wtorek, 25 listopada 2014

(34) „Nareszcie tworzyli rodzinę” - ostatni

(34)


„Nareszcie tworzyli rodzinę” - ostatni


 


 

Tłum ludzi zgromadził się w niewielkiej świątyni, która dzisiejszego dnia była przyozdobiona tysiącem białych róż. Przez środek kościoła prowadził czerwony dywan pokryty płatkami kwiatów. Przed ołtarzem stała szczęśliwa jak i zdenerwowana para. Panna młoda miała na sobie długą białą suknię i welon który ciągnął się aż do ziemi. Pan młody natomiast ubrany był w czarny smoking który podkreślał jego postawną sylwetkę.

-Ja Jay Tariq Khan biorę Ciebie Nicol Smith za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.


-Ja Nicol Smith biorę Ciebie Jay'u Tarqu Khanie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.


-Nicole  przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.-brunet delikatnie włożył na palec dziewczyny przepiękny złoty krążek, oznaczający że już nic i nikt ich nie rozłączy aż do śmierci.


-Jay przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.- włożyła na palec ukochanego złoty pierścionek.


-Z wielką radością ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować Pannę młodą-brunet przybliżył się do ukochanej i złożył na jej ustach przepełniony miłością pocałunek


 Blondyn spojrzał na swoją ukochaną. Przypomniał mu się dzień w którym to oni stali na ślubnym kobiercu i wypowiadali słowa przysięgi. Dziewczyna czując na sobie wzrok blondyna spojrzała na niego. Patrzyli sobie w oczy które pełne były miłości. Wziął jej dłoń i zamknął w swojej. Słowa były im nie potrzebne. Byli po prostu szczęśliwi. Tamtej nocy obiecali sobie że nikt i nic już ich nie rozłączy. Nie pozwolą już nikomu zniszczyć tego uczucia które jest między nimi. Nagle na twarzy blondynki pojawił się grymas. Chwyciła się za brzuch a potworny ból przeszył jej ciało.


-Chris..ja rodzę


***


Kolejna fala bólu przechodziła zmęczone i wyczerpane ciało Cassie. Czuła, że traci kontrole nad sobą. Lekarze wydawali jej kolejne komendy, na które powoli traciła siły. Mocno ścisnęła rękę Chrisa który zdenerwowany trwał przy swojej żonie.


- Jeszcze trochę kochanie-wyszeptał dodając jej otuchy


Ostatnim pchnięciem wydała na świat maleńkiego człowieka. Cała sala umilkła by po chwili usłyszeć najpiękniejszy dźwięk na świecie- płacz nowo narodzonego dziecka. Zmęczenie oraz ból poszły w zapomnienie, gdy na piersi Cassie został położony malec, który czując ciepło matki przestał płakać. Na twarzy Cassie pojawił się uśmiech a z oczu popłynęły łzy radości i szczęścia. Spojrzała na Chrisa który również płakał.


-Kocham was- wyszeptał delikatnie obejmując swoją ukochaną


 


Rok później..


Cassie zwolniła się z biura, chciała poświęcić się całkowicie macierzyństwu i domowi. Chris rozbudował swoje studio, zatrudnił więcej pracowników zyskując tym samym więcej wolnego czasu dla swojej rodziny.


Blondynka stała nad łóżeczkiem w którym spał jej synek który dopiero co usnął. Wyglądał tak słodko i pięknie. Kochała go z całego serca. Poczuła na ramieniu ciepłą dłoń a po chwili ciepłe męskie dłonie objęły ją w tali.


-Słodki jest.


-Tak. Nasz aniołek- blondynka oparła głowę o klatkę Chrisa.


Oboje byli prze szczęśliwi. Nareszcie tworzyli rodzinę o której oboje tak zawsze marzyli.


 


Koniec.


 


Chciałam podziękować wszystkim którzy tracili czas i czytali moje opowiadanie. Dziękuję za miłe komentarze. Jesteście wspaniali i to dzięki waszym komentarzom miałam motywacje do pisania i sprawiało mi to ogromną radość :) Kocham was i dziękuję :* <3


 


Zakończenie nie jest napisane tak jak chciałam no ale cóż...


 


Z pisaniem nie kończę....niedługo wrócę z nowym opowiadaniem. Nie wiem czy na tym blogu czy na innym ale o tym was poinformuję, oczywiście o ile będziecie chciały :)


Buziaki :****  

wtorek, 28 października 2014

(33) „ Świat znowu należał do nich”

(33)


Świat znowu należał do nich”


 

Weszli do mieszkania. Blondynka zamknęła oczy czując woń potraf których zapach unosił się w powietrzu.

-Co tak ładnie pachnie?- spytała z uśmiechem

-Chodź to się przekonasz- brunet chwycił ją za rękę prowadząc do salonu. Jej oczom ukazał się starannie nakryty stół. Na środku stały świece, do których brunet podszedł zapalając je. Speszyła się lekko. Nie przypominało to zwykłej kolacji a raczej randkę. Odsunął jej krzesło zapraszając tym samym by usiadła. Uśmiechnęła się leciutko siadając.

Kolacja minęła zwyczajnie, chociaż dało się wyczuć jakąś nerwową atmosferę w powietrzu. Blondynka siedziała na sofie nerwowo skubiąc swoją tunikę. Czuła się jakoś dziwnie, mało bezpiecznie. Brunet usiadł obok z butelką whiskey i szklanką. Nalał trunek po czym wypił go naraz.

-Myślałam że mnie odwieziesz..-zaczęła

-Ja myślałem że zostaniesz- powiedział dziwnym tonem który nie spodobał się jej.

Nalał sobie znowu do szklanki po czym jak poprzednio wypił to naraz. Blondynka wstała.

-Chyba będę się już zbierać-powiedziała chcąc odejść. Uniemożliwił jej to uścisk bruneta na jej ręce. Pociągnął ją tak że znowu znalazła się na sofie. Jej serce zaczęło bić mocniej a puls przyspieszył. Zbliżył się do niej nie rozluźniając uścisku. Blondynka przełknęła ślinę.

-Tom co ty robisz?- spytała drżącym głosem. Oddech chłopaka drażnił jej skórę, a jego usta wygięły się w znaczący uśmiech.

-Cii..nic nie mów- przyłożył jej palec do ust po czym złożył pocałunek na jej szyi.

-Puść mnie- wydusiła z siebie. Brunet nie zareagował na jej słowa. Dalej całował jej szyję. Blondynka zaczęła się szarpać.

-Tom do cholery to nie jest śmieszne!- krzyknęła próbując wyswobodzić swoją rękę z uścisku bruneta.

-Dlaczego się szarpiesz?- spytał patrząc jej w oczy.- Kocham cię i nie pozwolę już nikomu odebrać mi ciebie.

-Tom co ty bredzisz?!- spytała zaszokowana jego wyznaniem i zachowaniem.

-To co słyszałaś. Za dużo zainwestowałem żeby cię teraz tak po prostu stracić- przyłożył jej dłoń do policzka po czym wbił się w jej usta, napierając na nią tak że musiała się położyć.

Opierała się, próbowała szarpać. Wszystko na nic. Brunet był silniejszy od niej. Całował ją w usta, po szyi, po dekolcie. Blondynka cała drżała. Bała się o siebie i o swoje dziecko. Długo nie myśląc z całej siły kopnęła go w krocze. Wykorzystując sytuację szybko wstała biegnąc w stronę drzwi wyjściowych. Kiedy miała chwycić już za klamkę poczuła mocne szarpniecie za włosy. Upadła na podłogę.

-Nie tak miało być...miałaś być grzeczna- wyszeptał jej do ucha mocno trzymając za włosy.

-Tom to boli- wykrztusiła ze łzami.

Brunet jakby dostał olśnienia. Rozluźnił uścisk kucając przy niej. Blondynka spuściła wzrok. Bała spojrzeć mu się w oczy. Ujął jej podbródek zmuszając tym samym by spojrzała na niego.

-Wypuść mnie...proszę- wyszeptała patrząc mu w oczy.

-Nie mogę kochanie...za dużo poświęciłem.

***


Siedziała związana w jego sypialni. Łzy spływały po jej policzku. Bała się. Nie rozumiała zachowania bruneta. Miała go za porządnego i rozsądnego mężczyznę. A co najważniejsze za przyjaciela. Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk dzwonka. W sercu pojawiła się iskierka nadziei.

Usłyszała że brunet dopiero po dłuższej chwili zdecydował się otworzyć.

-Pan Scott..-usłyszała

Jej serce zabiło szybciej. Nabrała powietrza w płuca po czym z całej siły krzyknęła -Pomocy!

 

Brunet krzątał się po mieszkaniu. Był zły na siebie że dał się ponieść..nie tak to miało wyglądać. Wypił kolejnego drinka kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Zastanawiał się chwilę po czym zdecydował się otworzyć. W drzwiach zobaczył ojca Cassie. Poczuł dreszcz na plecach, ale nie dał poznać po sobie że jest zdenerwowany.

-Pan Scott co pan tutaj robi?- spytał, gdy z jego sypialni dobiegł krzyk o pomoc.

Brunet zmrużył oczy po czym zamknął drzwi przed nosem mężczyzny.

***


Blondyn siedział w samochodzie tak jak kazał mu teść. Denerwował się strasznie i czuł że coś jest nie tak. Po chwili do samochodu jak burza wpadł owy mężczyzna.

-Chris miałeś rację..Cassie grozi niebezpieczeństwo- powiedział po czym ze schowka wyjął pistolet. Blondyn zerwał się po czym razem z panem Scottem ruszył pod mieszkanie Toma.

Mężczyzna bez namysły strzelił w zamek drzwi które natychmiast otworzyły się. Oboje wbiegli do mieszkania, słysząc krzyki blondynki.

Stała związana. Za nią stał brunet jedną ręką trzymając ją w tali drugą zaś trzymał pistolet przy głowie dziewczyny. Blondyn był przerażony. Jego serce jakby zatrzymało się na moment. Spojrzał na blondynkę. Ich spojrzenia skrzyżowały się. W ich tęczówkach można było zobaczyć: strach, tęsknotę oraz miłość. Miłość która pomimo tego złego wciąż w nich była.

-Tom wypuść ją- powiedział mężczyzna celując w nich.

-Nie..nie stracę jej znowu! Będzie ze mną albo z nikim-wysyczał mocniej ją ściskając.

-Wiem że ją kochasz..ale nie zmusisz nikogo do miłości. Miłość jest albo jej nie ma Tom- powiedział ojciec Cassie trzymając wyciągnięty pistolet w jego stronę.

Z jej oczy zaczęły płynąć łzy. Spojrzała na blondyna tak jakby miała widzieć go po raz ostatni. Głośno przełknęła ślinę po czym przymknęła oczy czekając na najgorsze.

Brunet, spuścił wzrok. Te słowa jakby uderzyły w niego z podwójna siłą. Ojciec blondynki wykorzystał moment jego nie uwagi i oddał strzał. Jego stare i celne oko trafiło wprost w dłoń bruneta. Tom wypuścił broń z dłoni, która upadła gdzieś daleko. Blondynka upadła na podłogę. Chris podbiegł do niej uwalniając ją od sznurów które krępowały jej ruchy.

-Tom nie rób tego!-usłyszeli po czym spojrzeli w stronę bruneta. Chłopak stał na parapecie przy otwartym oknie.

-Tom nie..- wyszeptała patrząc mu w oczy

-Podaj chodź jeden powód- powiedział patrząc na nią. Blondynka spuściła wzrok. Chciała coś powiedzieć ale uprzedził ją brunet.

-No właśnie- powiedział po czym skoczył.

Blondynka zatkała dłonią usta by nie krzyknąć. Wtuliła się w blondyna który otulił ją swoim ramieniem.

***


Leżała na łóżku pogrążona w śnie. Leki które podał jej lekarz pomogły jej się uspokoić i zasnąć. Blondyn siedział przy niej wpatrując się w jej twarz jak zahipnotyzowany. Miał niezmierną ochotę by przytulić ją i dotknąć jej brzucha w którym żyło ich dziecko, lecz powstrzymał się. Wiedział że na dzisiaj starczy jej emocji. Chciał wstać gdy poczuł na swojej dłoni delikatny dotyk. Po jego ciele przeszedł dreszcz.

-Nie idź. Potrzebuję cię- wyszeptała drżącym głosem. Spojrzał na nią. W jej oczach dostrzegł ból który od razu przeszył jego serce.

-Ale chyba powinniśmy najpierw..

-Cii- blondynka przyłożyła mu palec do ust- dzisiaj nie chcę o niczym rozmawiać. Przytul mnie po prostu.- Patrzył na nią z niedowierzaniem. Ze zdziwienia otworzył usta które zamknął gdy poczuł że blondynka mocno obejmuje go swoimi ramionami. Nie będąc jej dłużnym objął ją, zamykając szczelnie uścisk. Oparł głowę o jej ramię wdychając zapach jej perfum. Przymknął oczy delektując się tą chwilą.

Oboje nie potrzebowali w tym momencie zbędnych słów. Jedyne czego potrzebowali było w ich ramionach. Ściskali cały swój świat. Wiedzieli że teraz wszystko będzie już dobrze.

-Pocałuj mnie- blondynka wyszeptała po chwili.

Podniósł głowę zatrzymując się na jej twarzy. Wysunął się lekko ocierając swój policzek o jej. Robił ta tak subtelnie że każdy dotyk był dla niej jak muśnięcie piórka. Ustami dotknął płatek jej ucha, poczuła momentalnie jego ciepły oddech. Powoli zniżył się wargami sunąc po jej szyi. Odchyliła się lekko czując jak z każdą chwila zaczyna brakować jej tchu. Jego oczy znalazły się tuż przed nią. Zamarła wpatrując się w te szaro-zielone tęczówki, które tak kochała i które zawsze działały na nią. Przymknęła oczy, czując jak blondyn jest coraz bliżej. Na twarzy czuła jego przyjemny oddech. Chłopak uśmiechnął się po czym przylgnął ustami do jej ciepłych warg. Oboje doświadczyli najcudowniejszego pocałunku jaki mogli sobie podarować. Pełen pasji i pewności w uczuciu które nigdy w nich nie zgaśnie. Gorący taniec zmysłów zawładnął ich ciałami sprawiając że rzeczywistość nie miała jakiegokolwiek znaczenia. Świat znowu należał do nich.

 

 

Cdn...

:*

piątek, 17 października 2014

(32) „ Znalazłem cię”

(32)


Znalazłem cię”


 

Jego oczom ukazał się..

-Jay?- spytał zaskoczony blondyn

-Siema stary- brunet uśmiechnął się i przyjacielsko przytulił blondyna.

Uwagę blondyna przykuła brunetka która stała obok.

-Chris poznaj to moja narzeczona Nicola.

-Miło mi- blondyn uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.

-Mi również. Jay dużo opowiadał o tobie- brunetka uścisnęła jego dłoń.

-Mam nadzieję że same pozytywy. - cała trójka zaśmiała się.

-Wchodźcie zapraszam-blondyn otworzył szerzej drzwi zapraszając gości do środka. Jayowi w oczy od razu rzucił się nieporządek który panował w domu. Kiedy weszli do salonu zauważył porozrzucane zdjęcia i butelkę z alkoholem. To tylko utwierdziło go w tym że u Chrisa jest coś nie tak. Para usiadła w salonie a Chris pośpiesznie pozbierał zdjęcia i schował butelkę do barku.

-Napijecie się czegoś?

-Wystarczy herbata- odpowiedział brunet z uśmiechem. Blondyn poszedł do kuchni a para porozumiewawczo spojrzała na siebie. Rozumieli się bez słów. Po kilku minutach blondyn wrócił stawiając na stole kubki z napojami.

-Co was sprowadza do Nowego Jorku?

-Mamy pewną wiadomość do przekazania- brunet uśmiechnął się po czym podał blondynowi białą kopertę. Chris wziął ją po czym otworzył. Wyjął z niej białą kartkę, którą otworzył.

-No nie wierzę stary żenisz się- blondyn ucieszył się. - Gratuluję wam.

-Dziękujemy-brunet uśmiechnął się- A Cassie w pracy?- specjalnie zadał to pytanie

Na twarzy Chrisa pojawił się grymas który próbował zatuszować nikłym uśmiechem. Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Prawda była zbyt skomplikowana poza tym to sam nie wiedział gdzie ona jest i nie chciał wciągać w swoje problemy przyjaciela.

-Ymm..tak w pracy- odpowiedział po chwili.

Jay spojrzał na Nicolę która tylko kiwnęła głową uśmiechając się.

-Przepraszam was, ale ja będę się już zbierać. Jesteśmy zmęczeni i musimy odpocząć- brunetka wstała po czym pogłaskała swój powiększony brzuch. Blondyn spojrzał na nią, dopiero teraz zauważył że brunetka jest w ciąży. Coś ukuło go pod sercem. Zazdrościł Jayowi. On też marzył o tym by zostać ojcem. Pragnął założyć własną rodzinę. Brunet również wstał.

-Kochanie wrócisz sama?

-Jasne że tak- odpowiedziała z uśmiechem

-To ja jeszcze zostanę, wrócę taksówką- powiedział po czym dał jej buziaka w policzek. Brunetka zaśmiała się. Chris również wstał.

-Miło było cię poznać- brunetka odwróciła się w stronę blondyna.

-Mi również- odpowiedział z uśmiechem.

-Więc do zobaczenia- brunetka uśmiechnęła się i ruszył w stronę wyjścia.

Blondyn chciał iść ją odprowadzić.

-Ja ją odprowadzę, a ty lepiej wyciągnij tą butelkę którą schowałeś. Blondyn kiwnął tylko głową.

Jay pożegnał się z ukochaną po czym wrócił do salonu. Blondyn siedział z twarzą schowaną w dłoniach, na stolę stała butelka z wódką i kieliszki. Brunet usiadł naprzeciw niego na fotelu. Blondyn spojrzał w jego stronę po czym bez słowa wziął butelkę i rozlał trunek do kieliszków podając jeden brunetowi. Oboje wypili bez słowa.

-A teraz powiedz mi co się dzieję?- brunet spojrzał znacząco na Chrisa

-Nie rozumiem co masz na myśli?- blondyn nie chciał mieszać go w swoje sprawy. Wziął butelkę po czym znowu nalał alkohol.

Wypili, krzywiąc się lekko.

-Chris do cholery!-brunet podniósł głos- przecież widzę że coś jest nie tak. W domu panuję rozgardiasz, ty wyglądasz jak pół trup, a poza tym wiem że Cassie nie jest w pracy prawda?- blondyn spojrzał na niego po czym schował twarz w dłoniach.

-To wszystko jest strasznie skomplikowane, poza tym to długa historia i nie chcę cię zanudzać- wymamrotał.

- Mamy całą noc więc z pewnością zdążysz poza tym nie ruszę się stąd póki nie powiesz mi co się dzieje- powiedział i tym razem to on wziął butelkę i rozlał do kieliszków. Blondyn spojrzał na niego. Chwycił kieliszek i wypił go nawet nie krzywiąc się już. Wziął głęboki wdech po czym zaczął opowiadać brunetowi całą historię od początku, od momentu kiedy nie mógł dogadać się z Cassie, przez poznanie Angeliki, wypadek blondynki, spotkanie Anny, aż do momentu znalezienia nieprzytomnej Anny na schodach. Brunet był tym wszystkim zszokowany, przeczuwał że coś się stało ale że nie aż tyle i to złego.

-I nie wiem Jay gdzie ona jest. Muszę ją odnaleźć i to szybko ale nie mam pojęcia jak mam to zrobić. Użyłem wszystkich sposobów a ona jakby zapadła się pod ziemię.- blondyn rozlał ostatnią kolejkę po czym szybkim ruchem opróżnił swój kieliszek.

-Teraz wiem że dobrze zrobiłem przyjeżdżając tu- blondyn spojrzał na Jaya- Chris ja widziałem ją- blondyn uniósł jedną brew do góry- widziałem Cassie.- Zapadła cisza. Do blondyna ta informacja docierała bardzo powoli, nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Otworzył usta a do oczy napłynęły mu łzy.

-Gdzie ją widziałeś?- wykrztusił w końcu

-W Bostonie.

-W Bostonie- powtórzył blondyn po czym poderwał się na nogi.

-Co ty robisz?- spytał zdziwiony brunet

-Muszę tam lecieć- odpowiedział szukając telefonu i portfela

-Teraz?

-Tak teraz! Natychmiast!- blondyn był pobudzony. Chciał jak najszybciej znaleźć się obok Cassie.

-Chris uspokój się- brunet podszedł do niego łapiąc go za barki- Jest środek nocy, raczej wątpię że jakiś samolot leci o tej porze, poza tym nawet nie wiesz gdzie jej szukać w Bostonie. Poczekaj za dwa dni wracamy z Nicolą do domu, pojedziesz z nami i zatrzymasz się u nas. Będziesz mógł jej na spokojnie poszukać.- blondyn spojrzał na Jaya po czym kiwnął głową na znak że się zgadza. Brunet puścił go i oboje usiedli z powrotem na sofie.

Blondyn podszedł do barku wyciągając kolejną butelkę alkoholu. Nalał do kieliszków po czym opróżnił swój na stojąco. Brunet spojrzał na niego.

-Chris jest jeszcze coś- blondyn spojrzał na niego

-Ale lepiej będzie jak usiądziesz- Zabrzmiało to groźnie co spowodowało u blondyna ścisk żołądka. Usiadł po czym spojrzał wyczekująco na bruneta.

-Nie wiem czy wiesz o tym..ale Cassie jest w ciąży- ta wiadomość zszokowała go. Ostatnie słowo które wypowiedział brunet odbijało się echem w jego głowię. Poczuł się strasznie niepewnie..czy to jego dziecko czy może Toma. Potrząsnął głową wyrzucając te myśli. Wiedział że blondynka była mu zawsze wierna i nigdy by go nie zdradziła...to na pewno jego dziecko-uśmiechnął się

A jeśli..w końcu byli sami tyle czasu ..na dodatek te zdjęcia które dostała..mogły popchnąć ją w jego ramiona. Blondyn bił się z myślami.- schował twarz w dłoniach

-Czy wiesz może..-blondyn spojrzał na przyjaciela po czym urwał pytanie.

-Nie, nie wiem stary czyje to dziecko. Nie pytałem..-blondyn z powrotem schował swoją twarz w dłoniach. Czuł się strasznie niepewnie...jakby wszystko stracił.

-Ale znam Cassie..wiem że ona nigdy by nie przespała się z kimś innym. Widziałem jak tworzycie ten związek, ona za bardzo cię kocha by mogła z kimś innym. Nie dopuszczaj do siebie takich myśli. - brunet położył dłoń na ramieniu blondyna.

-Masz rację!- blondyn podniósł głowę – Nie wiesz może który to miesiąc?- spytał z nadzieją

-Niestety nie, ale na moje oko jakiś 5, jej brzuszek był już sporo widoczny- uśmiechnął się.

Chris chwycił swój telefon i włączył kalendarz.

-Jay! To może być moje dziecko!- krzyknął z radością- Będę ojcem!- powiedział a łzy napłynęły mu do oczu.

-Gratuluję stary- brunet poklepał go po ramieniu- a teraz może pójdziemy spać? - spytał spoglądając na zegarek który wskazywał godzinę 3 nad ranem.

-Przydało by się- powiedział blondyn po czym oboje zaśmiali się.

***


Blondyn kręcił się z boku na bok, nie mógł zasnąć. Tyle informacji dzisiaj przeszło przez jego głowę że nie mógł tak spokojnie zasnąć. W ręce trzymał obrączkę blondynki.- Zrobię wszystko byśmy znowu byli rodziną...- ścisnął w dłoni złoty krążek.

***


Te dwa dni minęły dosyć szybko. Blondyn załatwił zastępstwo w swojej szkole, odwiedził Anne informując ją że chyba odnalazł Cassie. Ta wiadomość ucieszyła ją. Życzyła mu wszystkiego dobrego i przeprosiła jeszcze raz za wszystko.

Chris czekał na lotnisku ściskając swoją torbę. Denerwował się. Sam nie wiedział jak ma to załatwić, nie był pewny też czy Cassie będzie jeszcze w Bostonie. Modlił się o to by ją w końcu odnaleźć.

-Nie denerwuj się tak, wszystko będzie dobrze – powiedziała Nicola która zauważyła jego zdenerwowanie.

-Mam taką nadzieję- blondyn uśmiechnął się delikatnie.

***


Przez kilka dni chodził ulicami Bostonu szukając jej. Był w każdym gabinecie ginekologicznym niestety w żadnym niczego się nie dowiedział przez ochronę danych osobowych. Miał dość ale nie tracił nadziei, czuł bowiem że ona gdzieś tutaj jest. Siedział właśnie w parku delektując się śliczną majową pogodą. Zauważył ją...serce zaczęło mu szybciej bić a a poziom adrenaliny podniósł się. Założył bejsbolówkę na głowę i ciemne okulary na nos by nie poznała go. Wyglądała przepięknie, jej jasne włosy mieniły się w słońcu a brzuszek który odstawał dodawał jej niesamowitego uroku. Blondyn uśmiechnął się mimowolnie. Poczekał aż oddali się kawałek po czym ruszył za nią. Szedł powoli i w odpowiedniej odległości by blondynka go nie zauważyła. Dziewczyna weszła do domu, blondyn spojrzał na budek po czym zapisał jego adres.

-Znalazłem cię- powiedział po czym uśmiechnął się. Włożył ręce do kieszeni i odwracając się na pięcie ruszył w stronę mieszkania Jaya i Nicoli. Postanowił że kupi jakieś kwiaty i przygotuję się do odwiedzin blondynki. Niestety nie zauważył że ktoś mu się przygląda.

Tom siedział w zaparkowanym samochodzie naprzeciwko domu Cassie. Poznał blondyna od razu. Zacisnął dłonie na kierownicy.

-Nie odbierzesz mi jej.-powiedział wrogo patrząc na oddalającą się sylwetkę Chrisa.

Wyjął telefon z kieszeni i napisał wiadomość do blondynki.

Zabieram cię na kolację. Bądź gotowa o 18. Odmowy nie przyjmuję.

Tom”

Wysłał po czym odjechał z piskiem opon.

 

Cassie właśnie siedziała w wannie kiedy usłyszała dźwięk sms-a. Sięgnęła po telefon który leżał na półce nad wanną.

-Wariat- powiedziała po czym zaśmiała się do siebie. Doceniała to że Tom jej pomaga i jest z nią w tych ciężkich chwilach ale nie chciała dawać mu nadziei na coś więcej niż przyjaźń. Kochała go ale jak przyjaciela..nie mogłaby wrócić do niego i stworzyć z nim rodziny. Dokończyła kąpiel po czym wyszła z wanny. Wysuszyła włosy i rozczesała zostawiając rozpuszczone. Owinięta w ręcznik poszła do pokoju. Spojrzała na zegarek który wskazywał 17:45. Otworzyła szafę i wyciągnęła z niej leginsy i tunikę. Ubierała się teraz tak by było jej po prostu wygodnie poza tym w połowę rzeczy nie mieściła się już za bardzo. Ubrała się i spryskała perfumami. Zakładała kolczyki kiedy usłyszała pukanie do drzwi.

-Proszę-powiedziała. Do pokoju wszedł brunet.

-Hej piękna- powiedział po czym podszedł i dał jej buziaka w policzek

-Cześć- powiedziała chichocząc.

-Gotowa?

-Tak-odpowiedziała szeroko się uśmiechając.

Oboje zeszli na dół gdzie w przedpokoju zastali ojca Cassie.

-Wybieracie się gdzieś?- spytał

-Tak jedziemy do Toma-odpowiedziała blondynka

-Yhy..uważaj na nią- mężczyzna pogroził palcem brunetowi

-Ma się rozumieć- odpowiedział po czym cała trójka wybuchła śmiechem.

„Para” wyszła z domu. Brunet otworzył drzwi od samochodu czekając aż blondynka wsiądzie, zamknął za nią po czym wsiadł z drugiej strony. Zapalił silnik i odjechali.

***

Wystrojony blondyn szedł ulicami Bostonu z wielkim bukietem czerwonych róż. Był zdenerwowany ale jednocześnie szczęśliwy. Starał się być dobrej myśli, nie dopuszczał nawet do siebie tego że Cassie mu nie wybaczy. W kieszeni miał telefon gdzie był dowód na to że Tom wszystko ukartował. Stanął przed drzwiami gdzie wchodziła Cassie. Wziął głęboki wdech po czym drżącą ręką nacisnął dzwonek. Drzwi uchyliły się a w nich stanął ojciec blondynki.

-Chris?- spytał mężczyzna

-Dobry wieczór panie Scott. - blondyn przełknął ślinę. Wiedział że nie będzie łatwo.

-Co ty tu robisz?- spytał z niechęcią w głosie

-Przyszedłem do Cassie....

-Nie ma jej. Poza tym daj jej spokój, już dość wycierpiała przez ciebie.- mężczyzna chciał zamknąć drzwi lecz blondyn zatrzymał je nogą.

-Musi mnie pan wysłuchać. Proszę dać mi 5 minut- powiedział patrząc mu prosto w oczy.

-Nie zasługujesz nawet na tyle- mężczyzna odepchnął go i zamknął drzwi.

Zdenerwowany blondyn zaczął walić w drzwi.

-Musi mnie pan wysłuchać!- krzyczał

-Odejdź bo wezwę policję!

-Cassie grozi niebezpieczeństwo!...musi mnie pan wysłuchać...proszę- blondyn z ciszył głos.

Na dźwięk słowa niebezpieczeństwo w głowie mężczyzny zapaliła się czerwona lampka. Wrócił do drzwi po czym otworzył je.

-Jeśli to jakaś sztuczka..

-Nie, żadna sztuczka. Proszę dać mi 5 minut a wszystko panu wyjaśnię.

-Dobrze, masz 5 minut chłopcze- powiedział mężczyzna krzyżując ręce.

 

Cdn...

Taki sobie...

Buziaki :* <3

niedziela, 5 października 2014

(31) „ pieprzony żart”

(31)


„ pieprzony żart”



 

 

Przed nią stał brunet. Z jego miny i oczu można było wyczytać że jest wściekły.

-Tom?

-A kogo się spodziewałaś idiotko?!- chłopak szarpnął ją w swoją stronę.- Nie zniszczysz mojego planu rozumiesz!- brunet podniósł głos.

-Puść mnie!- dziewczyna odepchnęła go.- Zniszczę! Już to zrobiłam. Chris o wszystkim wie! Odsuń się nie mam ochoty dłużej z tobą rozmawiać.- chwyciła z powrotem swoją walizkę po czym chciała zejść.

Brunet nie wytrzymał. Nie myśląc długo popchnął dziewczynę z całych sił. Chciała złapać równowagę niestety nie udało jej się. Wraz z walizką spadła, obijając się o każdy stopień. Brunet spokojnie zszedł do niej po czym przykucnął.

-Nie powstrzymasz mnie. Cassie będzie moja- wyszeptał do blondynki która nieprzytomna leżała w kałuży krwi. Następnie jakby nigdy nic wstał i ruszył w stronę wyjścia. Nałożył na głowę kaptur i wsiadł do czarnego audi odjeżdżając.

Chris był obok bloku Anny kiedy zauważył szybko odjeżdżający samochód. Coś było w tym podejrzanego ale teraz najważniejsze dla niego było to by mógł porozmawiać z Anną i wyjaśnić to wszystko. Wszedł na klatkę schodową kiedy w pewnym momencie zamarł. Zauważył że blondynka leży bezwładnie w kałuży krwi. Podbiegł szybko do niej. Sprawdził jej puls i oddech. Oddychała. Szybko wyjął telefon z kieszeni i zadzwonił na pogotowie. Sam zaczął ją reanimować.

-Ann nie odchodź! Nie możesz tak po prostu..nie teraz. - Chris reanimował ją aż do przybycia karetki.

***


Blondyn siedział na szpitalnym krześle czekając na jakieś informację. W recepcji musiał podać się za jej brata by pielęgniarka go wpuściła. Twarz miał schowaną w dłoniach. Nie mógł pojąć co się dzieję wokół niego. Same złe rzeczy. Martwił się o Ann i przeczuwał że to nie był zwykły wypadek. Ktoś chciał skrzywdzić blondynkę, a do tego ten samochód, który tak szybko odjeżdżał. Blondyn przetarł twarz , i odchylił się do tyłu opierając głowę o oparcie krzesła. W żołądku czół nieprzyjemny ścisk. Bał się że Cassie też może coś grozić. Musiał jak najszybciej ją odnaleźć. Nie wiedział jak ale MUSIAŁ ją znaleźć i to natychmiast. Z rozmyśleń wyrwał go lekarz który wyszedł z sali.

-Co z nią panie doktorze?- spytał wstając

-Pan jest?

-Jestem jej bratem. Co z nią?

-Jej życiu nie zagraża nic. Ma kilka obrażeń i wstrząśnienie mózgu.

-Czy mógłbym wejść do niej?

-Wolałbym nie. Pacjentka śpi i lepiej żeby odpoczywała. Proszę przyjść jutro do siostry.- powiedział lekarz mierząc blondyna.

-Dobrze rozumiem i dziękuję- lekarz kiwnął głową po czym odszedł.

Blondyn postanowił że pójdzie do domu i odwiedzi Anne jutro. Musiał się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Miał już dość tej niewiadomej.

***


Z samego ranna blondyn udał się do szpitala uprzedzając wcześniej swoją recepcjonistkę żeby odwołała wszystkie jego zajęcia. Wszedł przez duże szklane drzwi po czym udał się do sali w której leżała blondynka. Delikatnie zapukał ale odpowiedziała mu tylko cisza. Ostrożnie otworzył drzwi. Na łóżku leżała Anna. Jej głowa była owinięta białym bandażem. Twarz miała odwróconą w stronę okna. Wszedł do środka zamykając drzwi. Dziewczyna dopiero wtedy odwróciła głowę. Zamarła. Nie spodziewała się go tutaj.


-Chris...


Blondyn podszedł do łóżka po czym usiadł na krześle które stało obok.


-Cześć Ann..Jak się czujesz?- spytał


Dziewczyna nie wiedziała co ma powiedzieć. Serce zaczęło bić jej szybciej a w głębi czuła okropny wstyd.


-Chris ty...- wzięła głęboki wdech ignorując jego pytanie- odsłuchałeś moją wiadomość?- spojrzała mu w oczy


-Tak- blondyn pokiwał głową.


Dziewczyna spuściła wzrok.


-Chris ja..ja nawet nie wiem jak mam cię przepraszać.


-Ann ja nie chce żadnych przeprosin- blondynka spojrzała na niego zaskoczona.- Czegoś takiego nie da się wybaczyć- blondynka pokiwała głową. Zrozumiała że blondyn ją znienawidził.


-Po co tu przyszedłeś? Lekarz powiedział mi że pogotowie wezwał mój brat.


-Znalazłem cię nieprzytomną na klatce. Ann powiedz mi to Tom?


Blondynka patrzyła tępo w swoją białą pościel.


-Ann spójrz na mnie.- rozkazał.


Dziewczyna niepewnie spojrzała na jego twarz. - Powiedz mi czy ten twój wypadek zdarzył się przez Toma? - blondyn patrzył jej prosto w oczy.


-Tak..


-Wiedziałem! Musimy zadzwonić na policję.


-Chris..ty nie możesz. On myśli że ja nie żyje, gdy dowie się że jest inaczej zabije mnie.- w oczach blondynki pojawiły się łzy. Blondyn spojrzał na nią. Mimo złości którą czół do niej zrobiło mu się jej żal.


-Ann..nie pozwolę cię mu skrzywdzić- blondyn położył swoją dłoń na jej ramieniu- blondynka spojrzała na niego załzawionymi oczami. Zrobiło jej się ciepło w okolicy serca. Blondyn uśmiechnął się do niej ukazując tym samym swoje dwa dołeczki. Dziewczyna odwzajemniła delikatnie uśmiech- ale musisz mi teraz wszystko powiedzieć. Muszę wiedzieć wszystko. Cassie nie jest bezpieczna z tym świrem.


Dziewczyna pokiwała głową. Opowiedziała blondynowi od początku do końca całą intrygę.


-Niestety nie wiem gdzie oni są. Tom mi nie powiedział. Ale wspominał coś o rodzicach Cassie. Mówił że ciepło go przyjęli i że od zawsze to jego woleli na męża Cassie,


blondyn pokiwał tylko głową. Spodziewał się tego. Rodzice Cassie od zawsze dawali mu do zrozumienia że nie jest zbyt dobry dla ich córki, ale wtedy nie liczyło się to dla niego. Oboje z Cassie kochali się i zdanie innych nie miało dla nich znaczenia.


-Chris- blondyn spojrzał na dziewczynę- Ja jeszcze raz przepraszam. Wtedy nie myślałam o konsekwencjach. Żałuję że tak się stało i mam nadzieję że odnajdziesz Cassie.


-Też mam taką nadzieję. Muszę już iść. O siebie się nie martw załatwię ci jakieś lokum gdzie będziesz bezpieczna.


-Dziękuję ci Chris.- blondyn kiwnął głową po czym wyszedł z sali. Kiedy opuścił budynek szpitala wyjął telefon z kieszeni po czym wybrał numer do detektywa. To była jego jedyna nadzieja. Po trzech sygnałach mężczyzna odebrał.


-Witam panie Watrin.


-Dzień dobry. Ma pan dla mnie jakieś wiadomości?


-Yyymm..niestety nic nie udało mi się zdobyć. Przepraszam ale rezygnuję z tej sprawy.


-Co?! Ale jak to...Pan nie może..-blondyn był zdenerwowany.


-Nie mam czasu na takie błahostki. Do widzenia- mężczyzna odłożył słuchawkę.


Blondyn stał jeszcze chwilę z przystawionym telefonem do ucha. Był wściekły i rozżalony. Wiedział że w tym momencie jego szanse na odnalezienie Cassie są równe prawie zeru. Ścisnął telefon i zamknął oczy do których zaczęły zbierać się łzy. Powoli zaczął tracić nadzieję na odnalezienie swojej ukochanej, to wszystko stawało się ponad jego siły. Czuł że jego życie to jakiś pieprzony żart. Że ktoś robi sobie z niego jaja. Powoli wypuścił powietrze z płuc po czym ruszył do pobliskiego sklepu. Kupił w nim paczkę papierosów, chodź nigdy nie palił w tym momencie czół że potrzebuję tego. Odpalił jednego, zaciągając się. Dym wypełnił jego płuca co spowodowało natychmiastowy kaszel. Następne razy przynosiły mu już ulgę której potrzebował.


***


-Bardzo ładnie...grzeczny chłopiec.- brunet stał za mężczyzną przykładając mu pistolet do głowy.


-Czego pan chce?- spytał mężczyzna


-Chce żeby szanowny pan Christoph Watrin nigdy nie dowiedział się gdzie jest jego już prawie była żona. Rozumiemy się?- spytał mocniej przystawiając broń do jego głowy.


-Tak tak. Nie powiem nic panu Watrinowi- powiedział wystraszony


-To dobrze że się rozumiemy-powiedział brunet po czym ruszył w stronę wyjścia. Kiedy stał przy drzwiach odwrócił się w stronę detektywa i oddał strzał.


-To tak dla pewności- powiedział i zniknął za drzwiami


***



Jasnowłosy siedział na kanapie popijając mocnego drinka. Przed nim leżały zdjęcia na których był z Cassie. Oboje byli na nich tacy szczęśliwi i beztroscy. Na jednym z nich była sama blondynka. Leżała na łóżku z wyciągniętą ręką...blondyn doskonale pamiętał tą chwilę.


Chłopak przebudził się jako pierwszy. Nie mógł uwierzyć że obok niego leżała Cassie. Ich pierwsza wspólna noc była magiczna. Nigdy w życiu tak się nie czół. Wiedział że to ta jedyna. Dziewczyna słodko spała. Jej rozmierzwione włosy dodawały jej uroku i seksapilu. Światło które wpadało przez okno sprawiało że wyglądała tak niewinnie..niczym anioł. Bez namysłu wziął swój aparat i zaczął robić jej zdjęcia. Po chwili otworzyła oczy.


-Ej co robisz?- zaczęła się zasłaniać.


-Robię zdjęcia najpiękniejszej istocie na świecie.- blondyn szeroko się uśmiechnął.


-Wariat-skwitowała po czym rzuciła go poduszką. Chłopak nie będą jej dłużnym, sprytnie złapał ją nie dając jej możliwości ucieczki, zaczął ją łaskotać dziewczyna śmiała się w niebo głosy. Dla blondyna był to najpiękniejszy dźwięk na świecie. Uwielbiał kiedy się śmiała. -Przestań proszę- powiedziała błagalnie. Blondyn spojrzał na nią chytrze. -A co dostanę w zamian?- spytał.


-A co byś chciał-spytała ze śmiechem.


-Buuuzi-poweidział i nachylił się nad nią. Oboje spojrzeli sobie w oczy. W ich tęczówkach skakały małe iskierki. Widać w nich było miłość, szczęście i pożądanie. Blondynka dotknęła policzek chłopaka a ten nachylił się nad nią łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.


-Kocham Cię- wyszeptał wprost do jej ucha.


Dziewczyna spojrzała na niego z uśmiechem. -Ja Ciebie też blondasku.” Na twarzy Chrisa zastygł uśmiech na myśl o tej chwili. Jednak po policzku spływała mu jedna samotna łza, otarł ją szybko.


-Odnajdę Cię. Nie poddam się i znów będziemy razem szczęśliwi. Niespodziewanie po domu rozległ się dźwięk dzwonka. Blondyn odłożył szklankę i zdjęcie na stół. Wstał powoli i ruszył otworzyć. Nacisnął na klamkę otwierając drzwi. Jego oczom ukazał się..



Cdn...


Dziękuję za komentarze :* <3


Następny nie wiem kiedy..jak znajdę chwilę. Poszłam właśnie na studia i..jest masakra! Nie spodziewałam się że będę miała aż tyle zajęć. Praktycznie codziennie od rana do późnego wieczora z małymi tylko przerwami w środku. Mam nadzieję że później to się zmieni bo nie wyrobię tak..


Buziaki :****

poniedziałek, 22 września 2014

(30) „ spowiedź”

(30)


„ spowiedź”


 

 

Mimo wiosny która panowała na zewnątrz było jeszcze dosyć chłodno. Blondynka założyła na siebie kurtkę i owinęła się szalikiem. Musiała teraz bardzo dbać o siebie w końcu była odpowiedzialna już nie tylko za siebie.

-Mamo wychodzę!- krzyknęła i nie czekając na odpowiedź wyszła z domu. Miała dzisiaj kolejną wizytę u lekarza. Dzisiaj miała poznać płeć dziecka. Czuła w sobie coś dziwnego, była to ekscytacja pomieszana z lekkim lękiem. Najbardziej chciała żeby dziecko po prostu było zdrowe. Jego płeć była mało ważna. Pogoda była przecudna. Słońce świeciło a na niebie nie było ani jednej chmurki. Wszystkie rośliny budziły się do życia. Blondynka przymknęła oczy delektując się promieniami które delikatnie łaskotały ją w nos. Po chwili stała przed małą przychodnią. Nacisnęła na klamkę i weszła do środka.

-A więc Pani Cassandro, tu są rączki, tutaj widać główkę...-lekarz pokazywał blondynce wszystko na dużym monitorze. Blondynka była zafascynowana tym. Jej serce rozpierała niewiarygodna radość. Nigdy nie myślała że matka w ciąży może czuć taką radość i miłość do istoty której jeszcze tak naprawdę nie ma na świecie.- A tutaj jest męski narząd- lekarz uśmiechnął się a blondynka spojrzała na niego

-Chłopczyk- blondynka wyszeptała ze łzami w oczach.

 

Szczęśliwa wracała do domu. W portfelu miała pierwsze zdjęcie swojego synka. Kiedy mijała sklep z asortymentem dziecięcym nie mogła się powstrzymać i weszła do niego. W oczy od razu rzucił się jej ogrom tych wszystkich rzeczy. Wszystko było posegregowane według kolorów. Blondynka podeszła do działu z odzieżą niebieską. Wszystko było takie piękne. Miała ochotę wykupić pół sklepu dla swojego synka. Kiedy przeglądała kolejne śpioszki usłyszała głos który był jej dobrze znany. Odwróciła się w tamtą stronę, jej oczom ukazał się wysoki brunet którego znała. Jej serce zabiło szybciej a w oczach pojawił się strach. Odwróciła się po czym ruszyła w stronę drzwi, kiedy miała już nacisnąć na klamkę- Cassie?- zamarła

-Cassie to ja Jay- blondynka odwróciła się w stronę chłopaka.

-Cześć Jay- sztucznie się uśmiechnęła

-Jaka niespodzianka..jaki ten świat mały.

-Tak..

-Nie spodziewałem się Ciebie tutaj w tym mieście i to jaszcze w takim sklepie. Gratuluję- powiedział mierząc ją wzrokiem

-A no widzisz..dziękuję- dziewczyna nadal sztucznie się uśmiechała. Spotkanie Jaya było rzeczą która była jej teraz najmniej potrzebna.

-A Chris gdzie? Chciałbym się przywitać z nim. Dawno się nie widzieliśmy- zaczął rozglądać się po sklepie.

- Yyy Chris jest..w domu... Tak Chris jest w domu- blondynka nie wiedziała za bardzo co ma mu powiedzieć.

-Tutaj? Przeprowadziliście się?- brunet był zdziwiony

-Nie. Chris jest w Nowym Jorku.

Brunet miał zadać już kolejne pytanie kiedy obok nich pojawiła się wysoka zgrabna brunetka. Włosy miała krótko ścięte co podkreślało jej długą szyje, kolor ubrań pięknie komponował się z jej niebieskimi oczami. Wyglądała jak modelka prosto z wybiegu lub jakiegoś magazynu. Spod jej płaszcza wystawał delikatnie zaokrąglony brzuszek.

-Kochanie jak myślisz to czy to?- dziewczyna pokazała brzoskwiniowe i beżowe śpioszki.

-Weź oba jeśli ci się podobają.- brunet posłał swojej ukochanej uśmiech. - A kochanie poznaj Cassie żonę Chrisa o którym ci opowiadałem, Cassie to jest moja narzeczona Nicola.

-Miło Cię poznać. Jay dużo o was opowiadał- dziewczyna uścisnęła dłoń blondynki.

-Mi ciebie również- blondynka delikatnie się uśmiechnęła. - Wiecie przepraszam was ale się spieszę . Miło było cię poznać Nicole. Pa Jay- dziewczyna nie czekając na reakcję pary po prostu wyszła ze sklepu. Była zła że to właśnie Jaya spotkała. Miała tylko nadzieję że ten nie wygada się Chrisowi że ją widział. Nie miała najmniejszej ochoty by ten ją znalazł. Nie rozumiała tylko dlaczego Chris nie podpisał papierów rozwodowych, przecież i tak był z Anną, to wszystko było dziwne. Przecież powinno mu zależeć żeby się rozwieść i założyć spokojnie nową rodzinę. Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk telefony.

-Cześć piękna- usłyszała na co od razu się uśmiechnęła.

-Hej przystojniaku- blondynka zaśmiała się.

-Co u Ciebie? Gdzie jesteś?

-Właśnie wracam od lekarza, i tak wszystko w porządku- blondynka uprzedziła pytanie chłopaka.

-To się cieszę.

-Będziesz dzisiaj u mnie?- dziewczyna zadała pytanie.

-Oj niestety, nie dam rady muszę coś załatwić.

-Chodzi o pracę?

-Ymm..tak dokładnie tak. Wiesz Cassie muszę już kończyć. Trzymaj się i buziaki- brunet nie czekając na jej odpowiedź rozłączył się.

-Dziwne..- blondynka schowała telefon do torebki po czym obejrzała się za siebie czy przypadkiem Jay za nią nie idzie. Miała złe przeczucia co do tego spotkania.

***


Jay z Nicolą dokończyli zakupy po czym wrócili do domu. Chłopak cały czas był zamyślony.

-Kochanie co cię męczy- dziewczyna przytuliła się do jego pleców.

-Chodzi o Cassie i Chrisa- chłopak odwróci się twarzą do swojej ukochanej.- Zanm ich trochę i to było dziwne. Cassie nigdy się tak nie zachowywała, była zawsze uprzejma i otwarta a dzisiaj było coś nie tak. No i Chris..ona tu a on w Nowym Jorku. Coś mi tu nie pasuje.

-Może zadzwoń do niego? - dziewczyna przytuliła się do jego torsu.

- Chris nie powie mi nic przez telefon, znam go..lepiej będzie jak pogadam z nim na żywo- brunetka spojrzała na niego.

-Masz rację- uśmiechnęła się- W końcu i tak będziemy w Nowym Jorku, a naszą dobrą wiadomość możemy przekazać mu osobiście.

-Dokładnie tak- brunet pocałował ją w czoło po czym przytulił do siebie.

***


Skołowany blondyn wracał z pracy. Był wykończony fizycznie, ale to wykończenie psychiczne bardziej dawało mu się we znaki. Tęsknił za Cassie, ale najgorsza była ta niepewność i jedna wielka niewiadoma która z dnia na dzień coraz bardziej go wykańczała. Gdy wszedł do domu torbę rzucił w kąt i poszedł wziąć prysznic. Miał nadzieję że to chociaż na chwilę pozwoli mu uwolnić się od tych wszystkich myśli. Kiedy skończył, z zamrażarki wyciągnął gotowe danie do mikrofali. Nie miał ochoty ani głowy do gotowania lub nawet do wyjścia gdzieś by coś zjeść. Nastawił mikrofalę na 5 minut a z lodówki wyciągnął piwo. Otworzył je po czym jednym duszkiem wypił pół butelki. Przyjemna gorycz rozeszła się po jego ciele. Ręką dotknął swojej brody na której był już mały zarost. Kiedy mikrofala zaczęła piszczeć wyjął z niej jedzenie, które popijał piwem. Po posiłku położył się na kanapie i włączył telewizor na jakimś głupkowatym programie. Był tak zmęczony że usnął na kanapie z włączonym telewizorem, nie słyszał nawet że jego telefon który znajdował się w torbie dzwonił.

***


Anna siedziała na balkonie. W jednej ręce trzymała drinka który dodawał jej odwagi a w drugiej telefon. W końcu odważyła się wyznać Chrisowi prawdę, wiedziała że musi tak postąpić. Zdawała sobie sprawę że blondyn znienawidzi ją, ale sama sobie na to zasłużyła. Rozbiła ich małżeństwo, skrzywdziła ich. Była głupią idiotką która po prostu pragnęła miłości. To Chris bowiem był jej pierwszym chłopakiem, to z nim przeżyła wspaniałe chwile. Chciała żeby to wróciło, żeby blondyn znów był z nią. Dopiero teraz zrozumiała że Chris już jej nie kocha, że owszem byli ze sobą ale to nie ona jest miłością jego życia..on znalazł ją w kimś innym, a ona przez swoją głupotę dała omotać się Tomowi który wykorzystując dobrą chwilę zakradł się i zniszczył wszystko co oni budowali przez kilka lat. Najgorsze że ona mu w tym pomogła. Pomogła skrzywdzić Chrisa którego tak kocha. Upiła drinka po czym wybrała numer blondyna i nacisnęła zieloną słuchawkę.

-Jeden sygnał

-Drugi

-Trzeci

-Piąty

-Niestety nie mogę w tej chwili rozmawiać. Po usłyszeniu tego dźwięku... proszę zostaw swoją wiadomość.

Blondynka przygryzła dolną wargę. - Cześć Chris, nie odbierasz a ja muszę powiedzieć ci coś ważnego. To nie może czekać. Słuchaj, pewnie mnie znienawidzisz i wcale ci się nie dziwię..eh..ale zrozumiałam swój błąd i postanowiłam wyznać ci prawdę...Twoje problemy z Cassie i rozwód którego ona żąda to..- dziewczyna głośno przełknęła ślinę- to wszystko moja wina...Chris to przeze mnie to wszystko. Zostałam opętana przez Toma...on też jest w to zamieszany..oboje jesteśmy nic nie wartymi śmieciami- z oczu blondynki zaczęły spływać łzy. Wzięła kolejny łyk drinka- kiedy Tom był z Cassie ja byłam u Ciebie pewnego wieczoru..pamiętasz? Wtedy dosypałam Ci tabletki nasenne do picia..Chris dostałam je od Toma...później zadzwoniłam po takiego chłopaka któremu zapłacił Tom, on pomógł mi cię przenieść do łóżka. Rozebrałam ciebie i siebie..i zrobiłam nam kilka zdjęć które później wysłałam Cassie......Chris- blondynce załamał się głos.- Chris..ja cię przepraszam...tak strasznie przepraszam...zrozumiałam że ty mnie już nie kochasz a to Cassie jest miłością twojego życia.- wzięła głęboki wdech- A ja to zniszczyłam...Chris ja nie wiem gdzie jest Cassie ale musisz ją odnaleźć..ona myśli że ty ją zdradziłeś, dlatego uciekła, dlatego przysłała ci te papiery rozwodowe. Wiem że mi nie wybaczysz..ale Chris pamiętaj ja po prostu cię kocham..-dziewczyna nacisnęła czerwoną słuchawkę po czym rzuciła telefonem o ziemię. Z oczu zaczęły spływać jej coraz więcej łez. Zaczęła szlochać. Była zła na siebie. Mocno ścisnęła szklankę w której nie było już trunku cisnęła nią o ścianę. Małe kawałeczki szkła rozprysły się na wszystkie strony. Nogi podkurczyła pod siebie chowając twarz w kolanach. Mimo wszystko czuła że taka spowiedź była jej potrzebna.

***


Chris obudził się z potwornym bólem pleców. Przetarł twarz rękami po czym rozejrzał się dookoła. No tak zasnął na kanapie. Telewizor wciąż grał. Wyłączył go po czym odruchowo spojrzał na zegarek.

-O cholera! Jestem spóźniony!- Wstał i pobiegł do sypialni. Ubrał się szybko. Przy wyjściu chwycił swoją torbę i pobiegł na zajęcia. Cały dzień znowu spędził na sali. Zmęczony wrócił do domu. Wyjął swój telefon na którego nie patrzył od wczoraj. Zauważył że ma jakąś wiadomość na poczcie. Usiadł na kanapie po czym włączył wiadomość. Słuchał każdego kolejnego zdania z coraz bardziej otwartymi ustami. Nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Jego umysł nie mógł pojąć i przyjąć tego wszystkiego. Zrobiło mu się niedobrze. Kiedy wiadomość się skończyła siedział jeszcze chwilę w bezruchu. Powinien się cieszyć przecież zagadka w pewnym stopniu została rozwiązana, ale nie był na to przygotowany. Nie spodziewał się czegoś takiego...takiego świństwa. Po Tomie mógł spodziewać się wszystkiego ale po Annie, miał ją za przyjaciółkę. Postanowił to wyjaśnić. Ubrał na siebie kurtkę, do kieszeni włożył telefon po czym pospiesznie wyszedł z domu.

 

W tym samym czasie.

Blondynka spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy i z małą walizką wyszła z mieszkania zmykając drzwi. Musiała wyjechać. Wiedziała że Chris na pewno do niej przyjdzie kiedy odsłucha wiadomość a ona nie ma odwagi żeby po tym wszystkim spojrzeć mu w oczy, do tego dochodził jeszcze Tom który miał przyjechać. Z nim też nie chciała się widzieć. Musiała zniknąć na jakiś czas. Chwyciła swoją walizkę po czy zaczęła z nią schodzić, nie spodziewanie czyjaś dłoń ją zatrzymała. Blondynka odwróciła się.

-Wybierasz się gdzieś?

 

Cdn..

Jejku to już 30 rozdział! Dużo jak na mnie xD

Dziękuję za komentarze ! To dzięki wam mam chęć do pisania :*** <3

 

poniedziałek, 15 września 2014

(29) „Chce wycofać się z tego..”

(29)


„Chce wycofać się z tego..”


 

 

Minęło kilka miesięcy Chris dwoił i troił się żeby odnaleźć Cassie. Dzwonił i wysyłał wiadomości do jej rodziców niestety okazało się że zmienili oni adres i tym samym swój nr telefonu. Telefon blondynki również milczał. Blondyn był bardzo zdeterminowany i postanowił nie poddawać się, jego ostatnią nadzieją był prywatny detektyw.

-Odnajdę Cię, nie pozwolę Ci odejść- blondyn przetarł palcami po fotografii swojej ukochanej.

***


-Trzymaj.- Tom podał Cassie talerz z kanapkami

-Zwariowałeś! Tyle kanapek..i tak wyglądam już jak hipopotam.

-Ale za to jaki słodki hipcio- zaczął się śmiać, jego radość została przerwana kiedy dostał w twarz plasterkiem ogórka. Spojrzał groźnie w stronę dziewczyny która pokazała mu szereg białych zębów.

-Masz szczęście że jesteś w ciąży bo w przeciwnym razie porozmawialibyśmy inaczej- pogroził jej palcem.

-Pff..nie strasz mnie bo się Ciebie nie boję- blondynka wystawiła mu język po czym zaczęła konsumować swoje kanapki.

-To co ruszamy? - Spytał Tom kiedy blondynka odłożyła pusty talerzyk na stolik.

-Mus to mus- blondynka z małą trudnością wstała z fotela.

Ubrała na siebie kurtkę po czym razem z brunetem ruszyła do szkoły rodzenia.

***


-Panie Watrin- mężczyzna spojrzał na niego spod swoich okularów- powiem szczerze że to zadanie nie będzie należało do łatwych ale..

-Ale- blondyn niecierpliwił się

-Ale zrobię wszystko by odnaleźć pańską żonę. Jak się domyślam nie podpisał pan papierów rozwodowych?

-Oczywiście że nie.

-Dobrze..a więc poproszę o zdjęcie i dane pańskiej żony.

-Oczywiście. Proszę- blondyn podał mężczyźnie kopertę z danymi oraz ze zdjęciem Cassie.

-Na dzisiaj to wszystko, odezwę się do pana jak coś znajdę.

-Dobrze. Dziękuję i do widzenia- blondyn uścisnął jego dłoń po czym wyszedł z biura.

Na dworze przywita go chłodny wiatr. Zapiął swoją kurtkę po samą szyję a ręce włożył do kieszeni spodni. Było już dosyć ciemno a drogę oświetlały tylko przydrożne latarnie. Nie spieszyło mu się. Myśl o tym że musi wrócić do pustego domu w którym nie ma Jej przytłaczała go. Zawsze wyobrażał sobie inaczej swoje życie. Marzył o dużej rodzinie o domu na obrzeżach miasta i o żonie która zawsze będzie czekać na niego gdy wróci z pracy. Chciał zestarzeć się z Cassie i zawsze przy niej być, w tych dobrych jak i złych chwilach. Nigdy nie spodziewał się tego że będzie musiał przechodzić przez coś takiego. Myślał że to w zespole miał szalone i nieprzewidywalne życie, po odejściu miał nadzieję na spokojne życie przeciętnego człowieka..niestety życie pisze nam własny scenariusz. Jego rozmyślania przerwało dopiero to że był już pod swoim domem. Wszedł na posesję kiedy zauważył że na schodach ktoś siedzi. Jego serce przyspieszyło a w brzuchu czół uścisk.

-Cassie?- podszedł bliżej niestety na schodach siedział ktoś inny.

-Cześć Chris- blondynka wstała

-Anna.. co tu tu robisz?

-Przyszłam Cię przeprosić..to co zrobiłam i powiedziałam jakiś czas temu było nie na miejscu, zrozumiałam że nie powinnam tak robić- blondynka spuściła głowę.

-Masz rację nie powinnaś..dobrze wiesz że ja kocham Cassie i nie poddam się dopóki jej nie znajdę.

-Rozumiem Chris i jeszcze raz przepraszam- blondynka ze spuszczonym wzrokiem zaczęła iść w stronę wyjścia.

-Ann..

-Tak? -blondynka odwróciła się

-Chcesz wejść na herbatę ?

-Z chęcią- blondynka uśmiechnęła się leciutko.

Blondyn podał kubek z gorącym napojem dziewczynie po czym usiadł naprzeciwko niej.

-Wiadomo coś? - dziewczyna zadała pytanie.

-Nic. Szukam jej wszędzie ale na darmo. Dzwoniłem do jej rodziców ale okazało się że zmienili nr telefonu i przeprowadzili się i nikt nie wie gdzie. Byłem też u Toma ale nie ma go w mieszkaniu a w biurze też nic nie wiedzą.

-Ehh..to nie fajnie..A zastanawiałeś się nad tym że ona chce po prostu odejść? Może już cię nie kocha?- dziewczyna ostatnie pytanie zadała prawie szeptem.

-Też się nad tym zastanawiałem..ale nie, to nie wchodzi w grę..wiem że Cassie mnie kocha, dlatego jest tak mi ciężko zrozumieć dlaczego tak postąpiła, nie rozumiem jej zachowania...po tamtej akcji miało być już wszystko dobrze..-blondyn upił łyk herbaty.

-Ty ją naprawdę kochasz...

-Tak..kocham i nie mogę bez niej żyć..

-Mam nadzieję że ją odnajdziesz- blondynka odłożyła kubek z cieczą na stół po czym wstała- niestety muszę już się zbierać.

-A no ok- blondyn wstał po czym odprowadził dziewczynę do drzwi. Pożegnali się.

Dziewczyna ruszyła w stronę swojego mieszkania. Czuła się podle. Czyżby wyrzuty sumienia ją dopadły. Widok zmartwionego i smutnego blondyna łamały je serce. Wchodząc w spółkę z Tomem myślała że to wszystko będzie łatwe, on weźmie sobie Cassie a ona będzie z Chrisem. Była pewna że blondyn ją kocha i że stare uczucie szybko w nim odżyje. Myliła się, teraz doskonale widziała jaka była głupia i naiwna zgadzając się na plan bruneta. Chris cierpiał i to przez nią. Będzie musiała to jakoś naprawić.

Kiedy była już w mieszkaniu wzięła swój telefon i wykręciła nr do bruneta.

***


-Padam- Cassie wyszła z Tomem z zajęć- Te ćwiczenia są mordercze- blondynka założyła na głowę czapkę.

-Hehe nie przesadzaj, ty bogini fitnessu wymiękasz przy takich ćwiczonkach. - blondynka spojrzała na niego morderczym wzrokiem.

-Z tym brzuchem ciężko jest mi zrobić cokolwiek, a to jeszcze tyle czasu- zrobiła grymas na twarzy.

-Nie martw się, będę Ci pomagać- brunet objął ją ramieniem. Dziewczyna uśmiechnęła się a swoją głowę oparła na jego ramieniu. - Dziękuję że jesteś- wyszeptała

Chłopak zatrzymał się po czym spojrzał jej w oczy. - Zawsze będę przy Tobie.

Dziewczyna również spojrzała mu w oczy. Brunet zbliżył swoją twarz do jej. Blondynka czułą jego oddech na policzku. Jego niebieskie oczy hipnotyzowały ją. Jej umysł wyłączył się w tamtym momencie. Brunet był coraz bliżej. Ich usta dotykały się już kiedy blondynka poczuła mocne kopnięcie w brzuchu.

-Ałć-skuliła się i złapała za brzuch

-Wszystko w porządku? - spytał zmartwiony brunet

-Tak- blondynka podniosła się po czym uśmiechnęła się szeroko- Kopnęło. Po raz pierwszy kopnęło – powiedziała pełna radości.

-Szkoda że w takim momencie- brunet powiedział zawiedziony. Blondynka spojrzała na niego po czym oboje roześmiali się. Chłopak odprowadził ją do domu po czym sam ruszył do swojego wynajmowanego mieszkania. Z kieszeni spodni wyjął telefon który był wyłączony. Włączył go i spostrzegł że na wyświetlaczu jest kilka nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Ann.

-Dzwoniłaś do mnie?

-Tak Tom..musimy pogadać. Ja nie chce tego dłużej ciągnąć. Chris nie zasługuje na to wszystko.

-Ty chyba nie chcesz..

-Tak, właśnie chce mu powiedzieć prawdę. Chce wycofać się z tego..

-Ann nie rób tego. Poczekaj na mnie. Przyjadę jak najszybciej i pogadamy.

-Jak chcesz, ale ja już podjęłam decyzję. Pa Tom- blondynka rozłączyła się.

-Co za głupia suka!- brunet ścisnął telefon. - Nie pozwolę Ci tego zniszczyć!

 

 

Cdn..

 

 

Dziękuję za tyle komentarzy ! Jesteście cudowne :* <3

Uwielbiam wasze opowiadania! Każda pisze świetnie i każde opowiadanie jest inne! Buziaki :***

 

 

Ps

W następnym rozdziale niespodzianka :D

Pojawi się jeden z chłopaków :*

niedziela, 7 września 2014

(28) „Miłość nie istnieje..”

(28)


Miłość nie istnieje..”


 

 

Zdeterminowany i wściekły blondyn wtargnął do budynku agencji. Nie zważając na zatrzymującą go sekretarkę z impetem wszedł do biura w którym siedział zdezorientowany Tom.

-Przepraszam ale ten pan...

-Już dobrze Kate. Zostaw nas samych.- kobieta pokiwała tylko głową po czym wyszła zamykając za sobą drzwi.

-Co cię sprowadza do mnie?

-Nie udawaj gnojku! Dobrze wiem że to twoja sprawka!-rzucił mu na biurko plik papierów.

Brunet wziął kartki po czym spojrzał na blondyna z cwanym uśmiechem.

-Cassie w końcu zmądrzała, ale nie rozumiem dlaczego przychodzisz do mnie- brunet podniósł jedną brew do góry.

Blondyn podszedł do biurka i chwycił go za koszulę przyciągając mocno w swoją stronę. - Wiem że to twoja sprawka! Ale to ci się nie uda! - brunet odepchnął jego dłoń

-Głupi..już mi się to udało- uśmiechnął się triumfalnie poprawiając swoją koszulę- Zrozum straciłeś Cassie na zawsze! Ona już nigdy nie wróci do ciebie. Przegrałeś Watrin zrozum..

-To się jeszcze okażę. Nie poddam się i będę o nią walczył. Wiem że ona mnie kocha.

-Raczej wątpię- brunet po raz kolejny się zaśmiał

Zdenerwowany Chris wyszedł trzaskając drzwiami. Teraz miał pewność że to wszystko przez tego kłamliwego i parszywego szczura. Ale wiedział że nie odpuści i będzie walczył o Cassie. Nie pozwoli jej tak po prostu odejść.

***


Boston.

Blondynka siedziała na ogrodowej huśtawce tępo wpatrując się przed siebie. Jej ręce były ułożone na brzuchu który z dnia na dzień robił się coraz bardziej widoczny. Myśli kłębiły się w jej głowie. Jeszcze nigdy nie czuła takiego smutku i niepewności o przyszłość jak teraz. Cały jej dotychczasowy świat zawalił się jak domek z kart. Inaczej wyobrażało sobie swoją przyszłość.

-Powinnaś teraz bardziej dbać o siebie- matka otuliła ją kocem

-Ty

-Jestem matką, widzę takie rzeczy. Poza tym twój brzuszek jest już trochę widoczny - rodzicielka uśmiechnęła się i usiadła obok córki – To..

-Tak to dziecko Chrisa- oczy blondynki zaszkliły się

-Powiesz mi co się stało?

-Mamo...tyle rzeczy się wydarzyło że sama się w tym wszystkim pogubiłam.- z jej oczu popłynęły łzy. Kobieta wytarła je po czym przytuliła swoją córkę. Cassie bez oporów wtuliła się w rodzicielkę cicho szlochając. -Cii..kochanie. Nie martw się pomożemy ci. Wszystko się ułoży- kobieta głaskała ją po głowie. Jej serce krwawiło kiedy widziała że jej jedyna córka cierpi.

-Mamo?

-Tak kochanie?

-Poszłabyś ze mną do jakiegoś ginekologa?

Rodzicielka uśmiechnęła się- pewnie że tak. Zaraz zadzwonię do doktora Nilsa i cię umówię.

-Dziękuję mamo- blondynka wtuliła się w matkę.

***


 Chris siedział na ich wielkim łóżku. W ręce trzymał jej obrączkę.

-Cassie gdzie ty jesteś..- zacisnął dłoń w pięść. Nagle po całym domu rozniósł się dźwięk dzwonka do domu.

Poszedł otworzyć.

-An..

-Cześć Chris- blondynka od razu dała mu buziaka w policzek.

-Co cię tu sprowadza?

-Przyszłam cię odwiedzić. Mogę wejść?

-Wiesz to nie jest za bardzo dobry moment na odwiedziny.

-Coś się stało?

-Niestety...

-Może mogę ci jakoś pomóc?

-Raczej wątpię..

-Oj blondasie, nie bądź taki oficjalny- blondynka nie zważając na Chrisa wepchała się do środka.- Jesteśmy przyjaciółmi, mi możesz powiedzieć o wszystkim.

-Ehh widzę że nie odpuścisz, więc siadaj.

Blondyn zaczął opowiadać blondynce co go trapi.

-Najgorsze jest to że nie znam powodu dla którego ona tak postąpiła.

-Hmm..tez jej nie rozumiem. Ma takiego wspaniałego faceta obok siebie – blondynka spojrzała w jego oczy.- Albo jest tak głupia albo zrozumiała że nie pasuje do ciebie- dziewczyna jeszcze bliżej przybliżyła się do Chrisa. -Co masz na myśli?!- blondyn wstał oburzony słowami blondynki. Dziewczyna również wstała. -Chris daj spokój. Wasze małżeństwo od początku było skazane na porażkę. Jesteście z dwóch różnych światów.

-Co ty możesz wiedzieć! Kochamy się..

-Kochacie? Haha..Chris ile ty masz lat? Miłość nie istnieje..Albo jest wam razem dobrze albo nie. Nam było- dziewczyna objęła dłońmi twarz chłopaka- Pamiętasz? Chłopak chwycił dłonie blondynki po czym ściągnął je ze swojej twarzy robiąc krok w tył. - Było to dobre słowo. Ann zrozum ja Cię nie kocham. Kocham Cassie i w odróżnieniu od ciebie dla mnie miłość istnieje i wiem że to uczucie potrafi zdziałać cuda. -Ale Chris...

-Myślę że powinnaś już iść.- blondyn wskazał dłonią drzwi wyjściowe -Jesteś głupcem!- dziewczyna wyszła trzaskając drzwiami. -Milutko- skwitował chłopak ponownie siadając na sofie.

***


Blondynka wracała właśnie z matką od lekarza. Była w jakimś stopniu szczęśliwa ponieważ jej dzieciątko rozwijało się prawidłowo. Teraz tylko ono było powodem dla którego chciała żyć.

-Cassie w pokoju czeka na Ciebie gość- ojciec poinformował ja gdy tylko weszły z matką do domu. Obie spojrzały po sobie. Serce blondynki od razu zaczęło szybciej bić. Czyżby blondyn znalazł ją, nie miała najmniejszej ochoty by go widzieć. To było by za trudne. Przełknęła głośno ślinę po czym ruszyła w stronę swojego pokoju. Wzięła głęboki wdech po czym nacisnęła na klamkę. -Tom?- blondynka zdziwiła się i w głębi ucieszyła na widok bruneta. -Cześć piękna- chłopak podszedł po czym oboje przytulili się na przywitanie. -Co Ty tu robisz? - blondynka była zdziwiona jego wizytą. -Stęskniłem się- chłopak wyszczerzył się ukazując tym samym swoje uzębienie. - Wariat- blondynka roześmiała się- A tak naprawdę ? -Mamy tu sprawę i przy okazji postanowiłem cię odwiedzić. Jak się czujesz? - mina blondynki na to pytanie automatycznie zmieniła swój wyraz, z uśmiechu przerodziła się w grymas. -Jest ok. Wysłałam Chrisowi papiery..

-Wiem-brunet przerwał blondynce

-Skąd? - dziewczyna uniosła brew ku górze

-Był u mnie. Stwierdził że to przeze mnie chcesz się z nim rozwieźć.

-Co?!- dziewczyna była wściekła.- Jak on w ogóle może! Co za palant! To przecież on wszystko zniszczył..- blondynka usiadła na łóżku bo zakręciło się jej w głowie. Zmartwiony brunet od razu pojawił się przy niej. -Ej mała. Już spokojnie. Nie możesz się denerwować bo zaszkodzisz dzidziusiowi- brunet złapał ją za dłonie. Oboje spojrzeli sobie w oczy. - Masz rację.- blondynka lekko się uśmiechnęła. -Na ile zostajesz? - dziewczyna zmieniła temat. -Sam nie wiem. Kilka tygodni. Może miesięcy. -To jakaś grubsza sprawa? -Tak- brunet wpatrywał się w oczy blondynki- Można powiedzieć że to najważniejsza sprawa w moim życiu.

 

 

 

Cdn...

Dziękuję kochane za motywację ! :*** Szczególnie Tobie Marleno <3