czwartek, 27 lutego 2014

(21) ”Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie”

(21)


”Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie”


 

 

 

-Niestety nie mam dobrych wiadomości…- Chris poczuł jak po jego ciele przechodzi zimny dreszcz, a po chwili ogromna pustka ogarnęła całą jego duszę. Jeszcze nigdy tak się nie bał.

-Co to znaczy?!-spytał zdenerwowany i równie przestraszony Tom.

-Spokojnie pacjentka żyje.- na dźwięk tych słów oboje poczuli w jakimś stopniu ulgę.

-Więc co jest nie tak?

-Kula utknęła przy kręgosłupie i niestety ale istnieje podejrzenie że pacjentka nie będzie chodzić. Zrobiliśmy co mogliśmy.- lekarz spuścił głowę w dół po czym poszedł przed siebie zostawiając Toma i Chrisa z przerażeniem na twarzach.

Te słowa były dla nich jak wyrok. Oboje doskonale wiedzieli że ruch w życiu Cassie jest bardzo ważną sprawą. W głowie blondyna kłębiło się 1000 myśli. Czuł wielką złość a także niemoc. Ta wiadomość uderzyła w niego z ogromną siłą.

-Ona się załamie..- Tom wypowiedział te słowa po czym podszedł do okna i uderzył pięścią w parapet. Chris spojrzał na niego pustymi oczami. Poczucie winy oraz wyrzuty sumienia spowodowały że czuł w żołądku ogromny ucisk. W jednym momencie zdał sobie sprawę że zniszczył życie ukochanej osobie.

 

"Bo najgorsze jest uczucie kiedy nic nie możesz zrobić, a tak bardzo chcesz .”

 

Pomału nacisnął klamkę i wszedł do sali. Na łóżku leżała jego ukochana. Podszedł bliżej. Spała. Niesforne kosmyki które bezkarnie spoczywały na jej twarzy sprawiały że wyglądała jak anioł. Blondyn chwycił ją za dłoń. Była taka chłodna. Drugą ręką przesunął po jej policzku co sprawiło że dziewczyna zmarszczyła nos. Ospale podniosła powieki ukazując swoje cudowne oczy w których to chłopak zakochał się od pierwszego wejrzenia.

-Cześć śpiochu- szepnął wymuszając uśmiech.

Blondynka była jeszcze osłabiona ale Jego widok dodawał jej siły. Przyglądała mu się uważnie. Nie mogła uwierzyć że on tu jest. Tak strasznie za nim tęskniła.

-Chris?-wyszeptała jeszcze chropowatym głosem

-Tak?

-Przytul mnie-powiedziała a chłopak spojrzał jej głęboko w oczy po czym delikatnie nachylił się nad nią i przytulił. Oboje tego potrzebowali. Dopiero teraz zrozumieli że nie mogą żyć bez siebie. Są stworzeni by być razem.

-Tak bardzo Cię przepraszam-wyszeptał chłopak mocniej przytulając ją do siebie.

Cassie delikatnie oderwała się od niego patrząc mu w oczy.

-Kocham Cię Chris- chłopak delikatnie zbliżył czoło do jej czoła. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Oboje drżeli, czując swoje ciepłe oddechy na twarzach. Ich serca wybijały równy rytm. Magia? Nie to miłość! Po chwili złączyli się w pocałunku, który był pełen miłości. Tej prawdziwej miłości która jest w stanie przetrzymać a także wybaczyć wszystko. Świat dla nich stanął w miejscu. Nic teraz nie miało znaczenia.

 



 

Teraz jej życie zależało od innych. Była uzależniona od cudzej łaski co potęgowało w niej uczucie bezsilności. Wiadomość o tym że być może już nigdy nie stanie na nogi była dla niej jak wyrok. Nie mogła zrozumieć dlaczego to właśnie jej się przytrafiło. Była młoda, kochała swoją pracę, a teraz może się pożegnać z akcjami i ratowaniem innych. Teraz szczytem jej możliwości stanie się być może nudna robota za biurkiem. To nie było to czego ona by chciała. A Chris? Wiedziała że ją kocha i to przez co przeszli wzmocniło ich uczucie, ale jeśli w końcu znudzi mu się bycie z kaleką i ciągła opieka nad nią to co wtedy? Drugi raz nie zniesie rozstania. A dzieci? Jak ona w tym stanie miałaby być matką. Miałaby niby jeździć na wózku za raczkującym dzieckiem. Wszystko było dla niej bez sensu. Czuła się okropnie, jak niepotrzebna nikomu kula u nogi. Zacisnęła mocno palce na oparciu wózka próbując zapanować nad łzami i emocjami jakie nosiła w sobie.

-Cześć śliczna- do pomieszczenia wszedł Tom z bukietem tulipanów i z tym swoim zabójczym uśmiechem.

-Hej-blondynka powitała go bez większego entuzjazmu.

-To dla Ciebie- niezrażony wręczył dziewczynie kwiaty

-Dziękuję. Nie musiałeś-blondynka położyła bukiet na łóżku.

Chłopak podszedł do parapetu po czym oparł się o niego rękami.

-Jak się czujesz?

Blondynka wzruszyła ramionami. - Beznadziejnie..- odpowiedziała nie patrząc na niego.- Ta cała rehabilitacja nic nie działa. Tom ja zostanę kaleką do końca życia rozumiesz?- blondynka spojrzała na chłopaka a jej oczy zaszkliły się. Brunet widząc to spoważniał. Podszedł do dziewczyny kucając tak że był teraz z nią twarzą w twarz.

-Posłuchaj, ćwiczysz dopiero dwa tygodnie więc nie oczekuj cudów. To potrwa dłuższy czas. Najważniejsze jest to że żyjesz..-blondynka przygryzła dolną wargę by nie uronić łez, które bezczelnie chciały wydostać się na zewnątrz. Brunet widząc to przytulił Cassie. Wiedział że to wszystko jest dla niej ciężkie. Dziewczyna która żyła ruchem była teraz uwięziona we własnym ciele. Nawet nie mógł sobie wyobrazić co ona teraz czuje. Po chwili blondynka oderwała się od chłopaka ocierając łzy którym udało się wydostać. Na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech.

-Od razu lepiej-chłopak również się uśmiechnął.

 



 

Kiedy blondynka znalazła się w domu poczuła się dziwnie. Wszystko było poprzestawiane. Mieszkanie wyglądało całkowicie inaczej. Meble były poprzesuwane a niektórych w ogóle nie było.

-Pozmieniałem tu trochę żeby było Ci łatwiej. - Chris nikle uśmiechnął się do blondynki która dalej zaciekawiona patrzyła na mieszkanie. Najgorzej poczuła się jednak gdy spojrzała w stronę schodów, które prowadziły na górę gdzie przecież była ich sypialnia. Blondyn widząc wzrok dziewczyny skierowany w stronę schodów od razu domyślił się o co chodzi.

-Chodź muszę Ci coś jeszcze pokazać-powiedział i zaczął kierować się przed siebie.

-Chyba jedź-odpowiedziała z przekąsem po czym ruszyła za blondynem. Poruszanie się na wózku z dnia na dzień stawało się dla niej coraz łatwiejsze.

-Pomyślałem o tym by przenieść naszą sypialnię tutaj- blondyn otworzył drzwi do pokoju który pierwotnie służył jako pokój gościnny. Kiedy blondynka wjechała do niego jej oczy zalśniły. Pokój gościnny, zamienił się teraz w piękną sypialnię. Na środku stało duże łóżko które było niższe od normalnych łóżek, wszystko po to by dziewczynie było łatwiej wchodzić na nie.

Komoda i szafki były specjalnie przystosowane dla osób jeżdżących na wózku.

Cały pokój był pomalowany w ciepłych odcieniach beżu co sprawiało że wyglądał przytulnie i bezpiecznie.

-Podoba Ci się ? -blondyn uklęk przed dziewczyną patrząc w jej piękne oczy. Chciał sprawić by czuła się dobrze we własnym domu.

-Tak. Jest prześliczna- blondynka obdarowała go uśmiechem co dla Chrisa było największą nagrodą za jego wysiłek.

 



 

Zacisnęła mocno palce na oparciu wózka i przygryzając wargi, spróbowała podnieść się. Uniosła lekko ciało ku górze. Mocno się zaparła by chodź przez chwilę się utrzymać. Niestety tym razem znów jej się nie udało. Przegrała sama ze sobą opadając na podłogę.

-Nic Ci nie jest kochanie? -blondyn wbiegł do pokoju gdy usłyszał huk. Klęknął przy dziewczynie łapiąc jej dłoń. Dziewczyna posłała mu tylko wrogie spojrzenie wyrywając swoją dłoń z uścisku. Ostatnią rzeczą jaką teraz potrzebowała była litość. Już nie mogła znieść tych zmartwionych spojrzeń Chrisa jak i Toma który odwiedzał ją często. To wszystko było dla niej upokarzające. Zawsze była niezależną osobą, a teraz była uzależniona od pomocy blondyna. Samodzielna od małego teraz potrzebowała pomocy przy najmniejszej czynności. Podparła się na łokciach przysuwając wózek bliżej. Usiadła na nim, odwracając się od Chrisa.

Blondyn cierpiał razem z nią. Wstał z podłogi i podszedł do niej. Przytulił ją opierając się o jej plecy. Dziewczyna siedziała w bezruchu wpatrując się w widok za oknem.

-Wiem że to trudne dla Ciebie ale przejdziemy przez to razem.- Dziewczyna odwróciła się wózkiem w stronę chłopaka.

-Gówno wiesz! To nie ty siedzisz na pieprzonym wózku!-blondynka dała upust swoim emocją. Miała w sobie tyle złości i żalu. - To nie Ty jesteś kaleką!

Chris patrzył na nią z przerażeniem. Do tej pory Cassie jakoś się trzymała ale teraz coś w niej pękło.

-Kochanie nie mów tak-blondyn chciał ją ponownie przytulić lecz ta odepchnęła go.

-Myślę że powinniśmy się rozstać-dziewczyna spojrzała poważnie na chłopaka.

Chris spojrzał na nią zdezorientowany a jednocześnie przestraszony.

-O czym ty mówisz?

-Mówię że powinniśmy się rozstać. Chris ty nie możesz być z kaleką. Uważam że powinieneś znaleźć sobie kogoś zdrowego.

Chłopak podszedł do dziewczyny chwytając jej podbródek w dłonie zmuszając ją tym samym by ta spojrzała na niego.

-Posłuchaj mnie. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. Nie pamiętasz już...”Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie” będę z Tobą zawsze.-oczy blondynki zaszkliły się, a po chwili po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Chciała coś powiedzieć lecz Chris przystawił jej palec do ust.

-Ciii...nie mów nic. Kochanie przejdziemy przez to wszystko razem i obiecuję ci że będziesz chodzić.- Cassie wtuliła się w chłopaka. Chris wziął ją w objęcia po czym delikatnie podniósł ją z wózka i usiadł na łóżku sadzając ją sobie na kolanach. Dziewczyna jeszcze mocniej wtuliła się w swojego ukochanego pozwalając by wszystkie łzy które do tej pory dusiła w sobie wydostały się na zewnątrz. Wszystkie emocje które do tej pory kryła w sobie, zaczęły z niej wypływać wraz ze łzami.

 

 

Cdn...

 

Buziaki kochane :* <3

 

 

czwartek, 20 lutego 2014

(20) „ ...strach, żal, bezsilność i ogromne poczucie winy..”

http://www.youtube.com/watch?v=f1QGnq9jUU0

 

(20)


...strach, żal, bezsilność i ogromne poczucie winy..”


 

 

 

Spojrzenie.

Strach.

Krzyk.

Ból.

Ciemność.

 

 

Blondynka leżała na łóżku prowadzonym przez sanitariuszy. Słyszała jakieś głosy naokoło siebie które odbijały się w jej głowie tworząc jeden niezrozumiały hałas. Miała przymrużone oczy bowiem jej powieki były tak ciężkie że nie umiała z nimi wygrać. Obraz był zamazany. Jednak mimo bólu który przeszywał jej ciało na jej ustach widniał nikły uśmiech, spowodowanym tym że udało jej się uratować swojego ukochanego. Przez myśl przemknęło jej nawet to że teraz może już nawet odejść, przecież wypełniła swoją najważniejszą misję.

 

Na korytarzu panowało poruszenie. Obok łóżka na którym leżała dziewczyna oprócz lekarzy szli również Chris i Tom. Oboje byli przerażeni widokiem zakrwawionej i bladej dziewczyny. Blondyn trzymał Cassie za rękę prosząc ją o to by nie zostawiała go. Niestety musiał ją puścić ponieważ jej łóżko zostało wprowadzone na salę operacyjną. Gdy dziewczyna zniknęła za wielkimi szklanymi drzwiami chłopcy poczuli bezsilność która ogarnęła ich serca. Nie mogli jej teraz pomóc. Musiała sama walczyć o swoje życie.

Brunet który stał za blondynem czuł również ogromną złość. Podszedł do blondyna i chwytając go za ubranie przywarł do ściany.

-To Twoja wina!-krzyknął mu prosto w twarz-Gdyby nie ty ona nie musiałaby teraz walczyć o życie. Jesteś śmieciem! Nie zasługujesz na jej miłość!-nerwy mu puściły.

Chris nie miał nawet zamiaru się bronić, dobrze wiedział że brunet ma rację. Mimowolnie jego oczy stały się szklane co zauważył Tom. Puścił chłopaka po czym opadł na krzesło które stało przy ścianie. Po twarzy blondyna zaczęły spływać słone łzy. Jego ciało mimowolnie zaczęło drżeć. W jego sercu panował teraz strach, żal, bezsilność i ogromne poczucie winy które zżerało go. Nie mógł pojąć jak mógł być tak głupi. Przez jego jeden głupi błąd może stracić swoją ukochaną. Postawił wszystko na jedną kartę i przegrał. Przegrał najcenniejsze co miał w życiu.

Nagle podeszła do niego średniego wzrostu pielęgniarka.

-Muszę pana opatrzyć-powiedziała, lecz blondyn nawet jej nie zauważył, był pochłonięty w swoich myślach.

Kobieta delikatnie szturchnęła chłopaka, ten wyrwał się z amoku po czym spojrzał na kobietę, która lekko się uśmiechnęła.

-Muszę pana opatrzyć-powtórzyła grzecznie

-Nie, nic mi nie jest, a poza tym nie mogę się teraz stąd ruszyć.

-Ale pan krwawi-powiedziała wskazując na rozcięty łuk brwiowy blondyna

-To nic takiego-blondyn pokręcił przecząco głową i usiadł na krześle obok bruneta.

-Zajmie to panu tylko 15 minut, a ta dziewczyna stamtąd i tak szybko nie wyjedzie. Blondyn chciał już coś powiedzieć ale przerwał mu Tom.

-Stary idź na ten cholerny opatrunek i tak jej tu teraz nie pomożesz. Blondyn kiwnął tylko głową po czym ruszył za kobietą.

 

Po 15 minutach wrócił. Zauważył że Tom stał przy oknie. Podszedł do niego wbijając wzrok w widok za oknem.

-Masz rację. To wszystko moja wina. Nie zasługuję na jej miłość, nie zasługuję nawet na to by żyć. Brunet spojrzał na blondyna. Dalej był wściekły na niego i najchętniej rozszarpałby go za to że osoba którą kocha walczy teraz o życie i to przez niego, lecz z drugiej strony zrobiło mu się go żal. Wiedział w głębi serca że Chris kocha ją i że żałuję swojego błędu. Każdy z nas przecież je popełnia. Jesteśmy tylko ludźmi.

-Nie mów tak. Ona Cię kocha ponad życie więc musisz się wziąć w garść bo jak ona wyjdzie stamtąd to będzie potrzebować wsparcia a nie mazania się.- Blondyn spojrzał na niego i kiwnął tylko głową.

 

Oboje siedzieli na krzesłach przy ścianie. W ich głowach krążyły same czarne scenariusze. Blondyn miał twarz schowaną w dłoniach. Powieki miał zaciśnięte tak by nie wydostała się z nich żadna łza. W jego głowie krążyła cały czas jedna scena. Blondynka która osłania go własnym ciałem, po czym upada bezwładnie na podłogę. Wszędzie krew. Krzyk i ten ogromny strach. Zagryzł mocno wargę tak że pod językiem poczuł nieprzyjemny smak krwi.

Czas ciągnął się niemiłosiernie. Wydawać się mogło że wskazówki na zegarze nie mają ochoty dzisiaj na ruszanie się. Każda minuta ciągnęła się jak godzina, a godzina jak wieczność. Najgorsze było to że oni nic nie mogli zrobić.

Brunet w myśli modlił się o to by Cassie wytrzymała i przeżyła.

Nagle z sali operacyjnej wyszedł ubrany na biało lekarz.

Chłopcy jak na komendę stanęli na baczność. Ich serca waliły niemiłosiernie, a tętno podskoczyło.

-Co z nią panie doktorze?

-Niestety nie mam dobrych wiadomości...

 

 

 

Cdn..

 

Ale jestem zła! Pisałam ten rozdział w nocy i coś mi się popieprzyło i się nie zapisał:( Musiałam pisać od nowa i nie wyszedł już taki fajny jak tamten :/ Przeklęte komputery!

 

A tak w ogóle to dziękuję kochane ślicznie za komentarze. Każda z was daje mi w nich jakąś moc :) Czytając je zawsze mam uśmiech na twarzy. Dziękuję i kocham was:* <3

 

sobota, 1 lutego 2014

(19) „ Nienawidzę Cię! Chce żebyś cierpiała”

(19)


Nienawidzę Cię! Chce żebyś cierpiała”


-Pobudka Panie śliczny!- blondyn z wielkim trudem otworzył oczy.

Głowa strasznie go bolała a wzrok miał zamazany.

Mrugnął kilka razy.

Jego oczom ukazał się wysoki dobrze zbudowany brunet.

Chris chciał się ruszyć lecz dopiero teraz zauważył że jego ręce i nogi są przywiązane do krzesła na którym siedzi. Zaczął się szarpać.

-Spokojnie ślicznotko bo sobie krzywdę zrobisz-powiedział z szyderczym uśmiechem

-Kim jesteś?! Czego chcesz ode mnie!

-Hmmm...od Ciebie może nic, jesteś tylko nic nie znaczącą marionetką w tej grze.

-Co? Nie rozumiem nic?-blondyn miał niezły mętlik w głowie. Przez chwilę miał wrażenie że to jakiś sen lub ukryta kamera.

-Zaraz sam wszystko zobaczysz, trochę cierpliwości.

Nagle dało się usłyszeć stukot kobiecych obcasów.

Kiedy Chris spojrzał w tamtą stronę zobaczył przed sobą Angelikę.

Dziewczyna była ubrana w czarne mocno przylegające spodnie oraz w skórzaną kurtkę.

Wyglądała inaczej niż ta Angelika którą znał do tej pory.

-Kochanie? Co tu się dzieję?-spytał zszokowany i trochę przerażony blondyn.

-Oj Misiaczku nie patrz na mnie takimi oczkami-brunetka podeszła do blondyna i nachyliła się patrząc mu prosto w oczy- jesteś taki słodki i naiwny.

-Ja nie rozumiem. To jakiś żart prawda?

-Jesteś strasznie głupi. A zdobycie Ciebie było chyba najprostszą rzeczą na świecie-brunetka szyderczo się uśmiechnęła po czym uderzyła blondyna w twarz.

Mimo że była to kobieta, jej uderzenie spowodowało czerwony ślad na policzku chłopaka.

-Jesteś zwykłą marionetką, nie znaczysz nic-brunetka wysyczała te słowa po czym podeszła do swojego ukochanego.

-No, my tu gadu gadu a tu zbliża się wielki finał-mężczyzna z szyderczym uśmiechem klasnął w dłonie- zostawimy Cię na chwilę blondynku samego, mam nadzieję że się nie gniewasz- brunet wraz z dziewczyną zaśmiali się po czym odeszli, zostawiając blondyna samego w pomieszczeniu.

W głowie blondyna roiło się teraz milion myśli. Nie wiedział co to wszystko ma znaczyć.

Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu. Z jego spostrzeżeń wywnioskował że znajduję się w jakiejś opuszczonej fabryce.

Na przeciwko niego znajdowały się wielki stalowe drzwi.

Po bokach były jakieś zardzewiałe taśmy produkcyjne.

To miejsce nie należało do najprzyjemniejszych widoków w Jego życiu.

Bezsilnie opuścił głowę w dół, która nie przestała go jeszcze boleć po uderzeniu.

*****


 

Blondynka kierując się za wskazówkami z SMS-a, dotarła do oddalonej kilka kilometrów od miasta opuszczonej fabryki.

Samochód zostawiła przed siatką ogradzającą cały teren. Na siatce wisiała niedbała i wyblakła tabliczka z napisem „Zakaz wstępu”. Pchnęła lekko żelazną furtkę, która wydała z siebie nieprzyjemny odgłos. Rozejrzała się dookoła, ale nie dostrzegła nic podejrzanego. Jedyne co ją niepokoiło to uczucie w sercu które nie odstępowało ją od rana. Dziewczyna zagłuszyła w sobie ten niepokój, teraz pragnęła tylko zobaczyć swojego ukochanego za którym tak strasznie się stęskniła.

Podeszła do wielkich stalowych drzwi. Jednym zwinnym ruchem odsunęła je wchodząc do środka.

W pomieszczeniu było niezbyt jasno.

Blondynka weszła kilka kroków dalej, gdy spojrzała przed siebie, to coś ukuło ją w serce.

-Chris!-blondynka krzyknęła po czym podbiegła do związanego chłopaka.

Blondyn z niedowierzaniem podniósł swoją głowę.

Jego szarozielonym oczom ukazała się sylwetka Jego żony.

-Cassie-blondyn wyszeptał prawie że nie dosłyszalnie.

Oboje patrzyli sobie teraz w oczy. W ich tęczówkach można było dostrzec wielki ból, ale także miłość która była w nich.

-Cassie, musisz uciekać, to jest pułapka-nagle blondyn ocknął się.

-Co? O czym Ty mówisz-dziewczyna spojrzała na niego zmartwiona.

-Nie wiem dokładnie, ale to Angelika i jakiś facet..-blondynka spojrzała na Chrisa nie bardzo rozumiejąc co chłopak ma na myśli

-Poczekaj, zaraz mi opowiesz tylko Cię rozwiążę.

Dziewczyna rozwiązała nogi blondynowi, gdy chciała rozwiązać Jego ręce nagle ujrzała nad sobą postać dobrze znanego jej mężczyzny.

-Witaj Cassandro-brunet celował pistoletem prosto w jej skroń.

Dziewczyna ostrożnie podniosła ręce do góry w celu poddania się po czym wstała.

-Borys.... Myślałam że dostałeś dożywocie.

-Bo dostałem, ale wiesz standardy panujące w więzieniu nie za bardzo mi odpowiadały. A poza tym mamy rachunki do wyrównania.

-Nie przypominam sobie żebym miała z Tobą coś do wyrównywania-blondynka była pewna siebie.

-Hmmm...może to Ci przypomni-brunet z całej siły uderzył Chrisa.

Blondyn pod wpływem siły uderzenia przewrócił się razem z krzesłem.

Z jego nosa od razu popłynęła czerwona ciecz.

-Chris-blondynka uklękła przy ukochanym. Dłońmi objęła jego twarz. Czuła ciepło bijące z jego rany. Oboje spojrzeli sobie w oczy. W ich oczach widniał teraz strach.

-Dość!-krzyknął Borys odpychając dziewczynę od blondyna.

-Angelika!- krzyknął brunet a do pomieszczenia weszła dziewczyna.

-Zajmij się nią-mężczyzna wskazał na dziewczynę leżącą na podłodze.

Brunetka z szyderczym uśmiechem podeszła do Cassie po czym z całej siły kopnęła ją w brzuch.

Dziewczyna zawyła z bólu.

-Cześć wywłoko. W końcu możemy się poznać-brunetka kucnęła przy dziewczynie po czym pociągnęła ją za włosy zmuszając ją żeby ta spojrzała na nią.

-Wiesz nie wiem co Ty widzisz w tym blondynie. Ani to męskie, ani w łóżku nie jest dobry heh a poza tym tak łatwo dał się omotać.- dziewczyna szyderczo się zaśmiała.

Cassie zacisnęła ręce w pięści po czym wykorzystała to że brunetka znajduję się tak blisko niej.

Z całej siły uderzyła ją. Teraz to Angelika leżała na podłodze.

Uderzenie blondynki okazało się na tyle mocne że tamta straciła przytomność.

Blondynka wykorzystując to chwyciła pistolet który wypadł Angelice.

Podniosła się po czym wycelowała w Borysa.

Mężczyzna nie był jej dłużny, swój pistolet wycelował w blondyna.

Dobrze wiedział co sprawi Jej największy ból. Chciał bowiem żeby ta cierpiała.

-Puść go-blondynka zacisnęła dłonie na spuście mrużąc oczy.

-Niby dlaczego miałbym to zrobić?-spytał nie wzruszony tym co się stało.

-Wiesz że nie zawaham się żeby Cię zabić.-blondynka patrzyła wprost w oczy Borysa.

Brunet wybuchł przeraźliwym śmiechem.

-Jeśli nawet to zrobisz to i tak zdążę zabić tego twojego lalusia, a to chyba zaboli Cię najbardziej co?

*****


 

Tymczasem u Toma...
Brunet pędził ulicami Nowego Jorku łamiąc chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe.

Kiedy był pod domem Cassie szybko wysiadł z samochodu i pobiegł do drzwi. Nerwowo zaczął dzwonić dzwonkiem do drzwi. Nikt mu nie otwierał. Bez zastanowienia przestrzelił zamek w drzwiach po czym wszedł do domu.

-Cassie!-krzyknął lecz odpowiedziała mu tylko cisza.

Na szafce zauważył telefon blondynki.

Wziął go do ręki po czym zaczął przeglądać połączenia.

Nic specjalnego.

Kiedy jednak wszedł w wiadomości od razu w oczy rzuciła mu się wiadomość od Chrisa. Kiedy ją odczytał, upuścił telefon a sam pobiegł do samochodu.

Odpalił silnik po czym ruszył z piskiem opon.

 

*****


 

-Borys, o co Ci chodzi?-spytała blondynka

-Jeszcze masz czelność pytać! Zabiłaś mi ojca! Mnie wsadziłaś do więzienia. Nienawidzę Cię! Chce żebyś cierpiała-wykrzyczał po czym uderzył bezbronnego blondyna.

-Nie! Proszę zostaw go. Zabij mnie jeśli chcesz, ale Jego zostaw. On nie ma z tym nic wspólnego-serce blondynki przeszył okropny ból. Nie mogła patrzeć na to jak Jej ukochany cierpli.

-Ale to właśnie boli Cię najbardziej co? - spytał z uśmiechem brunet po czym kopnął leżącego chłopaka.

Z ust Chrisa dało się usłyszeć jęk bólu.

-Błagam nie rób tego-w oczach blondynki pojawiły się łzy bólu i bezsilności.

Jej ręce drżały ze strachu o ukochanego. Broń wypadła jej z rąk a sama opadła bezsilnie na podłogę. Brunet podszedł do niej z tryumfalnym uśmiechem po czym kopnął pistolet który poleciał gdzieś daleko.

-I jak się teraz czujesz? Milutko prawda? - hahaha-brunet zaczął się przerażająco śmiać.

Jego śmiech odbijał się echem co dodatkowo tworzyło jeszcze bardziej przerażającą scenerię.

Blondynka podniosła swoje oczy, po czym kątem oka ujrzała Toma.

Borys stał tyłem do drzwi nie widząc zbliżającego się mężczyzny.

-Nie wiem czy będzie Ci tak do śmiechu kiedy znowu wrócisz za kratki-Tom przyłożył mu lufę pistoletu do pleców.

Brunet automatycznie przestał się śmiać.

-Cassie w porządku?-spytał po czym spojrzał na dziewczynę która kiwnęła tylko głową.

Borys wykorzystując tą chwilę z całej siły uderzył Toma w brzuch.

Oboje zaczęli walczyć między sobą.

Cassie wykorzystując to podbiegła szybko do Chrisa rozwiązując go.

Kiedy to zrobiła blondyn ostatkiem sił przytulił do siebie swoją ukochaną.

Ich uścisk niestety nie mógł trwać zbyt długo ponieważ Cassie musiała pomóc Tomowi.

Gdy oboje wstali, nagle zobaczyli że Borys celuję wprost w nich.

Później było słychać tylko głuchy dźwięk wystrzału....i przeraźliwy krzyk...

 

Cdn..

Wiem wiem zabijecie mnie za tą końcówkę :D Ale cóż muszę trochę was zaciekawić. Jak myślicie co będzie dalej?

A tak w ogóle to bardzo bardzo bardzo dziękuję wam kochane za tak miłe komentarze :***

Nawet nie wiecie jak one mnie motywują :)

 

Dedykacja dla wszystkich!

Kocham was <3

19