fajnie..A zastanawiałeś się nad tym że ona chce po prostu odejść? Może już cię nie kocha?- dziewczyna ostatnie pytanie zadała prawie szeptem.

-Też się nad tym zastanawiałem..ale nie, to nie wchodzi w grę..wiem że Cassie mnie kocha, dlatego jest tak mi ciężko zrozumieć dlaczego tak postąpiła, nie rozumiem jej zachowania...po tamtej akcji miało być już wszystko dobrze..-blondyn upił łyk herbaty.

-Ty ją naprawdę kochasz...

-Tak..kocham i nie mogę bez niej żyć..

-Mam nadzieję że ją odnajdziesz- blondynka odłożyła kubek z cieczą na stół po czym wstała- niestety muszę już się zbierać.

-A no ok- blondyn wstał po czym odprowadził dziewczynę do drzwi. Pożegnali się.

Dziewczyna ruszyła w stronę swojego mieszkania. Czuła się podle. Czyżby wyrzuty sumienia ją dopadły. Widok zmartwionego i smutnego blondyna łamały je serce. Wchodząc w spółkę z Tomem myślała że to wszystko będzie łatwe, on weźmie sobie Cassie a ona będzie z Chrisem. Była pewna że blondyn ją kocha i że stare uczucie szybko w nim odżyje. Myliła się, teraz doskonale widziała jaka była głupia i naiwna zgadzając się na plan bruneta. Chris cierpiał i to przez nią. Będzie musiała to jakoś naprawić.

Kiedy była już w mieszkaniu wzięła swój telefon i wykręciła nr do bruneta.

***


-Padam- Cassie wyszła z Tomem z zajęć- Te ćwiczenia są mordercze- blondynka założyła na głowę czapkę.

-Hehe nie przesadzaj, ty bogini fitnessu wymiękasz przy takich ćwiczonkach. - blondynka spojrzała na niego morderczym wzrokiem.

-Z tym brzuchem ciężko jest mi zrobić cokolwiek, a to jeszcze tyle czasu- zrobiła grymas na twarzy.

-Nie martw się, będę Ci pomagać- brunet objął ją ramieniem. Dziewczyna uśmiechnęła się a swoją głowę oparła na jego ramieniu. - Dziękuję że jesteś- wyszeptała

Chłopak zatrzymał się po czym spojrzał jej w oczy. - Zawsze będę przy Tobie.

Dziewczyna również spojrzała mu w oczy. Brunet zbliżył swoją twarz do jej. Blondynka czułą jego oddech na policzku. Jego niebieskie oczy hipnotyzowały ją. Jej umysł wyłączył się w tamtym momencie. Brunet był coraz bliżej. Ich usta dotykały się już kiedy blondynka poczuła mocne kopnięcie w brzuchu.

-Ałć-skuliła się i złapała za brzuch

-Wszystko w porządku? - spytał zmartwiony brunet

-Tak- blondynka podniosła się po czym uśmiechnęła się szeroko- Kopnęło. Po raz pierwszy kopnęło – powiedziała pełna radości.

-Szkoda że w takim momencie- brunet powiedział zawiedziony. Blondynka spojrzała na niego po czym oboje roześmiali się. Chłopak odprowadził ją do domu po czym sam ruszył do swojego wynajmowanego mieszkania. Z kieszeni spodni wyjął telefon który był wyłączony. Włączył go i spostrzegł że na wyświetlaczu jest kilka nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Ann.

-Dzwoniłaś do mnie?

-Tak Tom..musimy pogadać. Ja nie chce tego dłużej ciągnąć. Chris nie zasługuje na to wszystko.

-Ty chyba nie chcesz..

-Tak, właśnie chce mu powiedzieć prawdę. Chce wycofać się z tego..

-Ann nie rób tego. Poczekaj na mnie. Przyjadę jak najszybciej i pogadamy.

-Jak chcesz, ale ja już podjęłam decyzję. Pa Tom- blondynka rozłączyła się.

-Co za głupia suka!- brunet ścisnął telefon. - Nie pozwolę Ci tego zniszczyć!

 

 

Cdn..

 

 

Dziękuję za tyle komentarzy ! Jesteście cudowne :* <3

Uwielbiam wasze opowiadania! Każda pisze świetnie i każde opowiadanie jest inne! Buziaki :***

 

 

Ps

W następnym rozdziale niespodzianka :D

Pojawi się jeden z chłopaków :*

niedziela, 7 września 2014

(28) „Miłość nie istnieje..”

(28)


Miłość nie istnieje..”


 

 

Zdeterminowany i wściekły blondyn wtargnął do budynku agencji. Nie zważając na zatrzymującą go sekretarkę z impetem wszedł do biura w którym siedział zdezorientowany Tom.

-Przepraszam ale ten pan...

-Już dobrze Kate. Zostaw nas samych.- kobieta pokiwała tylko głową po czym wyszła zamykając za sobą drzwi.

-Co cię sprowadza do mnie?

-Nie udawaj gnojku! Dobrze wiem że to twoja sprawka!-rzucił mu na biurko plik papierów.

Brunet wziął kartki po czym spojrzał na blondyna z cwanym uśmiechem.

-Cassie w końcu zmądrzała, ale nie rozumiem dlaczego przychodzisz do mnie- brunet podniósł jedną brew do góry.

Blondyn podszedł do biurka i chwycił go za koszulę przyciągając mocno w swoją stronę. - Wiem że to twoja sprawka! Ale to ci się nie uda! - brunet odepchnął jego dłoń

-Głupi..już mi się to udało- uśmiechnął się triumfalnie poprawiając swoją koszulę- Zrozum straciłeś Cassie na zawsze! Ona już nigdy nie wróci do ciebie. Przegrałeś Watrin zrozum..

-To się jeszcze okażę. Nie poddam się i będę o nią walczył. Wiem że ona mnie kocha.

-Raczej wątpię- brunet po raz kolejny się zaśmiał

Zdenerwowany Chris wyszedł trzaskając drzwiami. Teraz miał pewność że to wszystko przez tego kłamliwego i parszywego szczura. Ale wiedział że nie odpuści i będzie walczył o Cassie. Nie pozwoli jej tak po prostu odejść.

***


Boston.

Blondynka siedziała na ogrodowej huśtawce tępo wpatrując się przed siebie. Jej ręce były ułożone na brzuchu który z dnia na dzień robił się coraz bardziej widoczny. Myśli kłębiły się w jej głowie. Jeszcze nigdy nie czuła takiego smutku i niepewności o przyszłość jak teraz. Cały jej dotychczasowy świat zawalił się jak domek z kart. Inaczej wyobrażało sobie swoją przyszłość.

-Powinnaś teraz bardziej dbać o siebie- matka otuliła ją kocem

-Ty

-Jestem matką, widzę takie rzeczy. Poza tym twój brzuszek jest już trochę widoczny - rodzicielka uśmiechnęła się i usiadła obok córki – To..

-Tak to dziecko Chrisa- oczy blondynki zaszkliły się

-Powiesz mi co się stało?

-Mamo...tyle rzeczy się wydarzyło że sama się w tym wszystkim pogubiłam.- z jej oczu popłynęły łzy. Kobieta wytarła je po czym przytuliła swoją córkę. Cassie bez oporów wtuliła się w rodzicielkę cicho szlochając. -Cii..kochanie. Nie martw się pomożemy ci. Wszystko się ułoży- kobieta głaskała ją po głowie. Jej serce krwawiło kiedy widziała że jej jedyna córka cierpi.

-Mamo?

-Tak kochanie?

-Poszłabyś ze mną do jakiegoś ginekologa?

Rodzicielka uśmiechnęła się- pewnie że tak. Zaraz zadzwonię do doktora Nilsa i cię umówię.

-Dziękuję mamo- blondynka wtuliła się w matkę.

***


 Chris siedział na ich wielkim łóżku. W ręce trzymał jej obrączkę.

-Cassie gdzie ty jesteś..- zacisnął dłoń w pięść. Nagle po całym domu rozniósł się dźwięk dzwonka do domu.

Poszedł otworzyć.

-An..

-Cześć Chris- blondynka od razu dała mu buziaka w policzek.

-Co cię tu sprowadza?

-Przyszłam cię odwiedzić. Mogę wejść?

-Wiesz to nie jest za bardzo dobry moment na odwiedziny.

-Coś się stało?

-Niestety...

-Może mogę ci jakoś pomóc?

-Raczej wątpię..

-Oj blondasie, nie bądź taki oficjalny- blondynka nie zważając na Chrisa wepchała się do środka.- Jesteśmy przyjaciółmi, mi możesz powiedzieć o wszystkim.

-Ehh widzę że nie odpuścisz, więc siadaj.

Blondyn zaczął opowiadać blondynce co go trapi.

-Najgorsze jest to że nie znam powodu dla którego ona tak postąpiła.

-Hmm..tez jej nie rozumiem. Ma takiego wspaniałego faceta obok siebie – blondynka spojrzała w jego oczy.- Albo jest tak głupia albo zrozumiała że nie pasuje do ciebie- dziewczyna jeszcze bliżej przybliżyła się do Chrisa. -Co masz na myśli?!- blondyn wstał oburzony słowami blondynki. Dziewczyna również wstała. -Chris daj spokój. Wasze małżeństwo od początku było skazane na porażkę. Jesteście z dwóch różnych światów.

-Co ty możesz wiedzieć! Kochamy się..

-Kochacie? Haha..Chris ile ty masz lat? Miłość nie istnieje..Albo jest wam razem dobrze albo nie. Nam było- dziewczyna objęła dłońmi twarz chłopaka- Pamiętasz? Chłopak chwycił dłonie blondynki po czym ściągnął je ze swojej twarzy robiąc krok w tył. - Było to dobre słowo. Ann zrozum ja Cię nie kocham. Kocham Cassie i w odróżnieniu od ciebie dla mnie miłość istnieje i wiem że to uczucie potrafi zdziałać cuda. -Ale Chris...

-Myślę że powinnaś już iść.- blondyn wskazał dłonią drzwi wyjściowe -Jesteś głupcem!- dziewczyna wyszła trzaskając drzwiami. -Milutko- skwitował chłopak ponownie siadając na sofie.

***


Blondynka wracała właśnie z matką od lekarza. Była w jakimś stopniu szczęśliwa ponieważ jej dzieciątko rozwijało się prawidłowo. Teraz tylko ono było powodem dla którego chciała żyć.

-Cassie w pokoju czeka na Ciebie gość- ojciec poinformował ja gdy tylko weszły z matką do domu. Obie spojrzały po sobie. Serce blondynki od razu zaczęło szybciej bić. Czyżby blondyn znalazł ją, nie miała najmniejszej ochoty by go widzieć. To było by za trudne. Przełknęła głośno ślinę po czym ruszyła w stronę swojego pokoju. Wzięła głęboki wdech po czym nacisnęła na klamkę. -Tom?- blondynka zdziwiła się i w głębi ucieszyła na widok bruneta. -Cześć piękna- chłopak podszedł po czym oboje przytulili się na przywitanie. -Co Ty tu robisz? - blondynka była zdziwiona jego wizytą. -Stęskniłem się- chłopak wyszczerzył się ukazując tym samym swoje uzębienie. - Wariat- blondynka roześmiała się- A tak naprawdę ? -Mamy tu sprawę i przy okazji postanowiłem cię odwiedzić. Jak się czujesz? - mina blondynki na to pytanie automatycznie zmieniła swój wyraz, z uśmiechu przerodziła się w grymas. -Jest ok. Wysłałam Chrisowi papiery..

-Wiem-brunet przerwał blondynce

-Skąd? - dziewczyna uniosła brew ku górze

-Był u mnie. Stwierdził że to przeze mnie chcesz się z nim rozwieźć.

-Co?!- dziewczyna była wściekła.- Jak on w ogóle może! Co za palant! To przecież on wszystko zniszczył..- blondynka usiadła na łóżku bo zakręciło się jej w głowie. Zmartwiony brunet od razu pojawił się przy niej. -Ej mała. Już spokojnie. Nie możesz się denerwować bo zaszkodzisz dzidziusiowi- brunet złapał ją za dłonie. Oboje spojrzeli sobie w oczy. - Masz rację.- blondynka lekko się uśmiechnęła. -Na ile zostajesz? - dziewczyna zmieniła temat. -Sam nie wiem. Kilka tygodni. Może miesięcy. -To jakaś grubsza sprawa? -Tak- brunet wpatrywał się w oczy blondynki- Można powiedzieć że to najważniejsza sprawa w moim życiu.

 

 

 

Cdn...

Dziękuję kochane za motywację ! :*** Szczególnie Tobie Marleno <3