wtorek, 28 października 2014

(33) „ Świat znowu należał do nich”

(33)


Świat znowu należał do nich”


 

Weszli do mieszkania. Blondynka zamknęła oczy czując woń potraf których zapach unosił się w powietrzu.

-Co tak ładnie pachnie?- spytała z uśmiechem

-Chodź to się przekonasz- brunet chwycił ją za rękę prowadząc do salonu. Jej oczom ukazał się starannie nakryty stół. Na środku stały świece, do których brunet podszedł zapalając je. Speszyła się lekko. Nie przypominało to zwykłej kolacji a raczej randkę. Odsunął jej krzesło zapraszając tym samym by usiadła. Uśmiechnęła się leciutko siadając.

Kolacja minęła zwyczajnie, chociaż dało się wyczuć jakąś nerwową atmosferę w powietrzu. Blondynka siedziała na sofie nerwowo skubiąc swoją tunikę. Czuła się jakoś dziwnie, mało bezpiecznie. Brunet usiadł obok z butelką whiskey i szklanką. Nalał trunek po czym wypił go naraz.

-Myślałam że mnie odwieziesz..-zaczęła

-Ja myślałem że zostaniesz- powiedział dziwnym tonem który nie spodobał się jej.

Nalał sobie znowu do szklanki po czym jak poprzednio wypił to naraz. Blondynka wstała.

-Chyba będę się już zbierać-powiedziała chcąc odejść. Uniemożliwił jej to uścisk bruneta na jej ręce. Pociągnął ją tak że znowu znalazła się na sofie. Jej serce zaczęło bić mocniej a puls przyspieszył. Zbliżył się do niej nie rozluźniając uścisku. Blondynka przełknęła ślinę.

-Tom co ty robisz?- spytała drżącym głosem. Oddech chłopaka drażnił jej skórę, a jego usta wygięły się w znaczący uśmiech.

-Cii..nic nie mów- przyłożył jej palec do ust po czym złożył pocałunek na jej szyi.

-Puść mnie- wydusiła z siebie. Brunet nie zareagował na jej słowa. Dalej całował jej szyję. Blondynka zaczęła się szarpać.

-Tom do cholery to nie jest śmieszne!- krzyknęła próbując wyswobodzić swoją rękę z uścisku bruneta.

-Dlaczego się szarpiesz?- spytał patrząc jej w oczy.- Kocham cię i nie pozwolę już nikomu odebrać mi ciebie.

-Tom co ty bredzisz?!- spytała zaszokowana jego wyznaniem i zachowaniem.

-To co słyszałaś. Za dużo zainwestowałem żeby cię teraz tak po prostu stracić- przyłożył jej dłoń do policzka po czym wbił się w jej usta, napierając na nią tak że musiała się położyć.

Opierała się, próbowała szarpać. Wszystko na nic. Brunet był silniejszy od niej. Całował ją w usta, po szyi, po dekolcie. Blondynka cała drżała. Bała się o siebie i o swoje dziecko. Długo nie myśląc z całej siły kopnęła go w krocze. Wykorzystując sytuację szybko wstała biegnąc w stronę drzwi wyjściowych. Kiedy miała chwycić już za klamkę poczuła mocne szarpniecie za włosy. Upadła na podłogę.

-Nie tak miało być...miałaś być grzeczna- wyszeptał jej do ucha mocno trzymając za włosy.

-Tom to boli- wykrztusiła ze łzami.

Brunet jakby dostał olśnienia. Rozluźnił uścisk kucając przy niej. Blondynka spuściła wzrok. Bała spojrzeć mu się w oczy. Ujął jej podbródek zmuszając tym samym by spojrzała na niego.

-Wypuść mnie...proszę- wyszeptała patrząc mu w oczy.

-Nie mogę kochanie...za dużo poświęciłem.

***


Siedziała związana w jego sypialni. Łzy spływały po jej policzku. Bała się. Nie rozumiała zachowania bruneta. Miała go za porządnego i rozsądnego mężczyznę. A co najważniejsze za przyjaciela. Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk dzwonka. W sercu pojawiła się iskierka nadziei.

Usłyszała że brunet dopiero po dłuższej chwili zdecydował się otworzyć.

-Pan Scott..-usłyszała

Jej serce zabiło szybciej. Nabrała powietrza w płuca po czym z całej siły krzyknęła -Pomocy!

 

Brunet krzątał się po mieszkaniu. Był zły na siebie że dał się ponieść..nie tak to miało wyglądać. Wypił kolejnego drinka kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Zastanawiał się chwilę po czym zdecydował się otworzyć. W drzwiach zobaczył ojca Cassie. Poczuł dreszcz na plecach, ale nie dał poznać po sobie że jest zdenerwowany.

-Pan Scott co pan tutaj robi?- spytał, gdy z jego sypialni dobiegł krzyk o pomoc.

Brunet zmrużył oczy po czym zamknął drzwi przed nosem mężczyzny.

***


Blondyn siedział w samochodzie tak jak kazał mu teść. Denerwował się strasznie i czuł że coś jest nie tak. Po chwili do samochodu jak burza wpadł owy mężczyzna.

-Chris miałeś rację..Cassie grozi niebezpieczeństwo- powiedział po czym ze schowka wyjął pistolet. Blondyn zerwał się po czym razem z panem Scottem ruszył pod mieszkanie Toma.

Mężczyzna bez namysły strzelił w zamek drzwi które natychmiast otworzyły się. Oboje wbiegli do mieszkania, słysząc krzyki blondynki.

Stała związana. Za nią stał brunet jedną ręką trzymając ją w tali drugą zaś trzymał pistolet przy głowie dziewczyny. Blondyn był przerażony. Jego serce jakby zatrzymało się na moment. Spojrzał na blondynkę. Ich spojrzenia skrzyżowały się. W ich tęczówkach można było zobaczyć: strach, tęsknotę oraz miłość. Miłość która pomimo tego złego wciąż w nich była.

-Tom wypuść ją- powiedział mężczyzna celując w nich.

-Nie..nie stracę jej znowu! Będzie ze mną albo z nikim-wysyczał mocniej ją ściskając.

-Wiem że ją kochasz..ale nie zmusisz nikogo do miłości. Miłość jest albo jej nie ma Tom- powiedział ojciec Cassie trzymając wyciągnięty pistolet w jego stronę.

Z jej oczy zaczęły płynąć łzy. Spojrzała na blondyna tak jakby miała widzieć go po raz ostatni. Głośno przełknęła ślinę po czym przymknęła oczy czekając na najgorsze.

Brunet, spuścił wzrok. Te słowa jakby uderzyły w niego z podwójna siłą. Ojciec blondynki wykorzystał moment jego nie uwagi i oddał strzał. Jego stare i celne oko trafiło wprost w dłoń bruneta. Tom wypuścił broń z dłoni, która upadła gdzieś daleko. Blondynka upadła na podłogę. Chris podbiegł do niej uwalniając ją od sznurów które krępowały jej ruchy.

-Tom nie rób tego!-usłyszeli po czym spojrzeli w stronę bruneta. Chłopak stał na parapecie przy otwartym oknie.

-Tom nie..- wyszeptała patrząc mu w oczy

-Podaj chodź jeden powód- powiedział patrząc na nią. Blondynka spuściła wzrok. Chciała coś powiedzieć ale uprzedził ją brunet.

-No właśnie- powiedział po czym skoczył.

Blondynka zatkała dłonią usta by nie krzyknąć. Wtuliła się w blondyna który otulił ją swoim ramieniem.

***


Leżała na łóżku pogrążona w śnie. Leki które podał jej lekarz pomogły jej się uspokoić i zasnąć. Blondyn siedział przy niej wpatrując się w jej twarz jak zahipnotyzowany. Miał niezmierną ochotę by przytulić ją i dotknąć jej brzucha w którym żyło ich dziecko, lecz powstrzymał się. Wiedział że na dzisiaj starczy jej emocji. Chciał wstać gdy poczuł na swojej dłoni delikatny dotyk. Po jego ciele przeszedł dreszcz.

-Nie idź. Potrzebuję cię- wyszeptała drżącym głosem. Spojrzał na nią. W jej oczach dostrzegł ból który od razu przeszył jego serce.

-Ale chyba powinniśmy najpierw..

-Cii- blondynka przyłożyła mu palec do ust- dzisiaj nie chcę o niczym rozmawiać. Przytul mnie po prostu.- Patrzył na nią z niedowierzaniem. Ze zdziwienia otworzył usta które zamknął gdy poczuł że blondynka mocno obejmuje go swoimi ramionami. Nie będąc jej dłużnym objął ją, zamykając szczelnie uścisk. Oparł głowę o jej ramię wdychając zapach jej perfum. Przymknął oczy delektując się tą chwilą.

Oboje nie potrzebowali w tym momencie zbędnych słów. Jedyne czego potrzebowali było w ich ramionach. Ściskali cały swój świat. Wiedzieli że teraz wszystko będzie już dobrze.

-Pocałuj mnie- blondynka wyszeptała po chwili.

Podniósł głowę zatrzymując się na jej twarzy. Wysunął się lekko ocierając swój policzek o jej. Robił ta tak subtelnie że każdy dotyk był dla niej jak muśnięcie piórka. Ustami dotknął płatek jej ucha, poczuła momentalnie jego ciepły oddech. Powoli zniżył się wargami sunąc po jej szyi. Odchyliła się lekko czując jak z każdą chwila zaczyna brakować jej tchu. Jego oczy znalazły się tuż przed nią. Zamarła wpatrując się w te szaro-zielone tęczówki, które tak kochała i które zawsze działały na nią. Przymknęła oczy, czując jak blondyn jest coraz bliżej. Na twarzy czuła jego przyjemny oddech. Chłopak uśmiechnął się po czym przylgnął ustami do jej ciepłych warg. Oboje doświadczyli najcudowniejszego pocałunku jaki mogli sobie podarować. Pełen pasji i pewności w uczuciu które nigdy w nich nie zgaśnie. Gorący taniec zmysłów zawładnął ich ciałami sprawiając że rzeczywistość nie miała jakiegokolwiek znaczenia. Świat znowu należał do nich.

 

 

Cdn...

:*

piątek, 17 października 2014

(32) „ Znalazłem cię”

(32)


Znalazłem cię”


 

Jego oczom ukazał się..

-Jay?- spytał zaskoczony blondyn

-Siema stary- brunet uśmiechnął się i przyjacielsko przytulił blondyna.

Uwagę blondyna przykuła brunetka która stała obok.

-Chris poznaj to moja narzeczona Nicola.

-Miło mi- blondyn uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.

-Mi również. Jay dużo opowiadał o tobie- brunetka uścisnęła jego dłoń.

-Mam nadzieję że same pozytywy. - cała trójka zaśmiała się.

-Wchodźcie zapraszam-blondyn otworzył szerzej drzwi zapraszając gości do środka. Jayowi w oczy od razu rzucił się nieporządek który panował w domu. Kiedy weszli do salonu zauważył porozrzucane zdjęcia i butelkę z alkoholem. To tylko utwierdziło go w tym że u Chrisa jest coś nie tak. Para usiadła w salonie a Chris pośpiesznie pozbierał zdjęcia i schował butelkę do barku.

-Napijecie się czegoś?

-Wystarczy herbata- odpowiedział brunet z uśmiechem. Blondyn poszedł do kuchni a para porozumiewawczo spojrzała na siebie. Rozumieli się bez słów. Po kilku minutach blondyn wrócił stawiając na stole kubki z napojami.

-Co was sprowadza do Nowego Jorku?

-Mamy pewną wiadomość do przekazania- brunet uśmiechnął się po czym podał blondynowi białą kopertę. Chris wziął ją po czym otworzył. Wyjął z niej białą kartkę, którą otworzył.

-No nie wierzę stary żenisz się- blondyn ucieszył się. - Gratuluję wam.

-Dziękujemy-brunet uśmiechnął się- A Cassie w pracy?- specjalnie zadał to pytanie

Na twarzy Chrisa pojawił się grymas który próbował zatuszować nikłym uśmiechem. Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Prawda była zbyt skomplikowana poza tym to sam nie wiedział gdzie ona jest i nie chciał wciągać w swoje problemy przyjaciela.

-Ymm..tak w pracy- odpowiedział po chwili.

Jay spojrzał na Nicolę która tylko kiwnęła głową uśmiechając się.

-Przepraszam was, ale ja będę się już zbierać. Jesteśmy zmęczeni i musimy odpocząć- brunetka wstała po czym pogłaskała swój powiększony brzuch. Blondyn spojrzał na nią, dopiero teraz zauważył że brunetka jest w ciąży. Coś ukuło go pod sercem. Zazdrościł Jayowi. On też marzył o tym by zostać ojcem. Pragnął założyć własną rodzinę. Brunet również wstał.

-Kochanie wrócisz sama?

-Jasne że tak- odpowiedziała z uśmiechem

-To ja jeszcze zostanę, wrócę taksówką- powiedział po czym dał jej buziaka w policzek. Brunetka zaśmiała się. Chris również wstał.

-Miło było cię poznać- brunetka odwróciła się w stronę blondyna.

-Mi również- odpowiedział z uśmiechem.

-Więc do zobaczenia- brunetka uśmiechnęła się i ruszył w stronę wyjścia.

Blondyn chciał iść ją odprowadzić.

-Ja ją odprowadzę, a ty lepiej wyciągnij tą butelkę którą schowałeś. Blondyn kiwnął tylko głową.

Jay pożegnał się z ukochaną po czym wrócił do salonu. Blondyn siedział z twarzą schowaną w dłoniach, na stolę stała butelka z wódką i kieliszki. Brunet usiadł naprzeciw niego na fotelu. Blondyn spojrzał w jego stronę po czym bez słowa wziął butelkę i rozlał trunek do kieliszków podając jeden brunetowi. Oboje wypili bez słowa.

-A teraz powiedz mi co się dzieję?- brunet spojrzał znacząco na Chrisa

-Nie rozumiem co masz na myśli?- blondyn nie chciał mieszać go w swoje sprawy. Wziął butelkę po czym znowu nalał alkohol.

Wypili, krzywiąc się lekko.

-Chris do cholery!-brunet podniósł głos- przecież widzę że coś jest nie tak. W domu panuję rozgardiasz, ty wyglądasz jak pół trup, a poza tym wiem że Cassie nie jest w pracy prawda?- blondyn spojrzał na niego po czym schował twarz w dłoniach.

-To wszystko jest strasznie skomplikowane, poza tym to długa historia i nie chcę cię zanudzać- wymamrotał.

- Mamy całą noc więc z pewnością zdążysz poza tym nie ruszę się stąd póki nie powiesz mi co się dzieje- powiedział i tym razem to on wziął butelkę i rozlał do kieliszków. Blondyn spojrzał na niego. Chwycił kieliszek i wypił go nawet nie krzywiąc się już. Wziął głęboki wdech po czym zaczął opowiadać brunetowi całą historię od początku, od momentu kiedy nie mógł dogadać się z Cassie, przez poznanie Angeliki, wypadek blondynki, spotkanie Anny, aż do momentu znalezienia nieprzytomnej Anny na schodach. Brunet był tym wszystkim zszokowany, przeczuwał że coś się stało ale że nie aż tyle i to złego.

-I nie wiem Jay gdzie ona jest. Muszę ją odnaleźć i to szybko ale nie mam pojęcia jak mam to zrobić. Użyłem wszystkich sposobów a ona jakby zapadła się pod ziemię.- blondyn rozlał ostatnią kolejkę po czym szybkim ruchem opróżnił swój kieliszek.

-Teraz wiem że dobrze zrobiłem przyjeżdżając tu- blondyn spojrzał na Jaya- Chris ja widziałem ją- blondyn uniósł jedną brew do góry- widziałem Cassie.- Zapadła cisza. Do blondyna ta informacja docierała bardzo powoli, nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Otworzył usta a do oczy napłynęły mu łzy.

-Gdzie ją widziałeś?- wykrztusił w końcu

-W Bostonie.

-W Bostonie- powtórzył blondyn po czym poderwał się na nogi.

-Co ty robisz?- spytał zdziwiony brunet

-Muszę tam lecieć- odpowiedział szukając telefonu i portfela

-Teraz?

-Tak teraz! Natychmiast!- blondyn był pobudzony. Chciał jak najszybciej znaleźć się obok Cassie.

-Chris uspokój się- brunet podszedł do niego łapiąc go za barki- Jest środek nocy, raczej wątpię że jakiś samolot leci o tej porze, poza tym nawet nie wiesz gdzie jej szukać w Bostonie. Poczekaj za dwa dni wracamy z Nicolą do domu, pojedziesz z nami i zatrzymasz się u nas. Będziesz mógł jej na spokojnie poszukać.- blondyn spojrzał na Jaya po czym kiwnął głową na znak że się zgadza. Brunet puścił go i oboje usiedli z powrotem na sofie.

Blondyn podszedł do barku wyciągając kolejną butelkę alkoholu. Nalał do kieliszków po czym opróżnił swój na stojąco. Brunet spojrzał na niego.

-Chris jest jeszcze coś- blondyn spojrzał na niego

-Ale lepiej będzie jak usiądziesz- Zabrzmiało to groźnie co spowodowało u blondyna ścisk żołądka. Usiadł po czym spojrzał wyczekująco na bruneta.

-Nie wiem czy wiesz o tym..ale Cassie jest w ciąży- ta wiadomość zszokowała go. Ostatnie słowo które wypowiedział brunet odbijało się echem w jego głowię. Poczuł się strasznie niepewnie..czy to jego dziecko czy może Toma. Potrząsnął głową wyrzucając te myśli. Wiedział że blondynka była mu zawsze wierna i nigdy by go nie zdradziła...to na pewno jego dziecko-uśmiechnął się

A jeśli..w końcu byli sami tyle czasu ..na dodatek te zdjęcia które dostała..mogły popchnąć ją w jego ramiona. Blondyn bił się z myślami.- schował twarz w dłoniach

-Czy wiesz może..-blondyn spojrzał na przyjaciela po czym urwał pytanie.

-Nie, nie wiem stary czyje to dziecko. Nie pytałem..-blondyn z powrotem schował swoją twarz w dłoniach. Czuł się strasznie niepewnie...jakby wszystko stracił.

-Ale znam Cassie..wiem że ona nigdy by nie przespała się z kimś innym. Widziałem jak tworzycie ten związek, ona za bardzo cię kocha by mogła z kimś innym. Nie dopuszczaj do siebie takich myśli. - brunet położył dłoń na ramieniu blondyna.

-Masz rację!- blondyn podniósł głowę – Nie wiesz może który to miesiąc?- spytał z nadzieją

-Niestety nie, ale na moje oko jakiś 5, jej brzuszek był już sporo widoczny- uśmiechnął się.

Chris chwycił swój telefon i włączył kalendarz.

-Jay! To może być moje dziecko!- krzyknął z radością- Będę ojcem!- powiedział a łzy napłynęły mu do oczu.

-Gratuluję stary- brunet poklepał go po ramieniu- a teraz może pójdziemy spać? - spytał spoglądając na zegarek który wskazywał godzinę 3 nad ranem.

-Przydało by się- powiedział blondyn po czym oboje zaśmiali się.

***


Blondyn kręcił się z boku na bok, nie mógł zasnąć. Tyle informacji dzisiaj przeszło przez jego głowę że nie mógł tak spokojnie zasnąć. W ręce trzymał obrączkę blondynki.- Zrobię wszystko byśmy znowu byli rodziną...- ścisnął w dłoni złoty krążek.

***


Te dwa dni minęły dosyć szybko. Blondyn załatwił zastępstwo w swojej szkole, odwiedził Anne informując ją że chyba odnalazł Cassie. Ta wiadomość ucieszyła ją. Życzyła mu wszystkiego dobrego i przeprosiła jeszcze raz za wszystko.

Chris czekał na lotnisku ściskając swoją torbę. Denerwował się. Sam nie wiedział jak ma to załatwić, nie był pewny też czy Cassie będzie jeszcze w Bostonie. Modlił się o to by ją w końcu odnaleźć.

-Nie denerwuj się tak, wszystko będzie dobrze – powiedziała Nicola która zauważyła jego zdenerwowanie.

-Mam taką nadzieję- blondyn uśmiechnął się delikatnie.

***


Przez kilka dni chodził ulicami Bostonu szukając jej. Był w każdym gabinecie ginekologicznym niestety w żadnym niczego się nie dowiedział przez ochronę danych osobowych. Miał dość ale nie tracił nadziei, czuł bowiem że ona gdzieś tutaj jest. Siedział właśnie w parku delektując się śliczną majową pogodą. Zauważył ją...serce zaczęło mu szybciej bić a a poziom adrenaliny podniósł się. Założył bejsbolówkę na głowę i ciemne okulary na nos by nie poznała go. Wyglądała przepięknie, jej jasne włosy mieniły się w słońcu a brzuszek który odstawał dodawał jej niesamowitego uroku. Blondyn uśmiechnął się mimowolnie. Poczekał aż oddali się kawałek po czym ruszył za nią. Szedł powoli i w odpowiedniej odległości by blondynka go nie zauważyła. Dziewczyna weszła do domu, blondyn spojrzał na budek po czym zapisał jego adres.

-Znalazłem cię- powiedział po czym uśmiechnął się. Włożył ręce do kieszeni i odwracając się na pięcie ruszył w stronę mieszkania Jaya i Nicoli. Postanowił że kupi jakieś kwiaty i przygotuję się do odwiedzin blondynki. Niestety nie zauważył że ktoś mu się przygląda.

Tom siedział w zaparkowanym samochodzie naprzeciwko domu Cassie. Poznał blondyna od razu. Zacisnął dłonie na kierownicy.

-Nie odbierzesz mi jej.-powiedział wrogo patrząc na oddalającą się sylwetkę Chrisa.

Wyjął telefon z kieszeni i napisał wiadomość do blondynki.

Zabieram cię na kolację. Bądź gotowa o 18. Odmowy nie przyjmuję.

Tom”

Wysłał po czym odjechał z piskiem opon.

 

Cassie właśnie siedziała w wannie kiedy usłyszała dźwięk sms-a. Sięgnęła po telefon który leżał na półce nad wanną.

-Wariat- powiedziała po czym zaśmiała się do siebie. Doceniała to że Tom jej pomaga i jest z nią w tych ciężkich chwilach ale nie chciała dawać mu nadziei na coś więcej niż przyjaźń. Kochała go ale jak przyjaciela..nie mogłaby wrócić do niego i stworzyć z nim rodziny. Dokończyła kąpiel po czym wyszła z wanny. Wysuszyła włosy i rozczesała zostawiając rozpuszczone. Owinięta w ręcznik poszła do pokoju. Spojrzała na zegarek który wskazywał 17:45. Otworzyła szafę i wyciągnęła z niej leginsy i tunikę. Ubierała się teraz tak by było jej po prostu wygodnie poza tym w połowę rzeczy nie mieściła się już za bardzo. Ubrała się i spryskała perfumami. Zakładała kolczyki kiedy usłyszała pukanie do drzwi.

-Proszę-powiedziała. Do pokoju wszedł brunet.

-Hej piękna- powiedział po czym podszedł i dał jej buziaka w policzek

-Cześć- powiedziała chichocząc.

-Gotowa?

-Tak-odpowiedziała szeroko się uśmiechając.

Oboje zeszli na dół gdzie w przedpokoju zastali ojca Cassie.

-Wybieracie się gdzieś?- spytał

-Tak jedziemy do Toma-odpowiedziała blondynka

-Yhy..uważaj na nią- mężczyzna pogroził palcem brunetowi

-Ma się rozumieć- odpowiedział po czym cała trójka wybuchła śmiechem.

„Para” wyszła z domu. Brunet otworzył drzwi od samochodu czekając aż blondynka wsiądzie, zamknął za nią po czym wsiadł z drugiej strony. Zapalił silnik i odjechali.

***

Wystrojony blondyn szedł ulicami Bostonu z wielkim bukietem czerwonych róż. Był zdenerwowany ale jednocześnie szczęśliwy. Starał się być dobrej myśli, nie dopuszczał nawet do siebie tego że Cassie mu nie wybaczy. W kieszeni miał telefon gdzie był dowód na to że Tom wszystko ukartował. Stanął przed drzwiami gdzie wchodziła Cassie. Wziął głęboki wdech po czym drżącą ręką nacisnął dzwonek. Drzwi uchyliły się a w nich stanął ojciec blondynki.

-Chris?- spytał mężczyzna

-Dobry wieczór panie Scott. - blondyn przełknął ślinę. Wiedział że nie będzie łatwo.

-Co ty tu robisz?- spytał z niechęcią w głosie

-Przyszedłem do Cassie....

-Nie ma jej. Poza tym daj jej spokój, już dość wycierpiała przez ciebie.- mężczyzna chciał zamknąć drzwi lecz blondyn zatrzymał je nogą.

-Musi mnie pan wysłuchać. Proszę dać mi 5 minut- powiedział patrząc mu prosto w oczy.

-Nie zasługujesz nawet na tyle- mężczyzna odepchnął go i zamknął drzwi.

Zdenerwowany blondyn zaczął walić w drzwi.

-Musi mnie pan wysłuchać!- krzyczał

-Odejdź bo wezwę policję!

-Cassie grozi niebezpieczeństwo!...musi mnie pan wysłuchać...proszę- blondyn z ciszył głos.

Na dźwięk słowa niebezpieczeństwo w głowie mężczyzny zapaliła się czerwona lampka. Wrócił do drzwi po czym otworzył je.

-Jeśli to jakaś sztuczka..

-Nie, żadna sztuczka. Proszę dać mi 5 minut a wszystko panu wyjaśnię.

-Dobrze, masz 5 minut chłopcze- powiedział mężczyzna krzyżując ręce.

 

Cdn...

Taki sobie...

Buziaki :* <3

niedziela, 5 października 2014

(31) „ pieprzony żart”

(31)


„ pieprzony żart”



 

 

Przed nią stał brunet. Z jego miny i oczu można było wyczytać że jest wściekły.

-Tom?

-A kogo się spodziewałaś idiotko?!- chłopak szarpnął ją w swoją stronę.- Nie zniszczysz mojego planu rozumiesz!- brunet podniósł głos.

-Puść mnie!- dziewczyna odepchnęła go.- Zniszczę! Już to zrobiłam. Chris o wszystkim wie! Odsuń się nie mam ochoty dłużej z tobą rozmawiać.- chwyciła z powrotem swoją walizkę po czym chciała zejść.

Brunet nie wytrzymał. Nie myśląc długo popchnął dziewczynę z całych sił. Chciała złapać równowagę niestety nie udało jej się. Wraz z walizką spadła, obijając się o każdy stopień. Brunet spokojnie zszedł do niej po czym przykucnął.

-Nie powstrzymasz mnie. Cassie będzie moja- wyszeptał do blondynki która nieprzytomna leżała w kałuży krwi. Następnie jakby nigdy nic wstał i ruszył w stronę wyjścia. Nałożył na głowę kaptur i wsiadł do czarnego audi odjeżdżając.

Chris był obok bloku Anny kiedy zauważył szybko odjeżdżający samochód. Coś było w tym podejrzanego ale teraz najważniejsze dla niego było to by mógł porozmawiać z Anną i wyjaśnić to wszystko. Wszedł na klatkę schodową kiedy w pewnym momencie zamarł. Zauważył że blondynka leży bezwładnie w kałuży krwi. Podbiegł szybko do niej. Sprawdził jej puls i oddech. Oddychała. Szybko wyjął telefon z kieszeni i zadzwonił na pogotowie. Sam zaczął ją reanimować.

-Ann nie odchodź! Nie możesz tak po prostu..nie teraz. - Chris reanimował ją aż do przybycia karetki.

***


Blondyn siedział na szpitalnym krześle czekając na jakieś informację. W recepcji musiał podać się za jej brata by pielęgniarka go wpuściła. Twarz miał schowaną w dłoniach. Nie mógł pojąć co się dzieję wokół niego. Same złe rzeczy. Martwił się o Ann i przeczuwał że to nie był zwykły wypadek. Ktoś chciał skrzywdzić blondynkę, a do tego ten samochód, który tak szybko odjeżdżał. Blondyn przetarł twarz , i odchylił się do tyłu opierając głowę o oparcie krzesła. W żołądku czół nieprzyjemny ścisk. Bał się że Cassie też może coś grozić. Musiał jak najszybciej ją odnaleźć. Nie wiedział jak ale MUSIAŁ ją znaleźć i to natychmiast. Z rozmyśleń wyrwał go lekarz który wyszedł z sali.

-Co z nią panie doktorze?- spytał wstając

-Pan jest?

-Jestem jej bratem. Co z nią?

-Jej życiu nie zagraża nic. Ma kilka obrażeń i wstrząśnienie mózgu.

-Czy mógłbym wejść do niej?

-Wolałbym nie. Pacjentka śpi i lepiej żeby odpoczywała. Proszę przyjść jutro do siostry.- powiedział lekarz mierząc blondyna.

-Dobrze rozumiem i dziękuję- lekarz kiwnął głową po czym odszedł.

Blondyn postanowił że pójdzie do domu i odwiedzi Anne jutro. Musiał się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Miał już dość tej niewiadomej.

***


Z samego ranna blondyn udał się do szpitala uprzedzając wcześniej swoją recepcjonistkę żeby odwołała wszystkie jego zajęcia. Wszedł przez duże szklane drzwi po czym udał się do sali w której leżała blondynka. Delikatnie zapukał ale odpowiedziała mu tylko cisza. Ostrożnie otworzył drzwi. Na łóżku leżała Anna. Jej głowa była owinięta białym bandażem. Twarz miała odwróconą w stronę okna. Wszedł do środka zamykając drzwi. Dziewczyna dopiero wtedy odwróciła głowę. Zamarła. Nie spodziewała się go tutaj.


-Chris...


Blondyn podszedł do łóżka po czym usiadł na krześle które stało obok.


-Cześć Ann..Jak się czujesz?- spytał


Dziewczyna nie wiedziała co ma powiedzieć. Serce zaczęło bić jej szybciej a w głębi czuła okropny wstyd.


-Chris ty...- wzięła głęboki wdech ignorując jego pytanie- odsłuchałeś moją wiadomość?- spojrzała mu w oczy


-Tak- blondyn pokiwał głową.


Dziewczyna spuściła wzrok.


-Chris ja..ja nawet nie wiem jak mam cię przepraszać.


-Ann ja nie chce żadnych przeprosin- blondynka spojrzała na niego zaskoczona.- Czegoś takiego nie da się wybaczyć- blondynka pokiwała głową. Zrozumiała że blondyn ją znienawidził.


-Po co tu przyszedłeś? Lekarz powiedział mi że pogotowie wezwał mój brat.


-Znalazłem cię nieprzytomną na klatce. Ann powiedz mi to Tom?


Blondynka patrzyła tępo w swoją białą pościel.


-Ann spójrz na mnie.- rozkazał.


Dziewczyna niepewnie spojrzała na jego twarz. - Powiedz mi czy ten twój wypadek zdarzył się przez Toma? - blondyn patrzył jej prosto w oczy.


-Tak..


-Wiedziałem! Musimy zadzwonić na policję.


-Chris..ty nie możesz. On myśli że ja nie żyje, gdy dowie się że jest inaczej zabije mnie.- w oczach blondynki pojawiły się łzy. Blondyn spojrzał na nią. Mimo złości którą czół do niej zrobiło mu się jej żal.


-Ann..nie pozwolę cię mu skrzywdzić- blondyn położył swoją dłoń na jej ramieniu- blondynka spojrzała na niego załzawionymi oczami. Zrobiło jej się ciepło w okolicy serca. Blondyn uśmiechnął się do niej ukazując tym samym swoje dwa dołeczki. Dziewczyna odwzajemniła delikatnie uśmiech- ale musisz mi teraz wszystko powiedzieć. Muszę wiedzieć wszystko. Cassie nie jest bezpieczna z tym świrem.


Dziewczyna pokiwała głową. Opowiedziała blondynowi od początku do końca całą intrygę.


-Niestety nie wiem gdzie oni są. Tom mi nie powiedział. Ale wspominał coś o rodzicach Cassie. Mówił że ciepło go przyjęli i że od zawsze to jego woleli na męża Cassie,


blondyn pokiwał tylko głową. Spodziewał się tego. Rodzice Cassie od zawsze dawali mu do zrozumienia że nie jest zbyt dobry dla ich córki, ale wtedy nie liczyło się to dla niego. Oboje z Cassie kochali się i zdanie innych nie miało dla nich znaczenia.


-Chris- blondyn spojrzał na dziewczynę- Ja jeszcze raz przepraszam. Wtedy nie myślałam o konsekwencjach. Żałuję że tak się stało i mam nadzieję że odnajdziesz Cassie.


-Też mam taką nadzieję. Muszę już iść. O siebie się nie martw załatwię ci jakieś lokum gdzie będziesz bezpieczna.


-Dziękuję ci Chris.- blondyn kiwnął głową po czym wyszedł z sali. Kiedy opuścił budynek szpitala wyjął telefon z kieszeni po czym wybrał numer do detektywa. To była jego jedyna nadzieja. Po trzech sygnałach mężczyzna odebrał.


-Witam panie Watrin.


-Dzień dobry. Ma pan dla mnie jakieś wiadomości?


-Yyymm..niestety nic nie udało mi się zdobyć. Przepraszam ale rezygnuję z tej sprawy.


-Co?! Ale jak to...Pan nie może..-blondyn był zdenerwowany.


-Nie mam czasu na takie błahostki. Do widzenia- mężczyzna odłożył słuchawkę.


Blondyn stał jeszcze chwilę z przystawionym telefonem do ucha. Był wściekły i rozżalony. Wiedział że w tym momencie jego szanse na odnalezienie Cassie są równe prawie zeru. Ścisnął telefon i zamknął oczy do których zaczęły zbierać się łzy. Powoli zaczął tracić nadzieję na odnalezienie swojej ukochanej, to wszystko stawało się ponad jego siły. Czuł że jego życie to jakiś pieprzony żart. Że ktoś robi sobie z niego jaja. Powoli wypuścił powietrze z płuc po czym ruszył do pobliskiego sklepu. Kupił w nim paczkę papierosów, chodź nigdy nie palił w tym momencie czół że potrzebuję tego. Odpalił jednego, zaciągając się. Dym wypełnił jego płuca co spowodowało natychmiastowy kaszel. Następne razy przynosiły mu już ulgę której potrzebował.


***


-Bardzo ładnie...grzeczny chłopiec.- brunet stał za mężczyzną przykładając mu pistolet do głowy.


-Czego pan chce?- spytał mężczyzna


-Chce żeby szanowny pan Christoph Watrin nigdy nie dowiedział się gdzie jest jego już prawie była żona. Rozumiemy się?- spytał mocniej przystawiając broń do jego głowy.


-Tak tak. Nie powiem nic panu Watrinowi- powiedział wystraszony


-To dobrze że się rozumiemy-powiedział brunet po czym ruszył w stronę wyjścia. Kiedy stał przy drzwiach odwrócił się w stronę detektywa i oddał strzał.


-To tak dla pewności- powiedział i zniknął za drzwiami


***



Jasnowłosy siedział na kanapie popijając mocnego drinka. Przed nim leżały zdjęcia na których był z Cassie. Oboje byli na nich tacy szczęśliwi i beztroscy. Na jednym z nich była sama blondynka. Leżała na łóżku z wyciągniętą ręką...blondyn doskonale pamiętał tą chwilę.


Chłopak przebudził się jako pierwszy. Nie mógł uwierzyć że obok niego leżała Cassie. Ich pierwsza wspólna noc była magiczna. Nigdy w życiu tak się nie czół. Wiedział że to ta jedyna. Dziewczyna słodko spała. Jej rozmierzwione włosy dodawały jej uroku i seksapilu. Światło które wpadało przez okno sprawiało że wyglądała tak niewinnie..niczym anioł. Bez namysłu wziął swój aparat i zaczął robić jej zdjęcia. Po chwili otworzyła oczy.


-Ej co robisz?- zaczęła się zasłaniać.


-Robię zdjęcia najpiękniejszej istocie na świecie.- blondyn szeroko się uśmiechnął.


-Wariat-skwitowała po czym rzuciła go poduszką. Chłopak nie będą jej dłużnym, sprytnie złapał ją nie dając jej możliwości ucieczki, zaczął ją łaskotać dziewczyna śmiała się w niebo głosy. Dla blondyna był to najpiękniejszy dźwięk na świecie. Uwielbiał kiedy się śmiała. -Przestań proszę- powiedziała błagalnie. Blondyn spojrzał na nią chytrze. -A co dostanę w zamian?- spytał.


-A co byś chciał-spytała ze śmiechem.


-Buuuzi-poweidział i nachylił się nad nią. Oboje spojrzeli sobie w oczy. W ich tęczówkach skakały małe iskierki. Widać w nich było miłość, szczęście i pożądanie. Blondynka dotknęła policzek chłopaka a ten nachylił się nad nią łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.


-Kocham Cię- wyszeptał wprost do jej ucha.


Dziewczyna spojrzała na niego z uśmiechem. -Ja Ciebie też blondasku.” Na twarzy Chrisa zastygł uśmiech na myśl o tej chwili. Jednak po policzku spływała mu jedna samotna łza, otarł ją szybko.


-Odnajdę Cię. Nie poddam się i znów będziemy razem szczęśliwi. Niespodziewanie po domu rozległ się dźwięk dzwonka. Blondyn odłożył szklankę i zdjęcie na stół. Wstał powoli i ruszył otworzyć. Nacisnął na klamkę otwierając drzwi. Jego oczom ukazał się..



Cdn...


Dziękuję za komentarze :* <3


Następny nie wiem kiedy..jak znajdę chwilę. Poszłam właśnie na studia i..jest masakra! Nie spodziewałam się że będę miała aż tyle zajęć. Praktycznie codziennie od rana do późnego wieczora z małymi tylko przerwami w środku. Mam nadzieję że później to się zmieni bo nie wyrobię tak..


Buziaki :****