(34)
„Nareszcie tworzyli rodzinę” - ostatni
Tłum ludzi zgromadził się w niewielkiej świątyni, która dzisiejszego dnia była przyozdobiona tysiącem białych róż. Przez środek kościoła prowadził czerwony dywan pokryty płatkami kwiatów. Przed ołtarzem stała szczęśliwa jak i zdenerwowana para. Panna młoda miała na sobie długą białą suknię i welon który ciągnął się aż do ziemi. Pan młody natomiast ubrany był w czarny smoking który podkreślał jego postawną sylwetkę.
-Ja Jay Tariq Khan biorę Ciebie Nicol Smith za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
-Ja Nicol Smith biorę Ciebie Jay'u Tarqu Khanie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
-Nicole przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.-brunet delikatnie włożył na palec dziewczyny przepiękny złoty krążek, oznaczający że już nic i nikt ich nie rozłączy aż do śmierci.
-Jay przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.- włożyła na palec ukochanego złoty pierścionek.
-Z wielką radością ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować Pannę młodą-brunet przybliżył się do ukochanej i złożył na jej ustach przepełniony miłością pocałunek
Blondyn spojrzał na swoją ukochaną. Przypomniał mu się dzień w którym to oni stali na ślubnym kobiercu i wypowiadali słowa przysięgi. Dziewczyna czując na sobie wzrok blondyna spojrzała na niego. Patrzyli sobie w oczy które pełne były miłości. Wziął jej dłoń i zamknął w swojej. Słowa były im nie potrzebne. Byli po prostu szczęśliwi. Tamtej nocy obiecali sobie że nikt i nic już ich nie rozłączy. Nie pozwolą już nikomu zniszczyć tego uczucia które jest między nimi. Nagle na twarzy blondynki pojawił się grymas. Chwyciła się za brzuch a potworny ból przeszył jej ciało.
-Chris..ja rodzę
***
Kolejna fala bólu przechodziła zmęczone i wyczerpane ciało Cassie. Czuła, że traci kontrole nad sobą. Lekarze wydawali jej kolejne komendy, na które powoli traciła siły. Mocno ścisnęła rękę Chrisa który zdenerwowany trwał przy swojej żonie.
- Jeszcze trochę kochanie-wyszeptał dodając jej otuchy
Ostatnim pchnięciem wydała na świat maleńkiego człowieka. Cała sala umilkła by po chwili usłyszeć najpiękniejszy dźwięk na świecie- płacz nowo narodzonego dziecka. Zmęczenie oraz ból poszły w zapomnienie, gdy na piersi Cassie został położony malec, który czując ciepło matki przestał płakać. Na twarzy Cassie pojawił się uśmiech a z oczu popłynęły łzy radości i szczęścia. Spojrzała na Chrisa który również płakał.
-Kocham was- wyszeptał delikatnie obejmując swoją ukochaną
Rok później..
Cassie zwolniła się z biura, chciała poświęcić się całkowicie macierzyństwu i domowi. Chris rozbudował swoje studio, zatrudnił więcej pracowników zyskując tym samym więcej wolnego czasu dla swojej rodziny.
Blondynka stała nad łóżeczkiem w którym spał jej synek który dopiero co usnął. Wyglądał tak słodko i pięknie. Kochała go z całego serca. Poczuła na ramieniu ciepłą dłoń a po chwili ciepłe męskie dłonie objęły ją w tali.
-Słodki jest.
-Tak. Nasz aniołek- blondynka oparła głowę o klatkę Chrisa.
Oboje byli prze szczęśliwi. Nareszcie tworzyli rodzinę o której oboje tak zawsze marzyli.
Koniec.
Chciałam podziękować wszystkim którzy tracili czas i czytali moje opowiadanie. Dziękuję za miłe komentarze. Jesteście wspaniali i to dzięki waszym komentarzom miałam motywacje do pisania i sprawiało mi to ogromną radość :) Kocham was i dziękuję :* <3
Zakończenie nie jest napisane tak jak chciałam no ale cóż...
Z pisaniem nie kończę....niedługo wrócę z nowym opowiadaniem. Nie wiem czy na tym blogu czy na innym ale o tym was poinformuję, oczywiście o ile będziecie chciały :)
Buziaki :****