(28)
„Miłość nie istnieje..”
Zdeterminowany i wściekły blondyn wtargnął do budynku agencji. Nie zważając na zatrzymującą go sekretarkę z impetem wszedł do biura w którym siedział zdezorientowany Tom.
-Przepraszam ale ten pan...
-Już dobrze Kate. Zostaw nas samych.- kobieta pokiwała tylko głową po czym wyszła zamykając za sobą drzwi.
-Co cię sprowadza do mnie?
-Nie udawaj gnojku! Dobrze wiem że to twoja sprawka!-rzucił mu na biurko plik papierów.
Brunet wziął kartki po czym spojrzał na blondyna z cwanym uśmiechem.
-Cassie w końcu zmądrzała, ale nie rozumiem dlaczego przychodzisz do mnie- brunet podniósł jedną brew do góry.
Blondyn podszedł do biurka i chwycił go za koszulę przyciągając mocno w swoją stronę. - Wiem że to twoja sprawka! Ale to ci się nie uda! - brunet odepchnął jego dłoń
-Głupi..już mi się to udało- uśmiechnął się triumfalnie poprawiając swoją koszulę- Zrozum straciłeś Cassie na zawsze! Ona już nigdy nie wróci do ciebie. Przegrałeś Watrin zrozum..
-To się jeszcze okażę. Nie poddam się i będę o nią walczył. Wiem że ona mnie kocha.
-Raczej wątpię- brunet po raz kolejny się zaśmiał
Zdenerwowany Chris wyszedł trzaskając drzwiami. Teraz miał pewność że to wszystko przez tego kłamliwego i parszywego szczura. Ale wiedział że nie odpuści i będzie walczył o Cassie. Nie pozwoli jej tak po prostu odejść.
***
Boston.
Blondynka siedziała na ogrodowej huśtawce tępo wpatrując się przed siebie. Jej ręce były ułożone na brzuchu który z dnia na dzień robił się coraz bardziej widoczny. Myśli kłębiły się w jej głowie. Jeszcze nigdy nie czuła takiego smutku i niepewności o przyszłość jak teraz. Cały jej dotychczasowy świat zawalił się jak domek z kart. Inaczej wyobrażało sobie swoją przyszłość.
-Powinnaś teraz bardziej dbać o siebie- matka otuliła ją kocem
-Ty
-Jestem matką, widzę takie rzeczy. Poza tym twój brzuszek jest już trochę widoczny - rodzicielka uśmiechnęła się i usiadła obok córki – To..
-Tak to dziecko Chrisa- oczy blondynki zaszkliły się
-Powiesz mi co się stało?
-Mamo...tyle rzeczy się wydarzyło że sama się w tym wszystkim pogubiłam.- z jej oczu popłynęły łzy. Kobieta wytarła je po czym przytuliła swoją córkę. Cassie bez oporów wtuliła się w rodzicielkę cicho szlochając. -Cii..kochanie. Nie martw się pomożemy ci. Wszystko się ułoży- kobieta głaskała ją po głowie. Jej serce krwawiło kiedy widziała że jej jedyna córka cierpi.
-Mamo?
-Tak kochanie?
-Poszłabyś ze mną do jakiegoś ginekologa?
Rodzicielka uśmiechnęła się- pewnie że tak. Zaraz zadzwonię do doktora Nilsa i cię umówię.
-Dziękuję mamo- blondynka wtuliła się w matkę.
***
Chris siedział na ich wielkim łóżku. W ręce trzymał jej obrączkę.
-Cassie gdzie ty jesteś..- zacisnął dłoń w pięść. Nagle po całym domu rozniósł się dźwięk dzwonka do domu.
Poszedł otworzyć.
-An..
-Cześć Chris- blondynka od razu dała mu buziaka w policzek.
-Co cię tu sprowadza?
-Przyszłam cię odwiedzić. Mogę wejść?
-Wiesz to nie jest za bardzo dobry moment na odwiedziny.
-Coś się stało?
-Niestety...
-Może mogę ci jakoś pomóc?
-Raczej wątpię..
-Oj blondasie, nie bądź taki oficjalny- blondynka nie zważając na Chrisa wepchała się do środka.- Jesteśmy przyjaciółmi, mi możesz powiedzieć o wszystkim.
-Ehh widzę że nie odpuścisz, więc siadaj.
Blondyn zaczął opowiadać blondynce co go trapi.
-Najgorsze jest to że nie znam powodu dla którego ona tak postąpiła.
-Hmm..tez jej nie rozumiem. Ma takiego wspaniałego faceta obok siebie – blondynka spojrzała w jego oczy.- Albo jest tak głupia albo zrozumiała że nie pasuje do ciebie- dziewczyna jeszcze bliżej przybliżyła się do Chrisa. -Co masz na myśli?!- blondyn wstał oburzony słowami blondynki. Dziewczyna również wstała. -Chris daj spokój. Wasze małżeństwo od początku było skazane na porażkę. Jesteście z dwóch różnych światów.
-Co ty możesz wiedzieć! Kochamy się..
-Kochacie? Haha..Chris ile ty masz lat? Miłość nie istnieje..Albo jest wam razem dobrze albo nie. Nam było- dziewczyna objęła dłońmi twarz chłopaka- Pamiętasz? Chłopak chwycił dłonie blondynki po czym ściągnął je ze swojej twarzy robiąc krok w tył. - Było to dobre słowo. Ann zrozum ja Cię nie kocham. Kocham Cassie i w odróżnieniu od ciebie dla mnie miłość istnieje i wiem że to uczucie potrafi zdziałać cuda. -Ale Chris...
-Myślę że powinnaś już iść.- blondyn wskazał dłonią drzwi wyjściowe -Jesteś głupcem!- dziewczyna wyszła trzaskając drzwiami. -Milutko- skwitował chłopak ponownie siadając na sofie.
***
Blondynka wracała właśnie z matką od lekarza. Była w jakimś stopniu szczęśliwa ponieważ jej dzieciątko rozwijało się prawidłowo. Teraz tylko ono było powodem dla którego chciała żyć.
-Cassie w pokoju czeka na Ciebie gość- ojciec poinformował ja gdy tylko weszły z matką do domu. Obie spojrzały po sobie. Serce blondynki od razu zaczęło szybciej bić. Czyżby blondyn znalazł ją, nie miała najmniejszej ochoty by go widzieć. To było by za trudne. Przełknęła głośno ślinę po czym ruszyła w stronę swojego pokoju. Wzięła głęboki wdech po czym nacisnęła na klamkę. -Tom?- blondynka zdziwiła się i w głębi ucieszyła na widok bruneta. -Cześć piękna- chłopak podszedł po czym oboje przytulili się na przywitanie. -Co Ty tu robisz? - blondynka była zdziwiona jego wizytą. -Stęskniłem się- chłopak wyszczerzył się ukazując tym samym swoje uzębienie. - Wariat- blondynka roześmiała się- A tak naprawdę ? -Mamy tu sprawę i przy okazji postanowiłem cię odwiedzić. Jak się czujesz? - mina blondynki na to pytanie automatycznie zmieniła swój wyraz, z uśmiechu przerodziła się w grymas. -Jest ok. Wysłałam Chrisowi papiery..
-Wiem-brunet przerwał blondynce
-Skąd? - dziewczyna uniosła brew ku górze
-Był u mnie. Stwierdził że to przeze mnie chcesz się z nim rozwieźć.
-Co?!- dziewczyna była wściekła.- Jak on w ogóle może! Co za palant! To przecież on wszystko zniszczył..- blondynka usiadła na łóżku bo zakręciło się jej w głowie. Zmartwiony brunet od razu pojawił się przy niej. -Ej mała. Już spokojnie. Nie możesz się denerwować bo zaszkodzisz dzidziusiowi- brunet złapał ją za dłonie. Oboje spojrzeli sobie w oczy. - Masz rację.- blondynka lekko się uśmiechnęła. -Na ile zostajesz? - dziewczyna zmieniła temat. -Sam nie wiem. Kilka tygodni. Może miesięcy. -To jakaś grubsza sprawa? -Tak- brunet wpatrywał się w oczy blondynki- Można powiedzieć że to najważniejsza sprawa w moim życiu.
Cdn...
Dziękuję kochane za motywację ! :*** Szczególnie Tobie Marleno <3
Nie mogę uwierzyć jaka jest naiwna! Czekam tylko, aż wszystkie kłamstwa wyjdą na jaw i ta cała pseudo przyjaźń, a w przekonaniu Toma szansa na miłość runą z hukiem! Mam tylko nadzieję, że do tego czasu Cassie nie zrobi żadnego głupstwa. Watrinie szukaj jej! Domyśl się chłopcze, że każda kobieta ucieka w ramiona mamy. Dziwię się, że spotkanie z Tomem przebiegło tak spokojnie. Powinien sprzedać mu porządnego dzwona w nos. Ale myślę, że to w końcu będzie miało miejsce:) Cassie powinna porozmawiać z Chrisem. Musi wiedzieć o dziecku. A dziecko, że ma ojca. Tak może tylko ich skrzywdzić. Dziecko nie jest wyłącznie jej własnością. Buziaki! Lubię umowy z Tobą, bo w końcu jest odcinek;) buziaki! :*
OdpowiedzUsuńPieknie ulorzone opowiadanie ale marlena ma racje jest naiwna nawet nie podejrzewa ze Tom cos knuje :/
OdpowiedzUsuńNaprwade spisalas sie dziewczyno oby tak dalej z odcinkami nie moge sie doczekac kolejnego :D :P
Chris będzie tatusiem!
OdpowiedzUsuńChris będzie tatusiem! ale fajnie :D
Tego Toma to bym chyba rozszarpała ;/
Chris. Chris gdzie jesteś? U niej jest Tom! No dobij gnojka!
OdpowiedzUsuńUgh.
Hej ;*
OdpowiedzUsuńI już jestem ;)
Wreszcie jest tu coś nowego.
Bardzo lubię czytać to opowiadanie, wiec z uśmiechem na twarzy przybyłam :)
Nie podejrzewałam (wcześniej), że Tom jest takim intrygantem, i swoimi kłamstewkami chciał dobrać się do Cassie...ale cóż...Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje. Szkoda mi Cassie, bo ona jak zwykle na tym wszystkim ucierpi...
I jeszcze jest w ciąży...chociaż dobrze że jej dziecku nic nie zagraża..ale ten Tom...on coś jeszcze kombinuje... Jak on może być taki?
Rozdział bardzo mi sie podobał
pozdrawiam ;***
Kur**** jak Ty cos wymyślisz to padnę :D Watrin ojcem? :D no tego to sie nie spodziewałam za cholere! oj kobieto, ale odcinek REWELACYJNY, zgadzam sie co do poprzedniczek że ja na miejscu Watrina obiłabym rywalowi morde, i to tak porządnie :D a zreszta.... wiesz jaką mam propozycje usmiercenia Toma;D walec :D wiec jak bedziesz miała problem z napisaniem tego to ja chętnie Cie wyręcze ;) i w końcu Chris przejrzał na oczy....oby tylko nie było za późno :):)
OdpowiedzUsuńOdcinek boski, ale przeciez to wiesz :):) a ja niedługo dodam zebys dalej mi nie dziamdziła, ale drinkuje wiec to chwile potrwa :* buziole Kochana moja :*
OdpowiedzUsuńzapraszam na us5-i-moje-marzenia.blog.onet.pl na nowy odcinek :D :*:*
OdpowiedzUsuń