(25)
„Ironiczny uśmiech naiwności”
Blondynka leżała w łóżku próbując zasnąć, niestety emocję jakie kumulowały się w niej nie pozwalały jej na to. To już jutro miała rozstać się ze swoim mężem i jechać do kliniki która miała jej pomóc wrócić do normalnego życia.
-Chris.-wyszeptała-Chris śpisz-szturchnęła leciutko blondyna
Chłopak odwrócił się w stronę swojej ukochanej.
-Nie śpię Aniołku, nie mogę..-odpowiedział
-Ja też nie. Boję się Chris-wyszeptała
-Ja też Skarbie-powiedział przybliżając się do dziewczyny. Nachylił się nad nią po czym ręką odgarnął jej niesforny kosmyk za ucho.- Ale myślę że wszystko będzie dobrze i już za niedługo wrócisz tu o własnych nogach-blondyn posłał uśmiech Cassie.
-Mam nadzieję kochanie-blondynka odwzajemniła uśmiech po czym przyciągnęła do siebie chłopaka. Mimo ciemności która panowała w pokoju chłopak dostrzegł iskierki w oczach dziewczyny. Uśmiechnął się zawadiacko po czym namiętnie ją pocałował, kiedy chciał się oderwać, dziewczyna uniemożliwiła mu to przyciągając go do siebie jeszcze bardziej. To zachęciło go do dalszych działań... Ich rozgrzane ciała były splecione tworząc ze sobą jedną spójną całość. Niecierpliwe palce błądziły po ciałach ucząc się każdego skrawka na pamięć. Oboje chcieli zapamiętać każdy najmniejszy szczegół. Ich usta spragnione pocałunków szukały siebie. Byli tak bardzo spragnieni siebie. Ta chwila była magiczna, nie potrzebowali tu słów, wystarczył dotyk dłoni i czułe pocałunki. Kochali się jakby jutro miał nastąpić koniec świata. Namiętność i pożądanie jakie można było wyczuć w powietrzu było czymś niesamowitym.
Los Angeles. Bardzo specyficzne miejsce, ciągły gwar, ruch i zero spokoju. To właśnie tutaj Cassie miała dostać nową szanse i jej życie miało wrócić do wcześniejszego stanu. Ale czy to jest możliwe? W jej życiu tyle się wydarzyło. Ona sama zaczęła postrzegać wszystko w innych barwach. Zdawała sobie sprawę że jeśli operacja się powiedzie to ona i tak nie będzie już taka sama jak kiedyś. Jej priorytety się zmieniły. Zaczęła postrzegać świat inaczej. Ona sama chyba dojrzała i zrozumiała co tak naprawdę w życiu liczy się dla niej. Po operacji miała zamiar wyznać Chrisowi że jest już gotowa na dziecko, ba! na całą gromadkę dzieci. Bardzo chciała założyć z blondynem w końcu prawdziwą rodzinę. Mimo tego że byli małżeństwem nie tworzyli w pełni rodziny. Cassie postanowiła to zmienić po powrocie.
-I jesteśmy-jej rozmyślania przerwał głos Toma
Blondynka pomrugała kilka razy po czym oboje znaleźli się pod drzwiami mieszkania które Tom dla nich wynajął. Brunet otworzył mieszkanie. Blondynka ostrożnie wjechała do niego. Na pierwszy rzut oka wydawało się bardzo zadbane i dość nowe. Widać było że jest przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Dziewczyna z łatwością mogła poruszać się po pomieszczeniach. Kiedy dziewczyna wjechała do sypialni doznała małego szoku. W pokoju znajdowało się tylko jedno wielkie małżeńskie łóżko.
-Tom?!-zawołała a brunet od razu znalazł się obok niej
-Co się stało?
-Jak to co?! Tu jest tylko jedno łóżko!-blondynka oburzyła się
-O cholera! Przecież prosiłem o dwa osobne. Poczekaj zaraz zadzwonię do nich i ich opieprze.-brunet wyciągnął telefon po czym wykręcił nr lecz nie do agencji nieruchomości.
…...........….
-Jak to nie macie!-brunet krzyczał – Wypchajcie się. Żegnam!-chłopak rozłączył się zdenerwowany
Blondynka patrzyła na niego wyczekującym wzrokiem.
-Niestety coś im się pomyliło i nie mają już wolnych mieszkań-brunet spuścił głowę-najwyżej ja będę spał w salonie na fotelu-zaproponował
Blondynka spojrzała na łóżko po czym westchnęła-Eh..nie wygłupiaj się..łóżko jest duże na pewno się zmieścimy-uśmiechnęła się do chłopaka który odwzajemnił uśmiech
-Ale wiesz.. bez żadnych numerów-dziewczyna pogroziła mu palcem na co chłopak roześmiał się.
…
-Cholera! Nie potrzebnie przyjeżdżaliśmy tutaj!-zdenerwowana blondynka uderzyła pięściami o oparcie wózka.
-Cassie, spokojnie..widocznie te ćwiczenia są Ci potrzebne. Dopiero po tym będą mogli przeprowadzić operację-brunet ukląkł przy dziewczynie
-Przecież sam dobrze wiesz że ćwiczenia nic mi nie dają..a tak to będziemy tu na marne siedzieć dodatkowe 10 dni-dziewczyna zrobiła minę obrażonej 10-latki
-Oj..daj spokój. Lekarze wiedzą lepiej-brunet szturchnął lekko blondynkę-i rozchmurz się już-brunet uśmiechnął się.
-Łatwo Ci powiedzieć...tęsknię za Chrisem-dziewczyna posmutniała
Brunet zmarszczył brwi- na pewno-powiedział cicho- ale teraz musisz myśleć o sobie. Teraz Ty jesteś najważniejsza-chłopak złapał ją za rękę.
Dziewczyna poczuła się dość niezręcznie.
-Tak masz rację. Zadzwonię do niego-powiedziała po czym wyswobodziła swoją dłoń z uścisku chłopaka i ruszyła w stronę sypialni. Z szafki wzięła telefon po czym wybiła numer do swojego ukochanego.
Jeden sygnał, drugi, trzeci..-”Przepraszam w tej chwili nie mogę rozmawiać. Zostaw swoją wiadomość po usłyszeniu sygnału....”
-Pewnie pracuję-powiedziała sama do siebie i odłożyła telefon.
…
Dni leciały dosyć szybko. Cassie codziennie jeździła na ćwiczenia, które zalecili jej lekarze. Ciężko pracowała. Tom towarzyszył jej na każdym kroku, był jej oparciem. Kiedy ponosiła porażkę był obok i pomagał jej podnieść się. Kazał jej walczyć i nie poddawać się. Blondynka była mu za to wdzięczna. Był dla niej prawdziwym przyjacielem na którego zawsze mogła liczyć.
Blondyn był strasznie zapracowany, brał wszystkie dodatkowe lekcję. Pracował od świtu do późnej nocy. Musiał. Wiedział że jest to winien swojej ukochanej. Przez te wszystkie dni rozmawiaj z Cassie może ze 3 razy i to też króciutko, wiedział że jest jej ciężko. Jemu też było, chciał być tam i wspierać ją, lecz niestety musiał pracować na to by opłacić wszystko. Na szczęście Anna nie była u niego już ani razu od tamtego zdarzenia. Chociaż to miał z głowy.
„ Myślał, że uśmiechnął się do niego los.
Tak. Uśmiechnął się... ironicznie, przy okazji drwiąc z jego naiwności.”
…
-Komedia czy kryminał?-spytał brunet niosąc ze sobą wielką miskę z popcornem
-Emmm komedia-dziewczyna uśmiechnęła się szeroko
-Eh..no niech Ci będzie-chłopak wystawił język za co dostał w głowę poduszką od dziewczyny.
-Oszt ty!-chłopak położył popcorn na stolik po czym podszedł do blondynki z groźną miną.
-Hahaha myślisz że się Ciebie boję?-spytała przez śmiech
-A powinnaś-brunet uśmiechnął się łobuzersko
-Jasne...ciekawe co takiego mi zrobisz?-spytała pewna siebie
-A to-powiedział chłopak po czym przerzucił sobie dziewczynę przez ramię i ruszył w stronę sypialni.
-Tom! Wariacie co Ty robisz?!-blondynka śmiała się bijąc pięściami w plecy chłopaka
Brunet położył Cassie na łóżku i uśmiechnął się...Cassie doskonale wiedziała co oznacza ten uśmiech.
-O nieeee...Tom błagam tylko nie to!-dziewczyna powiedziała lecz niestety było już za późno.
Brunet zaczął ją łaskotać. Blondynka piszczała i śmiała się wniebogłosy.
-Przestań...pro..szę-chłopak przestał i spojrzał na Cassie- A będziesz już grzeczna?-spytał i zmrużył oczy.
-Tak-odpowiedziała zmęczona
-No ok..wierzę Ci-brunet uśmiechnął się.
Ciężkie krople nocnego deszczu uderzały o szyby powodując łoskot który roznosił się po całym pokoju. Blondynka nie mogła usnąć. Denerwowała się. Już jutro czekały ją kontrolne badania i decyzja o operacji. Chciała żeby to wszystko się udało, żeby mogła znowu chodzić lecz z drugiej strony nie chciała robić sobie złudnych nadziei. Tak bardzo tęskniła za Chrisem. Chciała w tym momencie przytulić się do niego i poczuć to ciepło które potrafi dać nam tylko ukochana osoba. Westchnęła bezradnie obracając się na bok. Brunet spał w najlepsze. Na jego twarzy widniał delikatny uśmiech. Zupełnie jak za czasów kiedy byli razem. To była szalona miłość. Oboje byli wtedy młodzi, porywczy i namiętni. Brali życie garściami. A w pracy byli doskonałymi partnerami. Ale jednak to nie było to. Dopiero gdy Cassie poznała Chrisa wiedziała że to on był tym jedynym. Tą brakującą połówką serca.
„ Mówią, że kiedy rodzi się człowiek - z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części.
Jedna część trafia do kobiety, a druga do mężczyzny. Sens życia polega na odnalezieniu tej drugiej połowy. Połowy swojej własnej duszy.. „
Dziewczyna siedziała na korytarzu czekając na wyniki badań. W brzuchu czuła ogromny ścisk z nerwów. Ręce jej się trzęsły a serce biło jak oszalałe. Na dodatek nie mogła się rano dodzwonić do Chrisa. Była trochę zła na niego że nie ma dla niej czasu.
-Pani Scott-Watrin?
-Tak to ja-odpowiedziała blondynkach.
-Zapraszam Panią do gabinetu.
Blondynka spojrzała na Toma który uśmiechnął się do niej dodając jej otuchy po czym wjechała do gabinetu lekarza.
-Mam dla Pani pewną wiadomość-powiedział lekarz a serce dziewczyny zaczęło bić w przyspieszonym tępię na dodatek z wyrazu twarzy lekarza nie mogła nic odczytać. Czyżby operacja nie była możliwa?
Cdn..
Przepraszam że tak długo nie pisałam :(
Brak czasu...
Tak średnio mi się podoba..
A wam?
Kocham was <3
Buziaki :*****