(20)
„ ...strach, żal, bezsilność i ogromne poczucie winy..”
Spojrzenie.
Strach.
Krzyk.
Ból.
Ciemność.
Blondynka leżała na łóżku prowadzonym przez sanitariuszy. Słyszała jakieś głosy naokoło siebie które odbijały się w jej głowie tworząc jeden niezrozumiały hałas. Miała przymrużone oczy bowiem jej powieki były tak ciężkie że nie umiała z nimi wygrać. Obraz był zamazany. Jednak mimo bólu który przeszywał jej ciało na jej ustach widniał nikły uśmiech, spowodowanym tym że udało jej się uratować swojego ukochanego. Przez myśl przemknęło jej nawet to że teraz może już nawet odejść, przecież wypełniła swoją najważniejszą misję.
Na korytarzu panowało poruszenie. Obok łóżka na którym leżała dziewczyna oprócz lekarzy szli również Chris i Tom. Oboje byli przerażeni widokiem zakrwawionej i bladej dziewczyny. Blondyn trzymał Cassie za rękę prosząc ją o to by nie zostawiała go. Niestety musiał ją puścić ponieważ jej łóżko zostało wprowadzone na salę operacyjną. Gdy dziewczyna zniknęła za wielkimi szklanymi drzwiami chłopcy poczuli bezsilność która ogarnęła ich serca. Nie mogli jej teraz pomóc. Musiała sama walczyć o swoje życie.
Brunet który stał za blondynem czuł również ogromną złość. Podszedł do blondyna i chwytając go za ubranie przywarł do ściany.
-To Twoja wina!-krzyknął mu prosto w twarz-Gdyby nie ty ona nie musiałaby teraz walczyć o życie. Jesteś śmieciem! Nie zasługujesz na jej miłość!-nerwy mu puściły.
Chris nie miał nawet zamiaru się bronić, dobrze wiedział że brunet ma rację. Mimowolnie jego oczy stały się szklane co zauważył Tom. Puścił chłopaka po czym opadł na krzesło które stało przy ścianie. Po twarzy blondyna zaczęły spływać słone łzy. Jego ciało mimowolnie zaczęło drżeć. W jego sercu panował teraz strach, żal, bezsilność i ogromne poczucie winy które zżerało go. Nie mógł pojąć jak mógł być tak głupi. Przez jego jeden głupi błąd może stracić swoją ukochaną. Postawił wszystko na jedną kartę i przegrał. Przegrał najcenniejsze co miał w życiu.
Nagle podeszła do niego średniego wzrostu pielęgniarka.
-Muszę pana opatrzyć-powiedziała, lecz blondyn nawet jej nie zauważył, był pochłonięty w swoich myślach.
Kobieta delikatnie szturchnęła chłopaka, ten wyrwał się z amoku po czym spojrzał na kobietę, która lekko się uśmiechnęła.
-Muszę pana opatrzyć-powtórzyła grzecznie
-Nie, nic mi nie jest, a poza tym nie mogę się teraz stąd ruszyć.
-Ale pan krwawi-powiedziała wskazując na rozcięty łuk brwiowy blondyna
-To nic takiego-blondyn pokręcił przecząco głową i usiadł na krześle obok bruneta.
-Zajmie to panu tylko 15 minut, a ta dziewczyna stamtąd i tak szybko nie wyjedzie. Blondyn chciał już coś powiedzieć ale przerwał mu Tom.
-Stary idź na ten cholerny opatrunek i tak jej tu teraz nie pomożesz. Blondyn kiwnął tylko głową po czym ruszył za kobietą.
Po 15 minutach wrócił. Zauważył że Tom stał przy oknie. Podszedł do niego wbijając wzrok w widok za oknem.
-Masz rację. To wszystko moja wina. Nie zasługuję na jej miłość, nie zasługuję nawet na to by żyć. Brunet spojrzał na blondyna. Dalej był wściekły na niego i najchętniej rozszarpałby go za to że osoba którą kocha walczy teraz o życie i to przez niego, lecz z drugiej strony zrobiło mu się go żal. Wiedział w głębi serca że Chris kocha ją i że żałuję swojego błędu. Każdy z nas przecież je popełnia. Jesteśmy tylko ludźmi.
-Nie mów tak. Ona Cię kocha ponad życie więc musisz się wziąć w garść bo jak ona wyjdzie stamtąd to będzie potrzebować wsparcia a nie mazania się.- Blondyn spojrzał na niego i kiwnął tylko głową.
Oboje siedzieli na krzesłach przy ścianie. W ich głowach krążyły same czarne scenariusze. Blondyn miał twarz schowaną w dłoniach. Powieki miał zaciśnięte tak by nie wydostała się z nich żadna łza. W jego głowie krążyła cały czas jedna scena. Blondynka która osłania go własnym ciałem, po czym upada bezwładnie na podłogę. Wszędzie krew. Krzyk i ten ogromny strach. Zagryzł mocno wargę tak że pod językiem poczuł nieprzyjemny smak krwi.
Czas ciągnął się niemiłosiernie. Wydawać się mogło że wskazówki na zegarze nie mają ochoty dzisiaj na ruszanie się. Każda minuta ciągnęła się jak godzina, a godzina jak wieczność. Najgorsze było to że oni nic nie mogli zrobić.
Brunet w myśli modlił się o to by Cassie wytrzymała i przeżyła.
Nagle z sali operacyjnej wyszedł ubrany na biało lekarz.
Chłopcy jak na komendę stanęli na baczność. Ich serca waliły niemiłosiernie, a tętno podskoczyło.
-Co z nią panie doktorze?
-Niestety nie mam dobrych wiadomości...
Cdn..
Ale jestem zła! Pisałam ten rozdział w nocy i coś mi się popieprzyło i się nie zapisał:( Musiałam pisać od nowa i nie wyszedł już taki fajny jak tamten :/ Przeklęte komputery!
A tak w ogóle to dziękuję kochane ślicznie za komentarze. Każda z was daje mi w nich jakąś moc :) Czytając je zawsze mam uśmiech na twarzy. Dziękuję i kocham was:* <3
wchodze na Twoje opowiadanie,mając Ci napisac komenta na kopa w tyłek a tu jest nowy :D bo na swoim nawet nie patrzyłam i nie widziałam że dodałas :D ja to mam farta. A odcinek...Boze kobieto czy Ty zawsze musisz tak kończyc? :D wrrrr i ja też jestem zła!!!! :P odcinek fantastyczny, niby nic się takiego nie działo, a jednak tyle w nim jest emocji, bo i przemyślenia Chrisa i Toma ze jejku.... FANTASTYCZNY! tylko dlaczego w takim momencie koniec? tak się po prostu nie robi! :D chce widzieć jak najszybciej nowy odcinek i to KONIECZNIE! :) cudo :)
OdpowiedzUsuńHeeeeeeej :*
OdpowiedzUsuńWreszcie dodałaś nowy rozdział, i już wiem co się wydarzyło tam z tą strzelaniną! A to jednak Cassie oberwała...Biedna. Tą blondynkę zawsze jakieś nieszczęście dotknie. A teraz biedna walczy w szpitalu o swoje życie. Choć zrozumiałam, że ona już wypełniła swoją misję i nie będzie tak walczyć. Tak, ta końcówka to potwierdziła, raczej słowa lekarza.
Najbardziej to mi jej jest szkoda. Nie tylko dlatego, że trafiła do szpitala, ale dlatego, że dwóch facetów ją kocha.
Chris jest w niej zakochany, choć wcześniej ją zranił. A Tom jest jej najlepszym przyjacielem, który także ją kocha. On jest twardy, a Chris wyszedł na takiego zbyt wrażliwego. Nie wiem, ale chciałabym zobaczyć jakie to byłoby życie Cassie gdyby była z Tomem ;)
No, przerwałaś w takim momencie, ze powiedziałabym, ze jesteś okrutna, ale cóż ;) chcę więcej, i więcej.
Pisz dziewczyno ;*
No i zauważyłam duzo opisów.
Pozdrawiam, Inna ;*
O nie! Kiedy ja zaglebilam sie w fabule i zapomnialam o tym co dzieje sie obok Ty przerwalas :p ale rozumiem Twoja zlosc i jestem w stanie Ci to wybaczyc ;) mam nadzieje ze Chris sobie cos uswiadomi i przestanie krecic sie za innymi laskami, bo ma zlego nosa:p. Zgaduje! Cassie zostala ranna w okolice kregoslupa i albo nie bedzie chodzic, albo czeka ja operacja i duga rehabilitacja. Albo bedzie potrzebowala krwi hmmm... zakonczyc w takim momencie :p ale odcinek pelen emocji, wzruszylam sie :D Tom zachowal sie w porzadku,dobrze ze zauwazyl to uczucie miedzy Watrinami. Na pewno tez kogos sobie znajdzie, moze jakas pielegniareczke :) odcinek wspanialy, gratuluje mimo tych trudnosci:) buziaki:*******
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że w takim momencie zakończyłaś !;0 jak ją uśmiercisz to Ci tyłek skopię kobieto ;p ja chcę happy end z Cassie i Chrisem w głównej roli :P znów będę niecierpliwie wyczekiwać kolejnego, pisz szybko ;* szkoda, że tak krótko :< :P
OdpowiedzUsuńZapraszam u mnie nowy :*
OdpowiedzUsuńu mnie nowy, zapraszam :*
OdpowiedzUsuńU mnie właśnie się pojawił 021 :D zapraszam :*
OdpowiedzUsuńPs. musiałam coś inaczej napisać bo mi wyskoczył duplikat komentarza ;0
Jest szczesliwy? :) fakt, nawet za czasow Stadtkint wygladal na wypalonego. A ten nagly powrot do mediow. Widac, ze odzyl :)
OdpowiedzUsuń